Sunday, 5 February 2017

Matthias NAWRAT - "Wszystkie śmierci dziadka Jurka"

Matthias NAWRAT - "Wszystkie śmierci dziadka Jurka"

Matthias Nawrat wyjechał z Polski w 1989 roku w wieku 10 lat i pisze w języku niemieckim. Dlatego też należy podkreślić udział w sukcesie tłumaczki Anny Wziątek.
Przeczytałem co nieco o książce i jej autorze, pełen więc entuzjazmu zasiadłem do lektury tym bardziej, że tematyka polska u autora, który opuścił ojczyznę w wieku dziecięcym wzbudza uznanie. Rozumiem też formę groteski, a nawet pochwalam, bo to chyba najtrafniejsza forma dla opisu polskiej niedawnej przeszłości, która była tragifarsą. Uważam jednak, że szczególnie taka forma wymaga rzetelności opisu faktów.
Niestety, już w pierwszym rozdziale zaskoczyły mnie trzy stwierdzenia : pierwsze – (s. 19) o Grunwaldzie...; drugie - (s. 22) o Litwie...; trzecie - (s. 23) o okupacyjnym zakazie chodzenia do kina...

Jak Państwo widzicie szczegóły wykropkowałem, bo dalsza lektura przynosi głupoty lub półprawdy na każdej stronie. Dziesięcioletni dzieciak snuje androny zapamiętane z opowieści dziadka, który od początku tj 1945 roku, wyposażony w służbowy!!! (w innym przypadku szybko by zlikwidowano) nagan, zaprowadza „władzę ludową” (czyli bolszewicki reżim) w Opolu i zakłada m.in. PSS (Powszechna Spółdzielnię Spożywców), której zostaje wieloletnim dyrektorem. Oczywiście, jako reżimowy dygnitarz widzi rzeczywistość w sposób zdeformowany i taki obraz przekazuje wnukowi. Wnuk stara się napisać książkę śmieszną, jednak może ona bawić tylko ludzi kompletnie nie mających wiedzy na temat życia w PRL. Dlatego też sądzę, że Nawrat pisał (a pisze po niemiecku) dla odbiorcy niepolskiego.

Brak wyczucia polskiej rzeczywistości prowadzi do niespotykanych nazw, jak np (s. 63) o PZPR - Wielka Wspólna Partia. Skoro autor urodził się w 1979 r., to mam prawo wnioskować że jego ojciec był harcerzem za Gomułki bądź Gierka; jak więc (s. 66) odczytać, że podczas apelu:
„...śpiewano pieśni partyzanckie, składano hołd pamięci Armii Krajowej i Rządowi RP na uchodźstwie w Wielkiej Brytanii pod przewodnictwem Stanisława Mikołajczyka w czasie II wojny światowej..”
Dla mnie jest to oderwany od rzeczywistości bełkot autora, który nawet czasami pobudza do śmiechu, lecz sam już pomysł ukazania Polski oczami dziadka, który wprawdzie ze spluwą chodził i tworzył „nową” władzę w Polsce, ale przecież to NASZ dziadek, przeto porządny człowiek niczym prokurator Piotrowicz.
No i obowiązkowa prymitywna rusofobia np:
s. 87 „Rosjanie... ..jako potomkowie chłopów..”
Tak pogardza nimi autor - wnuk pomocnika stolarskiego
s. 88 „...Polska, zanim nie została podzielona między Niemcy, Austrię i znaną z takich spraw Rosję..”
Zapewne w przeciwieństwie do Niemiec, o których autor nie wspomni, bo to jego ojczyzna.
I właśnie, jako obywatel Niemiec autor bardzo infantylnie opisał okupację i Oświęcim.
Reasumując:
- groteska, śmieszna, łatwa w czytaniu, jednakże kłamliwa, nierzetelna i szkodliwa dla młodych i dlatego PAŁA!!