Thursday, 24 March 2016

Richard PIPES - "Żyłem. Wsomnienia niezależnego"

I znowu Polacy padają na kolana, bo był doradcą Regana. A ja wyciągam co ciekawego dla nacjonalisty polskiego

Richard PIPES - "Żyłem. Wspomnienia niezależnego"

Richard Pipes (ur. 1923 w Cieszynie) to Rysiek Pipes, (ale właść. Piepes) z ul. Chmielnej w Warszawie, to syn Marka, legionisty Piłsudskiego, to Żyd, z rodziny fabrykantów czekoladek, a któremu udało opuścić się Polskę w październiku 1939 tzn w wieku 16 lat, i przez Włochy trafić do Stanów. Zrobił karierę naukową (m. in. profesura historii na Harvardzie), jest autorem kilkunastu książek poświęconych historii Rosji, w szczególności po 1917 roku. Podobno zajmuje stanowisko zbliżone do Kucharzewskiego w "Od białego caratu do czerwonego", czyli, o ile dobrze pamiętam z lektury ponad 50 lat temu, subiektywne, skrajnie polskie. On sam twierdzi, że jego "poglądy noszą niezatarte ślady wpływu polskiej szkoły studiów nad Rosją". Gwoli ścisłości podaję fakt z anglojęzycznej Wikipedii, który polska skrzętnie pomija:
"In 1976 he headed Team B, a team of analysts organized by the Central Intelligence Agencywho analyzed the strategic capacities and goals of the Soviet military and political leadership ..."
Bogaty i różnorodny materiał, wyciągam to, co mnie zainteresowało, a numeracja stron odnosi się do e-booka. Ze względu na poglądy panujące w Płn. Ameryce odnotowuję obronę obrazu Polski w 1939 roku przez Pipesa (32,0):
"....wyśmiewa się Polaków za to, że próbowali walczyć z niemieckimi czołgami przy pomocy kawalerii i przedstawia się ich, jakoby nie próbowali bronić się i skapitulowali, stawiając niewielki opór, W rzeczywistości Polacy walczyli bardzo dzielnie i skutecznie.."
Ładnie ze strony Pipesa. Niestety ten fałszywy obraz jest w Ameryce rozpowszechniany, w tym przez nagradzanego w Polsce odznaczeniami państwowymi Tymothy Snydera, autora 'Bloodlands”, który stawia za wzór waleczności Finów, którzy nie poddali się jak Polacy z pół milionową armią. Sam Piper troszkę nam dopiekł parę stron dalej, stwierdzając (39.3):
„....Życie w okupowanej Polsce w zaskakującym tempie wracało do normy: to niezwykłe, jak szybko 'codzienność' bierze górę nad tym, co 'historyczne'. Doświadczenie to przekonało mnie o tym, że ludność jako taka odgrywa w historii tylko marginalną rolę, przynajmniej w historii politycznej i wojskowej, która jest zarezerwowana dla nielicznych elit: zwykli ludzie nie tworzą historii - po prostu zarabiają na życie....”
Żył w Polsce 16 lat, to i daje swoją ocenę polskiego antysemityzmu (73,5):
„...Ludność polska na ogół wrogo odnosiła się do Żydów, którą to postawę wszczepiał jej przez wieki Kościół katolicki. Nie był to rasistowski antysemityzm, lecz nieco mniej bolesny - ponieważ można było go uniknąć, wyrzekając się własnej religii i swego narodu, ale nawet wówczas, w oczach Polaków, taki człowiek nie przestawał być Żydem...”
Nie wiem, czy to wina Pipesa czy tłumacza, ale powyższe wskutek samo zaprzeczenia nie ma żadnego sensu ani logiki. Uniknąć antysemityzmu pozostając Żydem?! Niewykonalne!! Pipes nie odpuszcza też Polakom „getta ławkowego” (77,2):
„,,,,w roku 1937 minister oświaty, ulegając naciskom ze strony faszyzującej Narodowej Demokracji, wydał rozporządzenie o „getcie ławkowym”, zmuszające żydowskich studentów do zajmowania miejsc jedynie po lewej stronie sal wykładowych....”
Uściślijmy: sformalizował praktykę endeckich bojówek stosowaną przynajmniej od 1934 roku.
Z przyjemnością znajduję w opisie swoich poszukiwań i dróg rozwoju stwierdzenie (94,2):
„...Mimo to Nietzsche jako pierwszy wywarł na mnie wpływ intelektualny, a przekonanie, że mam prawo być sobą: myśleć, jak chcę, choć nie zawsze postępować według swej woli - pozostało we mnie na zawsze...”
Po ucieczce z Polski, siedmiomiesięczny pobyt we Włoszech w czasie którego bliskie kontakty z Wieniawą, następna ucieczka do Hiszpanii i w końcu przypłynięcie do Ameryki. (11 lipca 1940 r.) (140,4). Podjęcie studiów przez biednego imigranta nastąpiło w Ohio, o którym Pipes zauważa (146,7):
„...Dla Europejczyka przybywającego do środkowego Ohio w roku 1940 był to powrót do dziewiętnastego wieku: poglady ludzi i wyznawane przez nich wartości pochodziły sprzed pierwszej wojny światowej...”
Nie należy więc się dziwić, że szybko poradzono mu, by przestał czytać Nietzschego. Po pięciu semestrach spędzonych w Ohio widział wiele różnic między młodzieżą amerykańską a europejską (148,9):
„...Jedną z nich było to, że młodzi Amerykanie planowali swoje życie z tym rodzajem pewności, którą pokolenie moich rówieśników w Europie uważało za niewyobrażalną: oni wydawali się żyć przyszłością, kiedy myśmy żyli z dnia na dzień...”
Cieszę się niezmiernie, gdy Pipes wygłasza opinię zgodną z moją, jak najbardziej aktualną (152,3):
„W tym czasie życie w Ameryce było przepojone wielką dozą moralizatorstwa. Co jest słuszne, co jest dozwolone, a czego nie można robić, co człowiek powinien myśleć o ważnych sprawach – wszystko to było z góry ustalone i uregulowane. Przy całej wolności słowa, z której Amerykanie słusznie są dumni, istniało wiele sposobów nacisku, by podporządkować ludzi akceptowanym normom i, z tego punktu widzenia, Amerykanie cieszą się mniejszą wolnością osobistą niż Europejczycy. To, co później nazwano „polityczną poprawnością”, już wtedy było ugruntowane w amerykańskiej kulturze życia społecznego”.
Pipes barwnie opisuje studiowanie, jak i zdobywanie pieniędzy na nie, aż w styczniu 1943 roku dostaje powołanie do wojska. Zaczyna się nowy etap jego życia, którego poznania, jak i reszty, nie będę Państwu zakłócać, będąc przekonanym, że po książkę sięgniecie, bo w końcu niewielu Polaków tak wysoko zaszło. A dla mnie było to preludium przed jego trzytomowym dziełem na temat Rosji