Friday, 4 March 2016

Julia HARTWIG Artur MIĘDZYRZECKI Katarzyna i Zbigniew HERBERTOWIE - "Korespondencja"

Julia HARTWIG, Artur MIĘDZYRZECKI,
Katarzyna i Zbigniew HERBERTOWIE -
- "Korespondencja"

Specjalnie podaję dokładnie "zawartość" okładki, bo nie akceptuję zmian poczynionych przez administrację LC. Chodzi mnie o podkreślenie ważności Julii Hartwig; to dzięki jej aneksowi, a przede wszystkim książce pt "Wybrańcy losu", ta korespondencja staje się czytelna. Dobrze jest również poznać przed lekturą: pozycję w opracowaniu Henryka Citko pt "Zbigniew Herbert - 'Herbert nieznany. Rozmowy.',".
Napisałem "czytelna". Może, lecz nie dla dociekliwych. Dostaliśmy 166 listów z lat 1962- 1998 tzn 37 lat, statystycznie 4 -5 listów rocznie, czy inaczej patrząc 2 -3 listów rocznie z korespondującą odpowiedzią lub bez. Przy tak skąpym materiale najobszerniejsze przypisy nie pomogą. Przy całym moim szacunku i sympatii dla pierwszoplanowej postaci - Julii Hartwig i jej męża, autora niezapomnianego szlagieru "Trzej przyjaciele z boiska", nie można nie zauważyć, że listy wzbogacają naszą wiedzę o jednym z największych polskich poetów, nadzwyczaj trudnego w pożyciu. I na tym wątku się skupiam.
Prawdziwa przyjaźń wymaga nie tylko odwagi w formułowaniu opinii o drugiej osobie, lecz i empatii i chęci zrozumienia. Powtórzmy fragment (o Herbercie) ze wspomnianych "Wybrańców losu":
„Może tym, co czytują jego wiersze, nieobojętne będzie, że pisał je człowiek w życiu czuły, współczujący, ze wspaniałym poczuciem humoru, uważny wobec biegnącego życia i wzruszającej kruchości codziennych drobiazgów. Człowiek czasem nieznośny w chwilach ekscytacji.., ale choć trudny, zawsze bliski, którego się kocha i któremu wszystko się wybacza. W poczuciu, że obcowało się z kimś zupełnie niezwykłym”.

Wzruszająca laurka, którą poszerzam słowami Julii Hartwig z "Aneksu" do omawianej korespondencji (s. 172):
"...Ta podwójność natury Herberta, kociej i czarującej w kontaktach z ludźmi, również z tymi, których przy zaćmieniu części świadomości potrafi zelżyć i upokorzyć, stwarza pozory bolesnej dwuznaczności. Sprawcą jest zapewne choroba. Ale niechętnie dopuszczamy, że człowiekiem świadomym, i to tak świadomym, jak on, może rządzić demon, popychając go do słów obraźliwych i bolesnych, na które trudno znaleźć usprawiedliwienie...."
Najbliższa przyjaciółka mówi o c h o r o b i e, ale zapewne nie jest nią astma. Nawet Słonimskiemu nie przepuścił:
"...Potrafi też dotknąć ludzi, których szanował i z którymi był zaprzyjaźniony. Tak obraził kiedyś Antoniego S. Po jakiejś kolacji u nas...."
Uczciwość i kompetencję Hartwig muszę wykorzystać, by raz jeszcze ukazać konflikt Miłosz - Herbert, mimo, iż ona ostrzega.... (s. 174)
"..Dzieje tej przyjaźni - dramatyczne. Aż strach wchodzić w nią zbyt głęboko...."
Nie ma wątpliwości, że Julia Hartwig jest do bólu uczciwa bolejąc nad Miłoszem, który....(s. 175):
"....został zraniony przez Herberta, cierpiał, szukał przyczyny. Przecież to on przedstawił go Amerykanom, przekładał jego wiersze, pisał o nim pochwalne artykuły, bo szczerze tę poezję podziwiał. Spotkała go zdrada. Herbert obrzucił go najnikczemniejszymi zarzutami, odmówił mu polskości, spostponował go jako człowieka, zarzucił mu fałsz, interesowność i brak patriotyzmu, odsądził go od czci i wiary, nie tylko ogłaszając wiersz 'Chodasiewicz', mówił o nim najgorsze rzeczy w wywiadach, których udzielał w Polsce....."
Czytam wywód Hartwig i płaczę, a ona wbija ostatni gwóźdź do trumny:
"..Oczywiście, choroba... ...ale konflikt ma też charakter ambicjonalny - Herbert przecież wiedział, ile Miłoszowi zawdzięcza.. ...Początkowa wdzięczność i ubóstwienie zmieniły się w końcu w nienawiść..."
Świadomie czy nie, ale Hartwig smaga też czytelników wywyższających H nad M (s. 176):
" .. i choć talentem Herbert może nie ustępował Miłoszowi, ale ustępował mu zasięgiem obejmowanych horyzontów, jasnością umysłową, doświadczeniem przedwojennym, co wcale niebłahe. To, co Herbert nazywał patriotyzmem, było przejmowaniem tradycji martyrologicznej, od której uwolnił się Miłosz..."

Tak to sprawa się ma, i lud sławi Herberta, a Miłoszowi zakłóca nawet uroczystości pogrzebowe, bo lud prawdy nie lubi.
A Państwu proponuję zacząć lekturę od 165 strony, zostawiając listy na później.