Monday, 31 March 2014

Marcin ŚWIETLICKI - "DWANAŚCIE"

Marcin    ŚWIETLICKI   -   “Dwanaście”

Z  wieloletnim  opóżnieniem   przeczytałem  pierwszą  część  “trylogii”  Świetlickiego,  a  stratę,  wynikającą  z  tej  zwłoki,  pomaga  mnie  zrekompensować   nadzieja   na  równą  przyjemność  z  lektury  dalszych  części  pt  „Trzynaście” /2007/  i  „Jedenaście” /2008/.  W pisarstwie,  tego  przede  wszystkim -  poety,  odnajduję  wszystko  co  najlepsze  u  Marka  Hłaski,  Jonasza Kofty  i  Wojciecha  Młynarskiego.  A  różnica  wynika  m.in. z  niepowtarzalnej  atmosfery  Krakowa,  której  współtwórcą,  ale  i  koneserem,  znawcą  jest  Świetlicki.

Jak  ktoś  chce,  to  może  nazywać  omawianą  książkę  -  thrillerem,  powieścią  sensacyjną  etc,  ja  jednak  widzę  w  niej   satyrę  wydarzeń  anno  domini  2005,  tak  w  skali  Krakowa,  jak  i  ogólnopolskiej.  Niektóre,  jak  kontrowersyjny  pomysł  z  rzeżbą  Igora  Mitoraja,  wprawdzie  narzucony  przez  Warszawę,  pozostaje  jednak  problemem  krakowskim;  również  docinki  autora  pod  adresem  redakcji  „Tygodnika  Powszechnego”,  mieszczącej  się  przy  ul  Wilśnej,  w  której  zresztą  sam  swego  czasu  pracował  jako  korektor,  mając  za  „kolegę”  Jerzego Pilcha,  jak  i  Festiwal  Żydowski  na  Każmierzu,  mają  charakter  lokalny,  w  przeciwieństwie  do  śmierci  papieża  JP II  czy  prezydenckiej  i  parlamentarnej  kampanii  przedwyborzej,  o  charakterze  ogolnopolskim.

Spoiwem  akcji  jest  były  idol,  który  dzieli  los  wszystkich  idoli  na  świecie,  dla  których  czas  jest  oczywiście  nieubłagalny,  przeto  słyszy  teraz  jedynie,  że  „utył,  spuchł  i  posiwiał”. W  momencie  wydawania  książki  Świetlicki  ma  45  lat  i  trochę  kokietuje,  utożsamiając  się,  w  pewnym  stopniu,  z  bohaterem  zwanym  Mistrzem    A  Mistrz,  zgodnie  z  deklaracją  poety  w  jednej  z  piosenek,  jest  „nieprzysiadalny”.  Bo  „jest  trzeżwy  jak  świnia”,  ale  to  mu  przejdzie,  gdy  stanie  się  „pijany  jak  świnia”.

Świetlicki-poeta,  Świetlicki-bard  przeniósł  do  prozy  swoją  umiejętność  superzwięzłego  opisu  uczuć  i  zdarzeń.  W  ulubionej  przeze  mnie  piosence  wzywa  wodę  w  czajniku  krótkimi:  „Gotuj  się, k...., gotuj”,  a  w  książce  - dramatyczną  sytuację  podaje  w  skondensowanej  formie:
„Porucznik  był  zmęczony.
Wteklocki  był  zmęczony.
Nic  z  tego  nie  będzie.
Nie  jest  za  dobrze.
Wszystko  jest  fatalnie

Dodajmy  opis  tłumu  pod  „oknem  papieskim”:
                                                                       „A  tłum  potężniał.
                                                                        A  tłum  oddychał
                                                                        A  tłum  czekał”
 
No  cóż,  POETĄ  trzeba  się  urodzić.  Świetlicki  jest  czułym  człowiekiem,  bo  suka  wraca.