Tuesday, 15 March 2016

Jerzy ANDRZEJEWSKI - "Gra z cieniem"

Jerzy ANDRZEJEWSKI - "Gra z cieniem"

PAŁA. BO NAZWISKO ZOBOWIĄZUJE
Kontynuacja "Z dnia na dzień" obejmuje okres od 19.12.1979 do 2.12.1981 roku, wydane pośmiertnie w 1987.
Powiem szczerze: nie spodziewam się rewelacji, bo czytywałem systematycznie "Z dnia na dzień" w "Literaturze" w latach siedemdziesiątych, początkowo systematycznie i z zapałem, a z czasem sporadycznie i bez zapału, bo nierówny poziom odcinków zniechęcał i sprawiał wrażenie, że powszechnie znane problemy alkoholowe Andrzejewskiego się pogłębiły. Zresztą to postać bardzo kontrowersyjna, a to nie jest najlepsze miejsce, by wyciągać sensacje z jego życia.
Czytam ten dziennik, pisany by zaciekawić czytelnika, wiec staram się nim być i wyławiam interesujące zdania. Zapis 27.01.1980 zaczyna definicją (s. 25):
"Pokusa jest o pragnienie, któremu nie udzielamy pełnego przyzwolenia.."
Może być. Pod datą 2 marca ze zdziwieniem zauważam jedno jedyne zdanie:
"Dzisiaj nad ranem umarł Jarosław Iwaszkiewicz".
Koniec, Kropka. Dziwne, bo niedawno, w 1978 roku, w "Literaturze", Andrzejewski opublikował wspomnienie o Baczyńskim, za które podziękował mu Iwaszkiewicz słowami:
"Wzruszyło mnie to, co napisałeś o Krzysztofie..."
Jak wiemy, rywalizowali oni o względy młodego Baczyńskiego w 1941 roku, a Andrzejewski trzymał zdjęcie młodego poety przez wiele lat po jego tragicznej, przypadkowej śmierci na regale z książkami.
Mnie – staremu brakuje czasu na wszystko, i im jestem starszy ta dolegliwość się nasila. Profesjonalista 70 – letni Andrzejewski ładnie to ujmuje (s. 43):
"...Czasy dawniejszymi, gdy jeszcze nie miałem świadomości, iż czas przyszły może posiadać charakter tak niepokojąco przyspieszony..."
Trafne spostrzeżenie o polskim rynku czytelniczym (s. 78):
„....u nas większość cennych wartości literatury współczesnej.. ..ulega zapomnieniu, po prostu znika, ulatnia się ze zbiorowej świadomości, idziemy naprzód, lecz poza nami coraz puściej i przestronniej, W tym kraju pisze się dla chwilowej wrzawy i szybkiego zapomnienia...”
Na starość staram się być wyrozumiały i tłumaczyć, przeto czytam tego byłego endeka z „Po prostu”, tego Alfę z Miłosza „Zniewolonego umysłu”, tego pedała i alkoholika i staram się zachować spokój. A on ględzi o samym sobie, wypisuje dyrdymały i banialuki, trzy razy sprawdzam datę dziennika, ludzie!!! to niemożliwe!!! SIERPIEŃ 1980, a on b e z c z e l n i e udaje, że nic się nie dzieje. W końcu p i e r w s z ą wzmiankę znajduję pod datą 27 SIERPNIA!!!!!! (s. 104):

„Zmiany? Właśnie nie co innego. Zmiany. Wszechstronne i wiele znaczące. Wszerz i w głąb. Od paru bez mała tygodni kraj jest nim wypełniony, w niektórych okolicznościach i sytuacjach wstrząsany, drży od nich niespokojnie i niecierpliwie, a może w stopniu jeszcze większym drży od potrzeby pomnożenia ich, a przede wszystkim utrwalenia......”
I dalej wodę leje. No comments. No cóż. Ośmieszony i opluty przez Miłosza, nie miał obiekcji w korzystaniu z zaproszenia i bez żadnej żenady byczył się w rezydencji Miłosza w Hameryce. Co go Polska ma obchodzić, gdy jest się przyzwyczajonym do korzystania z Ośrodków Pracy Twórczej, jak w Oborach, z których właśnie wrócił, co znacznie poprawia kondycję finansową twórcy.
Mamy jakiegoś pecha, bo prawie każde wydanie jakichkolwiek dzienników, kronik, wspomnień etc polskich luminarzy literatury przynosi niesmak i żenadę. Jak ktoś ma kłopoty z pamięcią, niech zajrzy choćby do Iwaszkiewicza wspominającego pobyt z Miłoszem w celi Konrada w Wilnie.

Im dalej, tym gorzej. Nie polecam.