Monday, 6 February 2017

Jurij ANDRUCHOWYCZ - "Zwrotnik Ukraina"

Jurij ANDRUCHOWYCZ - "Zwrotnik Ukraina"


Znajomość z pisarstwem Jurija Andruchowycza zawdzięczam Stasiukowi, bo razem napisali rewelacyjną "Moją Europę. Dwa eseje o Europie zwanej środkową". Niestety, wtedy w recenzje się nie bawiłem, a dzisiaj czasu brak. A potem genialna "Moscowiada. Powieść grozy" (10 gwiazdek ode mnie). Teraz (2014) zredagował ten zbiór 15 esejów o Majdanie i zjawiskach towarzyszących, umieszczając swój esej na pierwszym miejscu, a Stasiuka na czternastym. O! Jeszcze na ósmej pozycji jest lubiany w Polsce – Timothy Snyder ("Skrwawione ziemie").

W trakcie „Majdanu” Andruchowycz (ur. 1960), jeździ z trupą po Ukrainie, wystawiając sztukę o gościu, który podpisał cyrograf z diabłem. Esej jest barwnym reportażem profesjonalisty mocno zaangażowanego w opozycji przeciw Janukowiczowi. Fajnie napisane, ale emocje chyba go poniosły, gdy pisze o wynagrodzeniu prorządowych snajperów (s. 14):
„Za dzień takiej pracy do czterdzieści tysięcy dolarów...”

