Friday, 10 February 2017

David BRET - "Elizabeth Taylor. Dama, kochanka, legenda"

David BRET - "Elizabeth Taylor. Dama, kochanka, legenda"

UWAGA! OCENA DOTYCZY BRETA I JEGO KSIĄŻKI, A NIE ELIZABETH TAYLOR
David Bret (ur. 1954 w Paryżu, adoptowany przez angielską parę), mimo wydania wielu biografii, ma nader skromną stronę w Wikipedii. Natomiast aktorka krótko go scharakteryzowała:
"David Bret may be a shit but he's a loveable shit"

Bret czekał poniekąd na jej śmierć (1932 -2011), bo bał się publikować ten brukowiec za jej życia, gdyż procesy za zniesławienie zrujnowałyby go doszczętnie. W ogóle pisanie biografii osoby, której się nie lubi, jest chore. A, że Bret nie lubi Taylor - wątpliwości nie ma. Z reguły nie odnoszę się do cv autora, lecz tu zastanawiając się nad autora pasją nurzania się w brudach środowiska aktorki, pomyślałem o jego braku naturalnych rodziców. Nikogo nie chciałbym urazić, po prostu szukałem powodu.

Nigdy nie przepadałem i nigdy nie wycinałem jej zdjęć z tygodnika „Film”. Za mojej młodości każdy miał klaser ze znaczkami i zeszyt ze zdjęciami aktorek. O ile pamiętam, to w moich zbiorach były przepiękne polskie znaczki i zdjęcia aktorek francuskich, włoskich i Lucii Bose.

Oczywiście żyliśmy w atmosferze oczekiwania na „Kleopatrę” (1963) Mankiewicza, a potem długie dni o niej rozmawialiśmy, lecz więcej interesowaliśmy się monstrualnymi kosztami produkcji niż samą aktorką. Koszty produkcji „Kleopatry” (31 mln $) dwukrotnie przebiły koszty najdroższego dotychczas filmu jakim był „Ben Hur” Wylera z 1959 (ok. 15 mln $).

Dochodziły plotki o jej bogactwie i ekstrawagancjach, lecz największą sensację wzbudził Zbigniew K. Rogowski (1923 - 2007), który po powrocie z Hollywood, w latach 60,. napisał w „Przekroju”, że Elizabeth Taylor to "nisko skanalizowana Żydówka" i że "na Marszałkowskiej nikt by się za nią nie obejrzał.."

Mimo, że nigdy za nią nie przepadałem, uważam za głęboko naganne wyciąganie brudów z jej życia i publikacji pod nazwa biografii. W szczegółowej recenzji wyręczył mnie na LC „Edik”:

„Skrócę wam książkę, żebyście nie musieli czytać:
1) Matka Liz jest lesbijką, bo ścięła włosy na krótko. Ojciec Liz też jest gejem i cholera jedna wie, skąd ten wniosek.
2) Wszyscy są gejami/lesbijkami.
3) Liz jest egoistyczną materialistką.
4) Liz miała setki kochanków - nawet jeśli byli oni gejami. Wtedy w szczególności.
5) Liz nie miała za grosz talentu.
6) Wszyscy byli gejami/lesbijkami.
7) 3/4 świata nienawidziło Liz. Reszta ją kochała, bo to geje.

I tak dalej w ten deseń. Poza tym błędy faktograficzne waliły po oczach i przez cały czas miałam wrażenie, że czytam jakiś szmatławiec. Byle sensacyjnie, byle zszokować. Szkoda czasu na ten śmieć. Lepiej sięgnąć po rzetelną biografię."
Oczywiście, przyłączam się do powyższego głosu