Friday, 7 March 2014

Aldous HUXLEY - "APE and ESSENCE"

Aldous  HUXLEY  -  “Ape   and   Essence”

Twórczość  Huxleya  wyznaczają  dwie  daty:  1932  - wydanie  „Brave  New  World” oraz   1962  -  wydanie  „Wyspy”,   czyli  ANTYUTOPIA   i   UTOPIA.  A  wokół  i  pomiędzy,  to  różne  próby  przedstawienia  swoich  zmagań  z  otaczającym  światem  czy  też  z  Bogiem  /cokolwiek  by  przez  to  rozumieć/.  Najciekawszy  wydaje   się  tekst  publicystyczny  pt  „Drzwi  Percepcji”,  stworzony  po  doświadczeniach  z  meskaliną,  dzięki  czemu  stał  się  kultowym  dla  „hippies”.  Omawiana  książka, wydana w 1948 r.,  to  etap  jego  poszukiwań,   również  w  zakresie  formy.

Owocuje  to  rodzajem  przedmowy,  w  której  dwóch  filmowców odnajduje,  w  dniu  zamordowania  Gandhi’ego /30.01.1948 r/,  scenariusz  Williama  Tillisa /alter  ego  Huxleya/ pt  „Ape  and  Essence” i  udaje  się  w  podróż,  w  celu  spotkania  autora,  dyskutując,  w  trakcie  niej,  o  kryzysie 
cywilizacji,  której  symbolem  był  właśnie  Gandhi.

..Ghandi  był  reakcjonistą,  który  wierzył   TYLKO   w  ludzi..”  -  więc  musiał  zginąć.

„Ape  and  Essence”  to koszmarna  wizja  losu  ludzkości  w  świecie  po  wojnie  atomowej. Niewątpliwie,  to  wskutek  zbombardowania  Hiroszimy  i  Nagasaki,  Huxley  zrewidował  swoją  wizję  świata  z  „Brave...”,  pozostając  dalej  jednak  w  antyutopii.

 Wyprawa  ocalałych  z  pożogi  naukowców  z  Nowej  Zelandii /nikt  nie  miał  powodu,  by  ich  bombardować/  spodziewa  się  w  post-wojennej  Ameryce  roku  2108-ego  ujrzeć  totalną  fizyczną  destrukcję,  nie  jest  jednakże  przygotowana  na  konfrontację  z  moralną  degradacją.

Huxley  twierdzi,  że  do  hekatomby  prowadzą  dwie  idee:  POSTĘP  i  NACJONALIZM.  Nie  widzę  potrzeby  nadwerężać  się,  gdy  Marian  Ciupek  świetnie  to  ujął  w  „Dekadzie  Literackiej”:

„Rzadzący  ocalałą  grupą  ludności  Arcykapłan,  którego  duża  inteligencja  i  przebiegłość  wyniosły  na  szczyt  hierarchi  społecznej,  udowadnia  w  swoim  wykładzie,  iż  właśnie  te  dwie  idee  mające  w  XX wieku  wielu  zwolenników,  stały  się  przyczyną  katastrofy  świata.  W  jego  opinii  tylko  Szatan  mógł  skłonić  ludzkość,  aby  w  imię  postępu  i  nacjonalizmu,  poczęła  się  nawzajem  wyniszczać  To  przekonanie  o  nieuchronności  zagłady,  o  sprawczej  roli  Szatana,  staje  się  w  powieści  kluczowym  problemem.  Bo  właśnie  z  owego  przekonania  wyrasta  nowa  religia,  nowa  opętańcza  idea,  przejawiająca  się  w  składaniu  czci  Diabłu..”.

Przed  skrajnym  pesymizmem  Huxley  nas  chroni,  dając  możliwość  ucieczki  parze  bohaterów  -  Dr Poole  i  Looli.  Nie  należy  jednak  zapominać,  że  wg  autora  wszyscy  jesteśmy  bezmyślnymi  baboons  /nie  wiem  dlaczego  akurat  afrykańskimi  pawianami  z  czerwonymi  zadkami,  a  nie  np  przyjemniejszymi  gorylami  czy  szympansami/,  którzy  w  każdej  grupie  trzymają  na  smyczy  swego  Einsteina /dlaczego  „einsteiny”  nie  zmiałpały?/,  i,  ZAWSZE  i  WSZĘDZIE,  podlegamy  presji  STRACHU,  bo:

„..strach  jest  prawdziwą  podstawą  i  fundamentem  współczesnego  życia.  Strach  przed  nieustannie  propagowaną  techniką,  która  podnosząc  nasz  poziom  życia,  zwiększa prawdopodobieństwo  gwałtownej  śmierci.  Strach  przed  nauką,  która  jedna  ręką  zabiera  więcej  nawet,  niz  hojnie  rozdaje  drugą (..)  Strach  przed  Wielkimi  Ludżmi,  którym  daliśmy  za  zgodą  ogólu  władzę,  używaną  przez  nich,  by  nas  nieodwołalnie  wymordować  lub  uczynić  niewolnikami.  Strach  przed  wojna,  której  nie  chcemy,  czyniąc  jednocześnie  wszystko  co  w  naszej  mocy,  by  do  niej  dojść  musiało...”.   

Te  ponure  myśli  minęły  mu  pięć  lat  póżniej,  gdy  zaczął  przyjmować  PEJOTL /meskalinę/,  a  juz  całkiem   wydobrzał  w  1955,  gdy  systematycznie  wstrzykiwał  sobie  LSD,  czego  wszystkim  życzę.


Acha,  na  koniec,  przed  śmiercią,  obwieścił  się  agnostykiem,  co  mądremu  człowiekowi  nie  przystoi.