Sunday, 16 March 2014

Sergiusz PIASECKI - "SIEDEM PIGUŁEK LUCYFETRA"

Sergiusz   PIASECKI  “SIEDEM  PIGUŁEK  LUCYFERA”
                                               czyli
Autentyczne  przygody  diabła  Marka,  w  latach  1945 i  1946,  w  niepodległej  Polsce  demokratycznej,  odtworzone  na  podstawie:  dokumentów,  zeznań  świadków,  wycinków  prasowych,  oraz  własnych  obserwacji  autora.

Jako  prolog  do  mojej  opinii  niech  służy  pytanie  diabła  Marka  ze  str. 152:

„- Nie  mogę  zrozumieć  - rzekł  oburzony  Marek  -  dlaczego  ci  zwariowani  Polacy,  tak  bezkrytycznie  kochają  Anglików   /UWAGA!  Wstawić  zamiennie  Francuzów,  Amerykanów  etc – przyp.mój/,  których  nigdy  na  oczy  nie  widzieli  i  którzy  sprawili  im  tyle  zawodów,  wściekle  zaś  nienawidzą.....    ...Rosjan.  Przecież  mieli  dość   czasu,  żeby  ich  poznać!
-.....WŁAŚNIE.”  /podk.moje/

To  „właśnie”  jest  kwintesencją  tej  wspaniałej  satyry,  której  autor  nadał  formę  groteski.  Aby  właściwie  ocenić  twórczość  Piaseckiego,  wydaje  mnie  się  konieczne   sięgnięcie  do  jego  arcyciekawego  życiorysu,  który  można  znależć,  choćby,  w  wikipedii.  Dla  mnie,  w  tym  momencie,  istotny  jest  fakt,  że  w  jego  rodzinnym  domu  posługiwano  się  wyłącznie  językiem  rosyjskim.   Wychowanie  w  kulturze  rosyjskojęzycznej  wspiera  moją  śmiałą  tezę  o  podobieństwie  diabła  Marka,  Ostapa  Bendera  – Ilfy  i  Pietrowa,  Lejzorka  - Erenburga, jak  również  Wolanda – Bułhakowa,  podczas,  gdy  w  literaturze  polskiej  - nie  znajduję  podobnego  fenomenu.  Oczywiście,  takie  porównanie  ma  na  celu  dowartościowanie  naszego  pisarza.

I  tu  znów  muszę  powrócić  do  biografii  Piaseckiego,  bo  ona  przekładała  się  wprost  na  moją  /nie/znajomość  z  jego  twórczością.  Wskutek  ucieczki  z  kraju  i  związanie  się  z  obozem  Grydzewskiego w  Londynie  był  w  PRL-u  zakazany,  a  i  póżniej  negatywnie  oceniany,  przez  część  intelektualnych  elit,  za  nieprzejednanie    miażdżąco  krytyczny  jego  stosunek  do  Miłosza.

Wstyd  przyznać:  JA  GO  NIE  ZNAŁEM.  Oczywiście  we  wczesnej  młodości  zaliczyłem  „Kochanka  Wielkiej  Niedżwiedzicy” ,  a  wiele  lat  póżniej  spotykałem  jego  nazwisko  w  „Listach  Giedroycia  do...”  -  Mieroszewskiego,  Stempowskiego,  a  szczególnie  Wańkowicza,  który  już  przed  wojną  zasłużył  się  wyciągając  wielkiego  in  spe   pisarza  z  więzienia.  Biję  się  więc  z  pokorą  w  piersi  i  oznajmiam  wszem  i  wobec,  że  SERGIUSZ  PIASECKI  WYBITNYM  PISARZEM  JEST.

Rżałem  od  pierwszej  strony  do  ostatniej,  a  i  póżniej  nie  mogłem  spać,  bo  wstrząsały  mną  paroksyzmy  śmiechu.  By  nie  psuć  przyszłym  czytelnikom  lektury,  wspomnę  tylko  o  paru  opisanych  faktach,  do  których  mogę  dorzucić  swoje  trzy  grosze.  Przy  takim  założeniu  na  pierwszy  plan  wysuwa  się  idiotyczna,  trwająca  do  dziś,  moda  na  zmianę  nazw  ulic.  U  Piaseckiego  czytamy:

„ - Przepraszam  pana,  gdzie  jest  ulica  Walki  Młodych? – spytał  go  Marek
   - A  pan  pewnie  przyjezdny? – nie  odpowiadając  na  pytanie, odezwał  się  staruszek
  - Tak. Jestem  z  Torunia.
  - Więc,  panie  kochany,  nie  radzę  pytać  o  ulicę  Walki  Młodych  czy  Walki  Starych,  a  lepiej  pytaj  pan  o  ulicę  Święty  Marcin.  Bo  to  czasem  za  takie  pytanie  można  i  po  uszach  oberwać”

