Friday, 24 February 2017

John BRUNNER - "Wszyscy na Zanzibarze"

John BRUNNER - "Wszyscy na Zanzibarze"

Cały w tym ambaras, że czytamy książkę 48 lat za późno. Książka wydana w 1968 roku, przedstawia wizję życia na Ziemi w dalekiej przyszłości tj w roku 2010, który my już mamy za sobą. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jakbym odebrał ją prawie 50 lat temu, można jednak sądzić, że moja, nasza, tak bardzo spóźniona, ocena poważnie się różni od hipotetycznej ówczesnej. Oceniamy wizję autora z pozycji uprzywilejowanej, wzbogaconej aposteriorycznymi wydarzeniami.

Zmiany w tym okresie symbolizuje powierzchnia Zanzibaru, który jest w stanie pomieścić całą naszą populację, a szczegóły znajduję w wyjaśnieniu tytułu książki w anglojęzycznej Wikipedii:

„The primary engine of the novel's story is overpopulation and its projected consequences, and the title refers to an early twentieth-century claim that the world's population could fit onto the Isle of Wight – which has an area of 381 square kilometres (147 sq mi) – if they were all standing upright. Brunner remarked that the growing world poplation now required a larger island; the 3.5 billion people living in 1968 could stand together on the Isle of Man (area 572 square kilometres (221 sq mi)), while the 7 billion people who he (correctly) projected would be alive in 2010 would need to stand on Zanzibar (area 1,554 square kilometres (600 sq mi)). Throughout the book, the image of the entire human race standing shoulder-to-shoulder on a small island is a metaphor for a crowded world."

Obrazowe przedstawienie wzrostu populacji: od 1,8 mld z okresu mojego dzieciństwa, przez 3,5 mld w 1968, po ponad 7 mld w 2010 zwiększającą się powierzchnią kolejnych wysp. To metafora zatłoczonego świata. Jeszcze jedno istotne zdanie z tego samego źródła:
„....Sam Jordison found the novel a "skilfully realised future dystopia", writing that it allowed Brunner "to express his most interesting ideas regarding corporate ethics, freewill, the question of whether scientific progress is always good for humanity and the conflict between the individual and the state"...."

Pozwalam sobie Panstwu przypomnieć, że...:
"...Dystopia to utwór fabularny z dziedziny literatury fantastyczno-naukowej, przedstawiający czarną wizję przyszłości, wewnętrznie spójną i wynikającą z krytycznej obserwacji otaczającej autora sytuacji społecznej. Dystopia przyjmuje pesymistyczny osąd zastanego świata, fantastyczna wizja jest zazwyczaj jego hiperboliczną konstatacją, negującą możliwość odmiany w przyszłości zastanego stanu rzeczy... ....Dystopia, ze względu na podobieństwa w kreowaniu odstręczających obrazów ludzkiej egzystencji, jest często utożsamiana z antyutopią. Istotna różnica między tymi zjawiskami literackimi polega na tym, że dystopia swoje pesymistyczne wizje przyszłości wywodzi bezpośrednio z rzeczywistości, a nie z utopijnych programów jej naprawy. W języku codziennym, jak i większości słowników językowych, oba te pojęcia są stosowane wymiennie...".

Obszerność i ilość recenzji na temat tej książki, skłania mnie do wyrażenia opinii maksymalnie skondensowanej i jasnej. Odstępstwo robimy dla stwierdzenia ze stron pierwszej (s. 5):
„.... Punkt widzenia bywa niebezpiecznym luksusem, gdy zaczyna zastępować zrozumienie....”

Za mojej młodości sensację wzbudzał film „Wielkie żarcie” (1973); szokujący i dekadencki, będący artystyczną prowokacją reżysera. A dzisiaj odkrywam, że powstał 5 lat po omawianej książce i nie mogę odpędzić myśli, że prawdopodobnie pod jej wpływem. Bo ona winna nosić podtytuł "Wielkie Dżadża" ( z ang. eggs). Podam tylko jeden przykład (s. e-booka 20):
".... reprezentujący Południe senator Lowell Kyte oświadczył dzisiaj przed-pe, że narkusy są odpowiedzialne za dziewięćdziesiąt procent ciężkich przestępstw per anum... sori, per annum, w jego rodzinnym Teksasie..."

Wstrząsany paroksyzmami śmiechu izoluję się od świata, pozostając w intymnym kontakcie ze zdecydowanie najciekawszą dla mnie lekturą ostatnich lat, czego Państwu też życzę i gorąco namawiam. Proszę nie zrażać się "poszarpaną" formą, bo mieliśmy już to u genialnego Marka Twaina.