Saturday, 22 March 2014

Eugene IONESCO - SAMOTNIK

Eugene IONESCO - “SAMOTNIK”


IONESCO się w grobie przewraca, gdy polscy recenzenci uparcie nazywja go egzystencjalistą. On nienawidził Sartre’a i wielokrotnie odżegnywał się od jakichkolwiek powiązań z tym kierunkiem. Określany jest jako „absurdist”. Wybaczcie, Państwo, że podeprę się cytatem w języku angielskim:

Ionesco is often considered a writer of the Theatre of the Absurd. This is a label originally given to him by Martin Esslin in his book of the same name, placing Ionesco alongside such contemporary writers as Samuel Beckett, Jean Genet, and Arthur Adamov. Esslin called them "absurd" based on Albert Camus' concept of the absurd, claiming that Beckett and Ionesco better captured the meaninglessness of existence in their plays than in work by Camus or Sartre. Because of this loose association, Ionesco is often mislabeled an existentialist. Ionesco claimed in Notes and Counter Notes that he was not an existentialist and often criticized existentialist figurehead Jean-Paul Sartre.

Ionesco również samookreślał się patofizykiem, wskazując na cechy wspólne z twórcą terminu - Jarrym /tym od “Krola Ubu”/. Lubił dadaizm i surrealizm, a wyrażał uznanie dla Andre Bretona - za „rozwalanie ścian realu”. O nurtującym go problemie pisał:

„Śmierć jest naszym głównym problemem, wobec którego wszystkie inne są mniej ważne. Śmierć jest ścianą i granicą. Daje nieuniknione wyobcowanie i daje nam poczucie naszych granic...”

Bohatera „Samotnika”, alter ego pisarza, dręczy myśl:

„...umrę tak samo nic nie wiedząc, jak w chwili urodzenia. To niepojęte nie móc pojąć niepojętego..”.

Nieważny jest wiek bohatera, ani otrzymany spadek, gdyż, faktycznie, jest to duchowy testament, starszego o ok. 20 lat, autora. Obaj kończą pewien etap życia, by oddać się samotnym kontemplacjom. Książka ta jest ukoronowaniem całej dotychczasowej twórczości Ionesco. /Nic już więcej nie napisał/

Wskutek zdobytej wolności pogłębia się samotność, w której buszuje nuda na przemian z lękami. Na jedyne lekarstwo, jakim by była aktywność, bohatera nie stać, bo poddał się znużeniu niemocą. Łatwiej chlać i filozofować:

„..Kabała napomyka, iż Bóg probował tworzyć wszechświat dwadzieścia siedem razy z rzędu. Wydaje się, że ten raz, dwudziesty ósmy, jest najmniej zły.... A kiedy uda mu się twór dobry?”

Analizując ilości alkoholu wypijane przez bohatera, śmiem przypuszczać, że mamy do czynienia ze stanami delirycznymi, podobnymi do tych z „Lęków Porannych” Grochowiaka, które dwa dni temu opiniowałem.