W  Warszawie  nigdy  nie  przyjęły  się  nowe  nazwy  Chmielnej  czy  Złotej  pozmieniane  na  Rutkowskiego,  Kniewskiego,  Hubnera etc.  Zmieniono  nawet  miejsce  każni -  Aleję  Szucha.  Ale  najśmieszniej  było  z  ul. Żymirskiego.  Jej  patrona -  gen. Franciszka  Żymirskiego,  uczestnika  Insurekcji  Kościuszkowskiej  utożsamiono  z  gen. Rolą-Żymierskim,  członkiem  „rządu  lubelskiego”,  który  w  1949 r.  podpadł  sowieckiej  władzy.  Polskie  niedouczone  lizusy  zmieniły  więc  w  1950 r.  nazwę  ulicy  na  Międzyborską.
 
Spojrzmy  na  przykład,  jak  Autor  bawi  się  słowem:

 „-Słyszałam,  że  wkrotce  na  kupon  10  ser  dadzą.
  -Co  kuma  mówi?  Dużo  dadzą?
  -Po  gomółce  na  osóbkę”.
/aluzja  do  Gomułki  i  Osóbki-Morawskiego/

I  tu  dorzucę  osobiste  wspomnienie.  Na  początku  lat  60-tych  dwóch  moich  kolegów  pracowało  w  jednym  z  instytutów  chemii,  w  ktorym  dyrektorem  naczelnym  był  jakiś  GOMÓŁKA,  w  związku  z  czym  mieli  legitymacje  z  jego  podpisem.  Taka  legitymacja  zapewniała  nam  absolutną  bezkarność,  bo  interweniujący  milicjanci  nie  zauważali  różnicy  w  ortografii.

Swój  pogląd  o  stosunkach  między  Polakami  sygnalizuje  wielokrotnie:  zdziwieniem  diabła /str.116/
- I  któżby  w  to  uwierzył,  że  Polacy  tak  postępują  z  Polakami!  Co za  naród!”
opisem  postawy  bezpieki  wobec  londynskiej  emigracji  /str.143/:
„Ale  mamy  instytucję  niezawodną: bezpiekę.  Wydział  Zagraniczny  trzyma  rękę  na  pulsie  emigracji,  więc  możemy  spać  spokojnie. EMIGRACJA  MUSI  SAMA  SIEBIE  WYDUSIĆ.  Resztę  zaś  załatwi  bezpieka”./podk.moje/
czy  też  komentarzem  do  masowych  gwałtów  w  czasach  repatriacji /str.34/:
„...Marek  wiedział,  że  repatriacja  dotyczy  Polaków  z  terenów  wschodnich  Polski  na  zachód.  Więc,  jego  zdaniem, Polacy  sami  gwałcili  i  zakażali  Polki,  tylko  polskie  Ministerstwo  Sprawiedliwości  nie  chciało  do  tego  się   przyznać,  zwalało  zaś  winę  na  jakieś  tajemnicze  <różne  narodowości>”.

W  Polsce  powojennej  na  eksponowanych  stanowiskach  znalazło  się  dużo   Żydów,  nie  używających  swoich  prawdziwych  nazwisk,  jak  chociażby  bracia  GOLDBERG,  z ktorych  jeden,  jako  RÓŻAŃSKI  trząsł  bezpieką,  a  drugi  jako  BOREJSZA – rynkiem  wydawniczym.  Piasecki  mówi  o  tym: /str.146/

...A   któż  z  nas  pamięta  swe  nazwisko ?  Ja  mam  ich  jedenaście”.

Trafnie  definiuje  politykę:

„-Polityka  jest  to  sposób,  w  jaki  jednostki -  nie  mające  żadnych  przekonań – narzucają  lub  wywołują  w  społeczeństwach  jakieś  przekonania,  aby  z  tego  procederu  ciągnąć  dla  siebie  zyski..”
Jak  również  Anglię  i  Rosję: /str.80/

Anglia:  „Jest  to  państwo,  gdzie  obywatel  ma  wielką  wolność,  bo  musi  robić  to,  co  mu  się  chce  robić” ,  podczas,  gdy:  „Rosja  jest  to  państwo,  w  krórym  obywatel  musi  chcieć  robić,  co  mu  każą  robić”.

Na  koniec  zacytujmy  pytanie-perełkę  z  biurokratycznego  formularza:

Panna,  czy  mężatka?  A jeśli  tak,  to  dlaczego?”