Sunday, 2 April 2017

Kurt VONNEGUT - "Slapstick albo nigdy więcej samotności"

Kurt VONNEGUT - "Slapstick albo nigdy więcej samotności"

Wikipedia:
"Slapstick - rodzaj komedii filmowej... ...Charakteryzuje się dużą ilością ruchu, postacie są mocno przerysowane i przeżywają groteskowo niebezpieczne przygody. Sekwencje filmowe często są tworzone spontanicznie...."

Vonnegut oświadcza w „Prologu”:
„Nigdy już nie będę bliższy napisania autobiografii niż teraz. Zatytułowałem ją „Slapstick”, ponieważ jest groteskową poezją sytuacyjną - przypominającą komedie slapstickowe...”

No to już wiem na czym stoję, a ból głowy powoduje niska samoocena autora: D; pogłębia go data napisania (1982), która pozwala przypuszczać, że i tym razem autor nie podniesie się z upadku związanego z alkoholem. A ocenę wystawił sobie prawdopodobnie w chwili trzeźwości. Przypominam moje dotychczasowe oceny:
1959 - „Syreny z Tytana” samoocena A ; moja ocena 9
1961- „Matka noc” A+ 10
1963 - „Kocia kołyska” A+ 10
1965 - „Niech... ..Rosewater” A 9
1969 - „Rzeźnia numer pięć” A+ 10
1973 - „Śniadanie mistrzów” C 1
1979 - „Recydywista” A 7
1981- „Niedziela Palmowa” C 1
1982 - „Slapstick..” D ?????
1987 – "Sinobrody" brak 1
1991 - „Losy gorsze od śmierci” brak 1

Zaczyna się nieźle, bo już na samym początku, w „Prologu”, autor wygłasza zdanie, które ja - doświadczony starzec, w pełni podzielam (s. 11):
„ Chciałbym, by ludzie, którzy z założenia powinni darzyć się miłością, mówili do siebie w czasie kolejnej kłótni: 'Proszę, trochę mniej miłości, a trochę więcej zwykłej przyzwoitości'..”

Niestety, im dalej tym gorzej. Vonnegut epatuje ironią, tekst czyta się lekko, lecz są to główne farmazony i dyrdymały. Uśmiecham się, jednak na coś ciekawego czekam aż do strony 117:
„...Faszyści to podludzie, którzy wierzą, gdy ktoś im wmawia, że są nadludźmi... ...A potem chcą, by wszyscy inni zginęli...”

Jeszcze wątpliwa mądrość (s. 207):
„- Ci, którzy nie uczą się od historii, skazani są na jej powtarzanie..”

I już końcowe wnioski. Koncepcja zastąpienia narodu rodzinami, jakimi one by nie były, jest błędna, bo rozbudowanie rodzin prowadzi do nowych narodów, a wszystko to łatwy do czytania bełkot pisany prawdopodobnie w progresywnym stanie alkoholowej nieważkości z finałem w postaci rynsztokowych wyrażeń.

Humoru jednak trochę odkryłem, więc oceniam książkę wyżej niż inne z okresu staczania się i daję gwiazdek 4.