Friday, 18 March 2016

Sławomir MROŻEK - "Baltazar. Biografia"

Sławomir MROŻEK - "Baltazar. Autobiografia"

Również aktorowi Andrzejowi Zaorskiemu zalecono podobną kurację po udarze mózgu, co doprowadziło do zabawnej autobiograficznej książeczki pt. "Ręka, noga, mózg na ścianie: orzeł, reszka".
Jeszcze przed lekturą książki przeczytałem wiele recenzji tak profesjonalistów, jak i amatorów. Większość z nich kryguje się, zasłaniając chorobą pisarza i unika jasnej odpowiedzi czy książka jest dobra czy zła. No i obowiązkowo przywołuje biblijne słowa "mane, tekel, fares", aby wytłumaczyć pomysł Mrożka z Baltazarem, ale niezbyt przekonująco to wychodzi.
A ja powiem tak: z udarem - przykra sprawa, z rehabilitacją - znojna, stron podobno zapisał sporo, tylko czy musiał je publikować? Albo swoją pamięcią posłużyć się bardziej selektywnie. Np przypomnieć sobie dzieciństwo i młodość do matury, potem całkowita amnezja i już Mrożek jest wziętym literatem walczącym z komuną. Bo amnezja cząstkowa jest żałosna i żenująca.
Piszę te słowa 18.03.2016 r., kiedy internet rechocze z niejakiego Zelnika, aktora, co faraona grał, a oprócz tego był zarejestrowanym konfidentem bezpieki. I ten Zelnik, bez żadnej żenady, udziela wywiadów twierdząc, że kapowanie wyleciało mu z głowy. W ogóle tego nie pamiętał.
Jestem o dwa lata starszy od Zelnika, z funkcjonariuszami bezpieki rozmawiałem dwa razy w życiu, i do dzisiaj obie rozmowy szczegółowo pamiętam. Ale jest ciekawiej, Zelnik twierdzi, ze tamten Zelnik to nie on, bo on się zmienił i stał się innym Zelnikiem. I mam, mam, mam!!! Zelnik naczytał się Mrożka!!!
Bo przecież to jest pomysł Mrożka. Zamiast Mrożka jest teraz tytułowy Baltazar. Najwyższej klasy krytyk literacki Antoni Libera w „Słowie wstępnym” pisze (s. 7):
„...Jego miejsce zajmuje teraz ktoś inny - osobowość o innych właściwościach, i to do tego stopnia, że domaga się innego nazwiska. Będzie nim tytułowy Baltazar..”
Nie mogę wykorzystywać słów Libery, bez uczciwego zaznaczenia jego przesłania i w tym celu przepisuję zakończenie „Słowa wstępnego” (s. 8):
„Baltazar vel Sławomir Mrożek dokonuje w tej książce bilansu swego życia („liczy”) i ocenia samego siebie („waży”). Ponieważ zaś nie posiada żadnego królestwa i nie ma czego dzielić, dzieli się tym, co ma czyli swoją mądrością. A mądrość ta powiada: to, co nas scala, to pamięć i mowa. Oto jedyne królestwo człowieka”
Piękna laurka, która mobilizuje mnie do przedstawienia mojego stosunku do Mrożka. Był idolem mojej młodości, i jako rysownik, i jako pisarz, a na starość dalej go lubię, cenię i z wielką przyjemnością czytam po raz n-ty jego utwory. Wyprzedzając narzucające się pytanie oświadczam, że nie mam żadnych zastrzeżeń ani nie propaguję negatywnej oceny jego postępowania w 1953 roku, bo znam te czasy z autopsji, mam natomiast pretensje o to, że struga z siebie, ale i ze mnie wariata i to straszne zdarzenie pomija. Mało tego, wyczuwam z lektury, że go to uwiera. Nieprzyjemne wrażenie potęguje takim sformułowaniem (s.18)
„...wnet nauczyłem się mieć podwójną moralność: uległą wobec państwa, skądinąd znienawidzonego, oraz prywatną...”
To straszne zdanie. Czy to znaczy, że swojego guru, przywódcę grupy - Włodka, (s. 143) „komunistę - entuzjastę”, aktywnego współpracownika UB i jego żonę - Szymborską, oszukiwał ? A jak z Janem Błońskim, czy się zmówili czy jeden drugiego oszukiwał, skoro obaj podpisali haniebny list ? Czy nie prościej przyznać się do chwilowej fascynacji komunizmem ?
Gorzej, że i dalej podtrzymuje uparcie wizerunek dwulicowca od dziecka. Na stronie 127 wspomina wypracowanie z egzaminu wstępnego na architekturę, w którym prezentował Polskę z „pochlebnej strony”:
„..Napisałem tę rzecz z pełnym cynizmem”.

Czas już ujawnić sławną Rezolucję 53, podkreślając, że sam Bierut przestraszył się echa wydanych wyroków śmierci i wszystkich skazanych ułaskawił. Oto tekst rezolucji: 
"W ostatnich dniach toczył się w Krakowie proces grupy szpiegów amerykańskich powiązanych z krakowską Kurią Metropolitarną. 

My zebrani w dniu 8 lutego 1953 r. członkowie krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich wyrażamy bezwzględne potępienie dla zdrajców Ojczyzny (wytłuszczenie - S. K.), którzy wykorzystując swe duchowe stanowiska i wpływ na część młodzieży skupionej w KSM działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali - za amerykańskie pieniądze - szpiegostwo i dywersję. 
Potępiamy tych dostojników z wyższej hierarchii kościelnej, którzy sprzyjali knowaniom antypolskim i okazywali zdrajcom pomoc, oraz niszczyli cenne zabytki kulturalne.
Wobec tych faktów zobowiązujemy się w twórczości swojej jeszcze bardziej bojowo i wnikliwiej niż dotychczas podejmować aktualne problemy walki o socjalizm i ostrzej piętnować wrogów narodu - dla dobra Polski silnej i sprawiedliwej."
Rezolucja pisarzy epoki stalinizmu została podpisana po zakończeniu procesu krakowskich księży, w okresie gdy trzech skazanych oczekiwało na wykonanie wyroków śmierci. Rezolucja literatów miała stwarzać pozór społecznego poparcia dla rozprawy z Kościołem, a w rezultacie legitymizować wydane w stalinowskim procesie pokazowym wyroki śmierci. Rezolucja stanowiła element propagandowej nagonki na Kościół katolicki i dawała stalinowskim władzom PRL pretekst do dalszego zaostrzenia represji wobec ludzi wierzących.
Rezolucję podpisały 53 osoby w tym Mrożek, Błoński, Włodek i Szymborska.
Sygnatariusz Mrożek zapomniał, lecz ludzie nie zapomnieli. Przykro natomiast było mnie, że jego pogrzeb zakłócono przypomnieniem tego incydentu. Może jednak lepiej by było być szczerym.
Co do książki, to jestem bardzo zawiedziony. Wielkiego pisarstwa nie widzę, a nie podoba mnie się stwierdzenie (s 29):
„Polska jest ograniczona bez względu na ustrój”
Nie podoba mnie się też oskarżanie Herdegena bez uzasadnienia, zakończone paskudnym: „wiem, ale nie powiem” (s. 142):