Drugi esej, Kateryny Miszczenko, rocznik 1984, przed Majdanem - wydawczyni magazynu literackiego, mnie przeraził, bo przedstawicielce inteligencji nic się nie podoba i sprawia wrażenie, jakby chciała nadrobić dotychczasową swoją bierność. Mówi (s. 24):
„..Gdy przebywałam na głównym placu w pierwszych dniach demonstracji, ubodła mnie skala mojego oderwania od społecznego życia Ukrainy... ..Odkrycie to znamionowało powrót z emigracji wewnętrznej i stało się bodźcem....”
Może krzywdzę autorkę, lecz to dla mnie frazesy „nawróconej”, która odkryła swoją alienację, a teraz będzie walczyć dla ludu z reżimem. Stary jestem i doskonale pamiętam wyścig całej rzeszy „nawróconych” spośród 3 mln członków PZPR w Polsce, którzy w ślad za uczniem Schaffa - Kołakowskim wyrzucali legitymacje partyjne, by teraz snuć kłamliwe mity o swojej walce z „komuną”. Trzydzieści milionów walczyło z garstką kolaborantów??? Tak więc, rozumiecie Państwo, że to „ubodło” i „powrót z emigracji wewnętrznej” podważa moje zaufanie co do prawdomówności autorki.
W następnym głos zabiera następna przedstawicielka „przedmajdanowej” elity literackiej - Katia Pietrowska, rocznik 1970. Przyjeżdża z Berlina, idzie na Majdan i.... (s. 47):
„...Poczułam, że jestem beznadziejnie zapóźniona ze swoim zdumieniem, ze swoim staroświeckim pokojowym słownictwem...”
I znowu muszę z góry przepraszać, bo może jestem w błędzie, ale mnie wychodzi, że znowu mamy przejaw prawa mimikry - szybkiego przystosowania do rewolucyjnej rzeczywistości. Z treści wynika, że autorka jest Rosjanką, stałą felietonistką „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung”, a poza truizmami w felietonie pisanymi w języku niemieckim, dla n i e m i e c k i e j gazety pada stwierdzenie (s. 50):
„...A teraz patrzymy na narodziny faszyzmu w Rosji, proces, który zupełnie przegapiliśmy, zaślepieni wiarą w dobro..”
Pomijam ten faszyzm, ale kto był „zaślepiony wiarą w dobro??”. Dla mnie - bełkot.
Nie ma co ustosunkowywać do poszczególnych esejów, poza Snyderem i Stasiukiem, bo wszystko na jedno kopyto i w efekcie wyszła z tego tania publicystyka propagandowa, co świetnie zauważył „wabag” na LC:
„....To czego mi brakowało w książce to choć jednego artykułu przedstawiającego rosyjski punkt widzenia. Ja rozumiem, że mogłoby to zachwiać spójnością książki, jednakże ciągłe przyrównywanie Putina do faszystów, Ławrowa do Goebbelsa w pewnym momencie zaczęło rodzić pytanie, czy aby jednak jedna racja nie jest nazbyt narzucana względem drugiej. Wszakże wystarczy włączyć Russia Today lub inne rosyjskie telewizje, aby okazało się, że to wszystko o czym pisze się w "Zwrotniku Ukraina" było kompletną bzdurą i prawda wygląda zupełnie inaczej....”
Wymienioną przez „wabag” „jedną rację” ilustruje fragment felietonu Jurko Prohaśko (s. 132):
„...Nie waham się, żeby zakwalifikować reżim Putina nawet nie jako faszystoidalny – taki jest już od dawna – ale jednoznacznie faszystowski.. ..Szowinizm, rewanżyzm, mesjanizm, zglajchszaltowanie, rzeczywisty system jednopartyjny, zastraszanie i kompromitowanie inaczej myślących oraz mniejszości, postrzeganie „innego” jako wroga, państwowa propaganda syndromu oblężonej twierdzy, produkowanie przez państwo bezprzykładnych kłamstw, kolektywny zachwyt... ....Putin i jego propaganda za pomocą etykietki „faszyzm” odwracają role ofiar i sprawców....”
Wyjątkowo nudna i nieudaczna retoryka. Ciekawy byłem co ma do powiedzenia Timothy Snyder. Przypomnę, że mimo uznania „Bloodlands” („Skwawione ziemie”) za bardzo wartościową książkę, co wyraziłem 10 gwiazdkami, w recenzji pisałem:
„....SNYDER, mimo swoich licznych pobytów m.in. w Polsce, absolutnie nie wyczuwa traumy narodów pozostających w sferze wpływów sowieckich....."
I tutaj to się potwierdza, a jego uproszczone sądy są żenujące, bo tu nie Hameryka i nie przeszkadza nam bandycki napad na pociąg Piłsudskiego czy (porównanie poniekąd dla śmiechu) przeszłość posłów Brudzińskiego czy Terleckiego. A Snowden o Janukowiczu pisze (s. 154):
„...Sam był pospolitym przestępcą - gwałcicielem i złodziejem.... ...Jako urzędujący prezydent pozostał złodziejem... ...Janukowycz zbudował sobie kilka ekstrawaganckich rezydencji, najbrzydszych chyba w dziejach architektury..”
I te „najbrzydsze” kompromitują Snydera, bo jeżeli już, to mówmy o ukradzionych milionach, a nie o subiektywnej ocenie estetyki.
Szczęśliwie humor ratuje perełka czyli Stasiuk, prezentując klasę nieporównywalną z pozostałymi. Jego tekst zatytułowany „Ukraina, Rosja” trzeba samemu przeczytać, ja jednak nie mogę powstrzymać się od dwóch cytatów. Pisząc o bezmiernej rosyjskiej przestrzeni zauważa wyjście poza nią (s. 240):
„...Gagarin nadał aneksji terytorialnej sankcję niejako metafizyczną. Rosja rzeczywiście wkroczyła w dziedzinę nieskończoności. Wobec tego osiągnięcia bladło wszystko: zapóźnienie cywilizacyjne, bieda, brak wolności, izolacja - to wszystko zostawało tu , na Ziemi. Tak jak kiedyś azjatycka przestrzeń budziła nadzieje i pozwalała snuć tęsknoty...”
I morał podobny do głoszonego przez Kisiela (s. 241):
„...Europa nie będzie miała innego sąsiada.. ..Europa będzie się musiała nauczyć żyć w rosyjskim cieniu.. ..Oczywiście, możemy tego nie dostrzegać i wmawiać sobie, ze to Rosja jest niedoskonałym i zapóźnionym dodatkiem do Europy.. ..Lecz wtedy szybko poczujemy rozczarowanie..:”
Niejasna sytuacja na Ukrainie sprzyja zainteresowaniu tą tematyką, więc mimo zawodu, daję gwiazdek 6.