Thursday, 9 February 2017

Krystyna JANDA - "Różowe tabletki na uspokojenie"

Krystyna JANDA - "Różowe tabletki na uspokojenie"


Lubie Jandę od 1976 r., bo „Człowiek z marmuru”, bo Teatr Ateneum, bo „Guma do żucia”. A teraz zbiór felietonów Jandy z 1997 - 2002, publikowanych wcześniej w prasie kobiecej. Krystyna Janda (ur. 1952) jest uzdolniona wszechstronnie, lecz po raz pierwszy przyszło mnie oceniać jej twory literackie. No i zgodnie z przewidywaniami, i tu najbardziej rzuca się w oczy jej niespożyta energia. Pisząc do „Urody” czy „Pani” nie zamierzała wspinać się na jakieś wyżyny intelektualne czy też silić się na wyszukany język. I odniosła w obu przypadkach sukces. Felietony tchną życiem, czyta się je znakomicie, a że jest to typowa lektura relaksowa, to i dobrze, bo czasem przy książce potrzebne jest wytchnienie i dobra zabawa. Janda dobrze się czuje w formie dialogu (przecież aktorka!!), jest inteligentna, ironiczna i nie boi się narażania się na krytykę i śmieszność. Mnie podbiła już na stronie 10:
„...Czy wy też czujecie ulgę, kiedy zapakujecie bagaże i już od tego momentu macie tylko to, co zapakowaliście? Jak to upraszcza i porządkuje życie! Przy czym moje bagaże, z upływem lat, są coraz mniejsze. Mam nadzieje, że niedługo nic mi nie będzie potrzebne do szczęścia, w każdym razie nic materialnego...”
Podzielam to trafne spostrzeżenie, tym bardziej, że mnie upłynęło o dziewięć lat więcej.

Wspominając Kieślowskiego słusznie pisze (s. 33):
„..Mówiło się o Nim, że szuka metafizyki, że Jego kompleksem jest realizm, pragmatyzm w życiu i sztuce. Dlatego też wciąż szuka metafizyki, CZEGOŚ WIĘCEJ. To COŚ WIĘCEJ było w Nim, w Jego twórczości...”

Z kolei w felietonie poświęconym Wajdzie czytam o przymiocie starości, dotkliwie i przeze mnie odczuwanym (s. 81):
„....zapytałam Go, czy się nie nudzi, spojrzał na mnie z zainteresowaniem i odpowiedział: 'ja już niestety nie nudzę się nigdy'. Dziś po dwudziestu latach ja już też, niestety, nie nudzę się nigdy..”

Serwuje też żart, nota bene nieprawdziwy, bo żaden „pan” do swojej niemocy się nie przyzna (s. 143):
„..Siedzi dwóch starszych panów na ławce w parku. Przechodzi śliczna młoda dziewczyna. Jeden mówi do drugiego: - Wiesz, mnie to właściwie od dziesięciu lat już nie dotyczy. - Drugi mu odpowiada: - Odpukać, mnie dopiero od czterech”.

I jeszcze monolog Jandy o obłudzie wigilijnego talerza (s. 242):
„Ten dodatkowy talerz to taki symbol, taki znak przypominający nam, jacy powinniśmy być, jaki powinien być człowiek, ale dziś, niestety, nie możemy sobie na to pozwolić. Powinniśmy być ostrożni i nie wpuszczać do naszych domów nieznajomych. Musimy czuwać nad bezpieczeństwem bliskich i swoim. Nie wolno w związku z tym rozmawiać z obcymi, przyjmować prezentów, cukierków, po zmroku wychodzić z domu, wyjeżdżać na rowerze itd., itd. Gdyby nas ktoś zaczepił - trzeba uciekać. A dodatkowy talerz na wigilijnym stole jest tylko przypomnieniem, jaki powinien być świat i ludzie. Ale to są marzenia”

Polecam, fajne!!