Thursday, 20 March 2014

Stanisław GROCHOWIAK - "Lęki Poranne"


Stanisław  GROCHOWIAK  -  LĘKI   PORANNE”

Zdecydowałem  się  napisać  o  „Lękach  Porannych” WYBITNEGO  POETY  I   DRAMATURGA  STANISŁAWA  GROCHOWIAKA,  gdyż  pojawiły  się  pierwsze  jaskólki  o  jego   powrocie  do  łask.  Po  ćwierćwieczu  przerwy  zaczyna  się  go  wystawiać  i  publikować.  O  skali  zapomnienia  MISTRZA /tak  się  do  niego  zwracano/  świadczy  brak  recenzji  jego  sztuki  w  internecie.  W  artykule  wspominającym  przedstawienie  w  Teatrze  Telewizji  z  1972 r,  w  reżyserii  Tomasza  Zygadły,  gdzie  brylowali  Wilhelmi  i  Kondrat,  znalazłem  fragment  JEDYNEJ  recenzji  autorstwa  prof.  Krystyny  Kuliczkowskiej:

„Alf  wciąga  w  swe  urojenia  i  lęki  w  sposób  tak  sugestywny  i  fascynujący,  że  realistyczny  wątek  fabularny  znika  z  pola  widzenia,  a  deliryczne,  alkoholiczne  stany  stają  się  tylko  znakami  spraw  uniwersalnych,  egzystencjalnych,  takich  jak  samotność,  poczucie  zagrożenia,  lęk  przed  śmiercią.  Może  nawet  ci  ludzie  z  drugiego  planu  nie  są  wcale  konkretni,  może  to  on  sam  zanurzony  w  głębi  swego  cierpienia,  zaludnia  scenę  ludzkimi  zjawami  uosabiającymi  okrucieństwo,  wrogość,  a  potem  równie  nienawistną  łaskawość,  wyższość  <czystych>  wobec  odrażającego  ludzkiego  upadku”.

Odejdżmy  od  profesorskiego  stylu,  bo  niby  wszystko  prawda,  ale  dalej  nic  nie  wiadomo.  Rozdwojenie  jażni  bohatera -  alter  ego  Grochowiaka -  na   pijaka  Alfa  i  nawiedzającego  Bisa,  służy  do  uzewnętrznienia  wszelkich  lęków  poety,  pogłębianych  alkoholem. 

Lęki  egzystencjalne  przeszkadzały  Grochowiakowi  w  oddaniu  się  pracy  twórczej.  Konieczność  utrzymania  całej  gromady  swoich  dzieci  stresowała  go,  a  odhamowania  szukał  w  alkoholu.  Zresztą  praktycznie  całe  środowisko  chlało,  i  to  najczęściej  bez  zakąski.  Nie  słyszałem,  aby  Grochowiak  sięgał  po  „wynalazki”,  lecz  zdawał  sobie  sprawę  ze  swojej  degrengolady.  Dlatego  też  Alfa  umieścił  na  samym  dnie.  On  nie  pije  „salicylu”, „aknosanu”  czy  „przemysławki”;  on  wali  „jagodziankę”  czyli  „olabogę”,  inaczej  „dyktę”  tzn  denaturat.  Owładnięty  jest  totalną  „niemożnością”,  bo  we  łbie  „tupot  białych  mew”,  a  dygot  tak  straszny,  że  butelką  do  dzioba  trudno  trafić.  Ale  jak  trafi  i  łyknie  to  elokwencja  się  poprawia,  a  najlepiej  w  samotności  uduchawiać  się  i  mistyce  się  poddawać.  Niestety  „delirka”  nawiedza,  i  już  nie  wiadomo,  co  jawa,  co  sen,  a  w  końcu  nadchodzi  w  czarnym  garniturze  wyrzut  sumienia  -  BIS,  by  znęcać  się  nad  biednym  ALFĄ.


Próbkę  możecie  Państwo  zobaczyć  w  internecie  w  wykonaniu  Sławomira  Orzechowskiego /ponad 9  min/,  a  przeczytać  i  tak  musicie  bo  to  100  razy  prawdziwsze  i  bogatsze  intelektualnie  niż  żałosne  udawania  Pilcha.