Sunday, 23 March 2014

Milan KUNDERA - "Księga śmiechu i zapomnienia"

Milan  KUNDERA  -  Księga  śmiechu  i  zapomnienia”

Recenzenci   powtarzają  za  Kunderą,  że  to  „powieść  w  formie  wariacji”,  oraz,  że  „każda  z  siedmiu  części  obraca  się  wokół  tych  samych  tematów”. ABSOLUTNIE   TAK  NIE  JEST. To  nie  jest  powieść,  lecz  kilka  odrębnych  tematycznie  opowiadań,  jednych  z  tytułowym  śmiechem,  drugich  z  tytułowym  zapomnieniem,  a  jeszcze  innych  z  nieprzetlumaczalną  „litostią”,  spiętych  jedynie  klamrą  geniuszu  Kundery,  objawiającego  się  jego  wrażliwością  i  znajomością  psychiki  ludzkiej.

Aby  obronić  swoją  MISTYFIKACJĘ,  autor,  do   swoich  pięciu  miniaturowych  ARCYDZIEŁ,   dołączył  nieudane  treściowo  szóste,  w  ktorej  snuje  pokrętny  wywód  o  „wariacjach”  zaczynając  od  Beethovena,  a  kończąc  oświadczeniem:

„Cała  ta  książka  jest  powieścią  w  formie  wariacji.  Poszczególne  części  występują  po  sobie  jako  kolejne  części  drogi  prowadzącej  do  wnętrza  tematu,  do  wnętrza  myśli,  do  wnętrza  jednej  jedynej  sytuacji,  które  zrozumienie  niknie  mi  w  nieskończoności”.

Poszczególne  części  występują  po  sobie  jako  kolejne  części....”.   W  co  Pan  gra,  panie  Kundera?   Ja  Panu  kadzę,  a  Pan  idiotę  ze  mnie  chce  zrobić. 

  PUSTOSŁOWIE  i  kpina  z  czytelnika.  „Jestem  wielki,  ludzie  to  kupią”.  I  niestety,  kupują.  Jeszcze  gorzej  z  ostatnim  opowiadaniem  pt  „Granica”.  W  latach  siedemdziesiątych  do  Krajów  Demokracji  Ludowej   przyszła  ze  Szwecji  moda  na  seks  grupowy.  Znamy,  znamy,  uczestniczyliśmy.  Bywało,  że  już  w  przedpokoju  goście  rozbierali  sie  do „rosołu”,  by  nie  zakłócać  atmosfery  w  salonie.  Zdarzyło  się,  że  młodzieńca  nudzącego  się  na  przyjęciu  rodzinnym,  odwiedził  kolega.  Zachęcony  przez  gospodarza,  widząc  w  dodatku  wieszak  pełen  ubrań,  ochoczo  się  rozebrał   i  nie  czekając  na  gospodarza  zajętego  w   kuchni,  wparował  nago  do  salonu  pełnego  babć  i  ciotek.....  Ale  się  działo!! 

Tak  bywalo,  ale  o tym  można  pisać  humorystycznie,  a  nie  obscenicznie.  A  rozważania  o  „granicy”  sa  w  tym  opowiadaniu  „dęte”..Te  dwa  ostatnie  opowiadania  zmusiły  mnie  do  odjęcia  trzech  gwiazdek  z  dziesięciu  przyznanych  pierwszym  pięciu.

Z  zasady,  książek  nie   streszczam,  wyjaśnijmy  więc  tylko  co  to  ta  „litost”.  W  internecie  znalazłem  definicję  i  to  w  odniesieniu  do  Kundery:

LITOST  -  is  a  state  of  torment  created  by  the  sudden  sight  of  one’s  own  misery

Tłumacząc  na  nasze  -  żal,  wściekłość  z  powodu,  że  zostało  się  zgnojonym.  Jasny  przykład  podaje  Kundera: w  czasie  igraszek  w  morzu  dobrze  pływająca  dziewczyna  zakpiła  z  chłopaka  wzywając  go  do  ścigania  jej;  on,  słaby  pływak,  usiłuje  szybko  płynąć,  zachłystuje  się  wodą,  co  wzmaga  jego  poczucie  bezradności,  upokorzenia,  które  przeradzają  się  w  złość.  I  to  jest  „litost”. Gdy  na  brzegu  uderza  dziewczynę  w  twarz,  odreagowuje  i  „litost”  z  niego  uchodzi.

Kundera  jest  humanistą,  więc  wie o  ważnosci  kontaktu  z  drugim  czlowiekiem.  Tylko,  że  ten  kontakt,  to  najczęściej  poszukiwanie  polegliwego  słuchacza.  Każdy  żyje  w  swoim  świecie  i  o  nim  chce  opowiadać.  Zresztą  pamieta  dewizę  Pascala:  „Poznanie  człowieka  budzi  rozpacz”.  Jak  więc  w  tych  warunkach  pisać  powieść?  Kundera  mówi  ustami  jednego  z  bohaterów:

„...powieść  jest  wymysłem  ludzkiej  iluzji,  że  możemy  zrozumieć  drugiego  człowieka...  ..Jedyne,  co  możemy  zrobić,  to  zdać  sprawozdanie  ze  swojego  życia.  Wszystko  pozostałe  jest  przekroczeniem  naszych  kompetencji.  Wszystko  pozostałe  jest  kłamstwem..”

Kundera  stawia  również  odważną  diagnozę  na  temat  coraz  powszechniejszej  potrzeby  pisania:

„Powszechna  samotność  wywołuje  grafomanię...   ...Piszemy  książki,  bo  dzieci  się  nami  nie  interesują.  Zwracamy  się  do  anonimowego  świata,  ponieważ  nasza  żona  zatyka  sobie  uszy,  kiedy  do  niej  mówimy”.

Na  koniec,  dzielę  się  refleksją,  że  w  trakcie  lektury  tych  opowiadań,  przypomniał  mnie  się  Wila  Lipatowa  „Wiejski  Sherlock  Holmes”,  gdyż  obie  książki  łączy  głeboki  humanizm  podawany  często  w  atmosferze  groteski,  a  nawet  absurdu.