Thursday, 17 March 2016

Ola WATOWA - "Wszystko, co naważniejsze....."

Ola WATOWA - "Wszystko co najważniejsze...."

Z informacji autorki, na pierwszej stronie:
"Książka niniejsza ukazała się po raz pierwszy nakładem PULS Publications (Londyn 1984), opatrzona podtytułem - 'Rozmowy z Jackiem Trznadlem'... ...Obecnie jednak zażądał on zmian w tekście.. ,,,nie mogłam się zgodzić... ...zwróciłam się do Jana Zielińskiego o przekształcenie książki z dialogu w monolog..."
Nie znam przedmiotu sporu, ale i bez tego mam problemy w przyswajaniu książki. Abstrahując od wartości twórczości Aleksandra Wata, obserwuję zmienność mody na niego. W moim długim życiu przeplata się odsądzanie go od czci i wiary za żydokomunę i witanie z kwiatami Armii Czerwonej w 1939 roku., po bezkrytyczną apologetykę jego twórczości. Równocześnie denerwuje mnie chucpa wypowiedzi Oli Watowej o wielu ludziach i jednostronność ocen. Szczęśliwie autorka czasem zapędza się budząc powszechną wesołość. Bo jak się nie śmiać z oceny przyjęcia w sowieckiej ambasadzie, w którym Watowie uczestniczą; Aleksander jako naczelny organu Komunistycznej Partii Polski - „Miesięcznika Literackiego” a Ola jako redakcyjna sekretarka (s. 15)
„....Po pokazie filmu szło się do jadalni gdzie jeden specjalny stół przeznaczony był na kawior. W dużych kryształowych misach lśnił kawior czarny, czerwony i jeszcze jakieś inne odmiany. No i szampan do tego. W tym samym czasie obywatele sowieccy w kilometrowych kolejkach czekali na kawałek chleba....”
Ile trzeba mieć buty w sobie by przeredagowując tekst w 1990 roku nie zauważyć śmieszności populistycznej retoryki w stylu tow. Wiesława, zachwalającego do ostatnich swoich dni salceson.
Nie miejsce tu na szczegóły biograficzne podaję więc tylko najważniejsze.
Paulina Lew, znana przede wszystkim jako Ola Watowa (1903 -1991) wzięła ślub z Aleksandrem Watem (wł. Chwatem, 1990 -1967) w 1927 w warszawskiej synagodze; w 1931 przyszedł na świat Andrzej. W 1939 uciekli do Lwowa, gdzie Wat, adorujący kacapów, podjął pracę w „Czerwonym Sztandarze”. Po 4 miesiącach został aresztowany przez NKWD, posiedział parę lat w różnych więzieniach, aż w końcu połączył się z Olą i synem Andrzejem w Kazachstanie, do którego oni trafili krótko po aresztowaniu poety. Przeżyli swoje i w 1946, przy wydatnej pomocy Ważyka wrócili do Polski, w której na Wata czekały wysokie stanowiska w stalinowskim PRL-u . Ale powrót to kwiecień 1946, a w książce strona 130 z 179.
Fajnie to się czyta i łatwo jest ulec elokwencji pięknej Oli, przyjmując jej punkt widzenia. Aby nie ulec jej chucpie, muszę pewne fakty zweryfikować, choćby dlatego, że dotyczą "złych" Polaków. Nim wrócę do okresu międzywojennego, przyjrzyjmy się dyskryminowaniu jej przez Polaków w czasie zsyłki do Kazachstanu, jak i potem, na miejscu. A czego się spodziewała? Do W-wy wrócimy, ale tu we Lwowie Wat ostentacyjnie adorował bolszewików i podjął pracę w ich „Czerwoym Sztandarze”. Z „Wikipedii”:
„Czerwony Sztandar - Gazeta Codzienna Zarządu Politycznego Frontu Ukraińskiego - gazeta wydawana w języku polskim we Lwowie po agresji ZSRR na Polskę 17 września 1939 roku przez okupacyjne władze sowieckie..:.”
To, że mimo nagonki na KPP od 28.11.1937, rozwiązania jej decyzją Kominternu z 16.08.1938, jak i w następstwie - zbrodniczej „czystki”, Aleksander Wat, b. naczelny redaktor organu prasowego KPP optymistycznie zakładał swoją karierę w bolszewickich strukturach, to jego błąd, jego zmartwienie. Wyboru zresztą nie miał, bo z Warszawy i tak musiał uciekać, już przed pierwszym wrześniem, bo był na liście kandydatów z „żydokomuny” wytypowanych do pobytu w Berezie Kartuskiej.
Ola Watowa oburza się na polski antysemityzm, sama opisując parę stron wcześniej swoje agenturalne zachowania na rzecz ZSRR, a przeciw Polsce. Nawet cytowany wyżej fragment to potwierdza: Państwo Watowie nurzają się w sowieckim kawiorze i szampanie w Ambasadzie Sowieckiej, a biedne polskie dzieci często głodują.. (ha,ha)
Miałem wrócić do przedwojennej Warszawy, w której Oli dobrze się żyło, lecz poczułem niesmak i tylko przypomnę, że i w powojennej, wbrew temu co głosi, nie powinna narzekać. Przypomnijmy za Wikipedią:
„W latach 1946 – 48 pracował jako redaktor naczelny Państwowego Instytutu Wydawniczego (PIW), od grudnia 1947 zasiadał w zarządzie polskiego PEN Clubu....|”
O jego emigracji i samobójstwie innym razem, bo teraz trza podsumować książkę.
Ola Watowa mówi dużo i bez żadnych hamulców, bo tylko ona ma rację, tylko ona nadaje nominacje na dobrych i złych, na porządnych i łajdaków, nie dopuszczając żadnej innej oceny, ani możliwości obrony. Jej prawo, a moje - to powiedzieć, że jest wredna. Nie zmienia to faktu, że książka jest dobrze napisana i niewątpliwie jest jakimś dokumentem, w którym pojawia się wiele ciekawych postaci.