Sunday, 12 February 2017

Maryla RODOWICZ Jarek SZUBRYCHT - "Wariatka tańczy"

Maryla RODOWICZ, Jarek SZUBRYCHT - "Wariatka tańczy"


Zaskakująco niskie zainteresowanie i słaby wynik na LC: 6,17 (99 ocen i 17 opinii). Znajduję tylko jedno wytłumaczenie: c z a s. Maryla (ur. 1945) była idolką mojego pokolenia, a w dodatku jej czerwone Porsche "to było coś" w tamtych czasach. Sam prowadzałem kolegów studentów z Politechniki, by "se to cudo pooglądali". A amanci? Np Krzyśki - Jasiński i Gradowski - obaj moi rówieśnicy (1943) czyli dinozaury, sklerotyczne staruchy. To jak młode pokolenie ma przyswajać barwne opowieści Maryli, skoro ich widzi, a wyobraźnia zawodzi, bo swoich babć i dziadków można posłuchać, ale uwierzyć im trudno. Do tego niewyobrażalna dla młodych umiejętność zabawy, poczucie humoru w PRL, czyli "w najweselszym baraku w obozie socjalistycznym". A właśnie nasze roczniki to akme działalności kabaretów, klubów i zespołów studenckich, to wspaniałe środowisko artystyczne i twórcze tak silne, że nawet rok 1968 nie potrafił go unicestwić.

Bo, proszę Państwa, czy młodym napłyną łzy wzruszenia do oczu po takim fragmencie (s.23 -24):
„....Na początku lat 60. Wtedy pojawiły się w Polskim Radiu pierwsze piosenki Billa Haleya, Neila Sedaki, Pata Boone'a. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie Wanda Jackson.... ..Pojawiły się nowe audycje „30 minut rytmu” Marka Gaszyńskiego i Radiowe Studio „Rytm” Witka Pogranicznego i Andrzeja Korzyńskiego... ..Próbowałam również łapać Radio Luxemburg. Wtykało się w radio spinki do włosów, radio trzeszczało, z trudem łapało się fale. Pożyczałam też od mojej koleżanki magnetofon szpulowy nauczyłam się nagrywać.. ….Urządzaliśmy prywatki.. Jakieś tanie wino, gramofon „Bambino” z zielonym oczkiem, gasło światło i wiesz.. tanga – przytulanga..”
Nie napłyną!! Moje wnuki uprzejmie przeczytały i..... NIC. Gwoli kronikarskiej ścisłości dodam, że Wanda Jackson zaskoczyła nas śpiewając piosenki Brendy Lee lepiej niż ona, podobnie z Helen Shapiro. Audycja „30 minut rytmu” pojawiła się w 1958 roku, była prowadzona przez Gaszyńskiego i Pogranicznego w Rozgłośni Harcerskij, magnetofon szpulowy to „Melodia” (4 800zł - przy zarobkach porównywalnych z obecnymi), na którym nagrywałem co się „złapało”, głównie z Radiostacji Harcerskiej, a identyfikację utworów i wykonawców przeprowadził dla mnie Dariusz Michalski. Prywatki wspomina Wojtek Gąsowski, też rocznik 1943, a „Bambino” (800 zł) niszczyło skutecznie płyty, więc korzystaliśmy głównie z nagrań na plastikowych pocztówkach.
A czy dzisiejszego czytelnika obchodzi nuta wyższości w stwierdzeniu (s. 26):
„...Sagan, Remarque'a, ale też pisarzy amerykańskich, na przykład Hemingwaya, Steinbecka, Salingera. Polska inteligencja wtedy dużo czytała....”
Nie ma co się roztkliwiać, tylko jasno powiedzieć, ze to książka dla leciwych. Niby dla mnie, a ja, mimo najlepszych chęci nie potrafię przekroczyć 7 gwiazdek, bo książka jest chaotyczna, rozmowa puszczona na żywioł i w rezultacie mamy więcej haseł tzn nazwisk, miejsc, tytułów piosenek etc niż treści. Należało zrobić selekcję zdarzeń i osób, bo w jednym wywiadzie nie da się odfajkować siedemdziesięciu lat życia.