Tuesday, 22 March 2016

Jerzy KRZYSZTOŃ - "Krzyż Południa"

Jerzy KRZYSZTOŃ - "Krzyż Południa"

Jest to kontynuacja "Wielbłąda na stepie", jeśli go Państwo nie znacie, to proszę zajrzeć choć do mojej recenzji, a jak znacie, to też ją polecam.,

Książkę wydano pośmiertnie w 1983 roku, a więc rok po samobójczym wyjściu przez okno, a ważną postacią w niej jest ksiądz harcmistrz Zdzisław Peszkowski, herbu Jastrzębiec (1918-2007). jest to bardzo ciekawa postać, więc korzystam z okazji i za Wikipedią, informuję:
".....W fabule występuje pod nazwiskiem "Jastrzębiec" - zawołanie rodowe księdza. Podczas II wojny światowej Zdzisław Peszkowski był wychowawcą trzynastoletniego wówczas Krzysztonia..."
Polecam bardzo ciekawy życiorys ks. Peszkowskiego w Wikipedii, a ja przechodzę niezwłocznie do książki, bo muszę przedstawić Państwu perełkę, która dla wielu jest solą w oku. Przed odpowiednim cytatem muszę podsumować wiedzę historyczną, jaką jest nachalnie karmiony naród. Otóż w 1920 r mieliśmy "cud nad Wisłą" lub/i geniusz Piłsudskiego. Nikt nie eksponuje najważniejszego tj uderzenia z flanki Sikorskiego. Reasumując II w. św. to Anders odmieniany jest przez wszystkie przypadki jako uosobienie dobra, a Berling - zła, chociaż Polacy w tych armiach różnili się czasem podróży z miejsca zsyłki do punktu mobilizacyjnego. Ale najśmieszniej jest znowu z Sikorskim, który śniadał ze Stalinem i podpisał, wbrew środowisku piłsudczyków w Rządzie Londyńskim, pakt z kacapami zwany paktem Sikorski - Majski, na podstawie którego tysiące Polaków zostało wypuszczonych z łagrów, gułagów czy miejsc zsyłki, takich np jak powieściowy Kazachstan. I tu mamy paradoks, bo wytypowany osobiście przez Stalina na dowódcę polskich oddziałów, dobrze wyszkolony oficer carski Anders, bez wspomnianego paktu, nie miałby chętnych do poboru. B e z c z e l n y Krzysztoń przedstawia to w pastiszu sceny o nowych szatach króla. Iran, idol Anders podjeżdża generalskim dżipem. Osoby: ciocia Zosia, dzieciak (alter ego autora) Jurek (s. 276):
" - Nasz Anders kochany! Nasz wybawca... - cieszyła się Zosia - Nareszcie zobaczyłam go z bliska... Przystojny chłop!
- Chwileczkę - wtrącił się Jurek - Do dziś zbierałbym kiziak w Kazachstanie, gdyby nie generał Sikorski, Naczelny Wódz...
- Sikorski ? E, co ty tam wiesz......"

Przecież to brzmi jak krzyk "Król jest nagi!!" Wobec takich zagrań "wariata" Krzysztonia nie dziwi mnie panująca stale zmowa milczenia, posunięta do absurdalnego pominięcia go nawet w wykazie polskich pisarzy samobójców.
Jest marzec 2016. Przerywam lekturę, patrzę w polskie gazety i mam rozdwojenie jaźni. I polskie gazety i książka Krzysztonia (s, 340 i n). epatują rasistowskimi wystąpieniami przed obcymi kulturowo i religijnie przybyszami. Tylko role się zmieniły. Czytajcie, polscy patrioci, Krzysztoń prawdą po oczach wali:
" ......'Polish go home' ... ..Cóż to my jesteśmy, wszy na kożuchu? My, tułacze, którymi pomiata podjudzona.. ..tłuszcza?"
Nie pamieta wół, jak cielęciem był. A Krzysztoń nie żyje 34 lata, a to pisał gdy emigrantów postsolidarnościowych przyjmował cały świat!! Paskudny pisarz, jak wyrzut sumienia!
Harcmistrz Jastrzębiec pojawia się na 100 tron przed końcem, lecz nie mogę Państwu zdradzić ani tragicznych wydarzeń, ani szczegółów męskiej przyjaźni, której talizmanem staje się Krzyż Południa, z całą jego tajemnicą i symboliką.
Piękna książka, treścią bogatsza nawet od części pierwszej, lecz intelektualnie chyba jednak ciut słabsza. I dlatego gwiazdek 9.