Tuesday, 22 March 2016

Jerzy KRZYSZTOŃ - "Wielbłąd na stepie"

Jerzy KRZYSZTOŃ - "Wielbłąd na stepie"

Krzysztoń (1931 – 82, skok z okna), zaliczył Kazachstan, Iran, Indie i Ugandę, przed powrotem , w 1948, do Polski. Nim Państwo przystąpicie do lektury tej w y j ą t k o w e j książki przeczytajcie skąpy wycinek informacji o nim. Wybrałem fragment większej całości umieszczonej na:
http://www.rp.pl/artykul/539533-Jerzy-Krzyszton-sylwetka-tragicznej-postaci-literatury-PRL.html
"Jerzy Krzysztoń to z pewnością jedna z najbardziej tragicznych postaci naszej powojennej literatury
Powieściopisarz, dramatopisarz, tłumacz. Po wybuchu II wojny wraz z matką i bratem został wywieziony do Kazachstanu. W 1942 r. udało mu się dotrzeć wraz z rodziną do polskiego wojska, z którym został ewakuowany do Persji, a potem do Indii i Ugandy. Pod koniec lat 40. wrócił do kraju. – Był jednym z najbardziej niedocenianych pisarzy polskich – mówi „Magazynowi TV” Joanna Siedlecka. – Jako jeden z pierwszych wydał oficjalnie powieść o gehennie Polaków na Wschodzie „Wielbłąd na stepie”. Książka przeleżała w PIW całe pięć lat. Pogrążyła ją recenzja wewnętrzna pułkownika Zbigniewa Załuskiego. Oddano ją do Czytelnika, a tam prezes Stanisław Bębenek jakoś przepchał...".

W kontekście dalszych wydarzeń wydaje się być ważne: "przeleżała.. ..pięć lat" bo znaczy, że była gotowa co najmniej w 1973 roku (wyd.1978), czyli na 9 lat przed tym, gdy (Wikipedia):
"......Jerzy Krzysztoń zmarł śmiercią samobójczą 16 maja 1982 roku, skacząc o godzinie 14 z okna swego mieszkania na trzecim piętrze przy ulicy Madalińskiego..."

Nie będę pisał o "burzy", "protestach" czy "rewelacjach" jakie podobno ta książka wywołała. Nic mnie o tym nie wiadomo, choć w 1978 roku raczej gamoniem nie byłem, za to lata odpowiednie (35) miałem. Przypominam, że 1978 to "późny Gierek", a więc narastający kryzys gospodarczo – społeczny, lecz również luz i swoboda, m. in. w podróżach zagranicznych. Bajdurzenie, że Krzysztoń podpadł wzmiankami o Katyniu niech zakończy cytat z Wikipedii, świadczący, że po "polskim październiku 1956", a więc 22 lata wcześniej społeczeństwo było w pełni świadome prawdy o tej zbrodni:
"Po objęciu władzy w 1956 roku Gomułka nakazał propagandzie partyjnej milczenie i nieangażowanie się w żadną wersję odpowiedzialności za mord katyński. Na spotkaniu z młodzieżą 29 października 1956 r. oświadczył, że rząd polski nie może zająć w tej sprawie stanowiska, gdyż komisje badające tę kwestię pracowały bez udziału strony polskiej. Nie pozostawił jednak wątpliwości, że odpowiedzialnością obarcza ZSRR stwierdzając, iż wchodzenie w konflikt z ZSRR byłoby sprzeczne z interesami Polski „byłoby czczą demonstracją” ..."
Ta książka jest, jak napisałem wyżej – w y j ą t k o w a, bo nie wpisuje się w obowiązujący nurt eksponowania polskiego cierpiętnictwa. Sądzę, że to wpłynęło na brak zainteresowania czytelników (3 opinie) tak wspaniałą książką. Już po Wielkiej Emigracji podziwiano jak Polacy pięknie cierpią. Przeczytałem dziesiątki książek o łagrach i gułagach, o Syberii i Kazachstanie, o historii armii Andersa i Berlinga, o wszelkich gwałtach, zbrodniach i indoktrynacjach, a wspólnym mianownikiem wszystkich był opis cierpień.
Nie znam przebiegu choroby psychicznej Krzysztonia, zwróciłem tylko uwagę Państwa na poszczególne daty, lecz wyjątkowy obraz zsyłki w jego książce daje dużo do myślenia. Matka z dwoma synami zesłana na katorgę, przeżywająca wspólny koszmar wszędzie spotyka L U D Z I przez duże L, i dzięki temu we wspomnieniach autora dominuje ludzka dobroć, niesienie pomocy, współczucie i powszechna, jak zwykło się obecnie mówić, empatia. Wieża Babel wielu narodowości, skutkuje, tym razem, wzajemną pomocą, kompromisem i zdolnością rozumienia drugiego człowieka. W takiej atmosferze, największe nieszczęścia łatwiej przetrwać.
No i jeszcze pożywienie dla patriotów malkontentów W pięknej dziecięcej przyjaźni mały dzieciak zatraca poczucie ważności przynależności narodowej; nie widzi różnicy między sobą i rosyjskim przyjacielem. Jak mógł Krzysztoń coś takiego wymyślić? Wariat!!!
Książka kończy się optymizmem; powstaje Armia Andersa, ale i tu Krzysztoń musiał naruszyć poprawność (s. 191):
"...Przylgnęło do nas słowo klęska i tyle. Klęska wrześniowa. Na całe lata. A może i na zawsze...."
Jak można tego Krzysztonia wydawać ???