Tuesday, 25 March 2014

Gunter GRASS - "KOT i MYSZ"

Gunter GRASS - “Kot i mysz”

Mówi się o TRYLOGII GDAŃSKIEJ, do której obok genialnego “Blaszanego Bębenka” miałyby należeć omawiana oraz „Psie lata”. Jeat to typowe „podwieszanie” się pod najlepszego. Bo nic nie ujmując wybitności pozostałym, „Blaszany Bębenek” jest niepowtarzalnym ewenementem i takim pozostanie. Ponadto ta MANIERA klasyfikowania wszystkiego prowadzi do marginalizacji, jak najbardziej gdańskiej opowieści „Idąc rakiem”, w której znana nam Tulla Pokriefke rodzi w trakcie tragicznej ucieczki „Wilhelmem Gustloffem”.
Co za dzieło bez „grande finale”, bez wielkiego exodusu z ponad 400 tys miasta, w którym zwycięska mniejszość - Polacy stanowili zaledwie kilka procent /3-15/ dotychczasowej polulacji.

Tu muszę zauważyć, że ja z powodu sklerozy, lenistwa i braku dostępu do książki, napisałem tylko króciutką wzmiankę o „Idąc rakiem”, w której wspomniałem o Tulli, natomiast wszyscy inni widzą tylko górnolotne tematy „rozliczania Niemców”, „winy i kary”, „odradzającego się nazizmu” itd itp., a o muzie bohaterów „Kota i myszy” zapominają.

A tam - symboliczną myszą jest grdyka, tzw jabłko Adama, czyli inność Joachima Mahlke. No, właśnie, jak to jest z tym tytułem? Przeczytałem wszystkie dostępne recenzje, opinie i komentarze, a jako jedyne wyjaśnienie tytułu znalazłem stwierdzenie, że „Mahlke gra ze społeczeństwem w kotka i myszkę”. Może; dla mnie kotem jest niemiecki Ordnung, a myszką WOLNOŚĆ indywidualnego człowieka, oczywiście, przede wszystkim Wielkiego Mahlke, lecz równiez wszystkich, nawet młodziutkiej kurewki, która MUSI być konduktorką. Główna mysz przegrywa, bo zaszywa się w swojej dziurce - w podtopionym wraku, ale co z pozostałymi? Tullę spotkamy w „Idąc rakiem”, jako wielbicielkę nowego porządku – sowieckiego, a inni?

Grass wskazuje na koegzystencję, w społeczeństwie niemieckim protestantyzmu i katolicyzmu, lecz nasz buntownik ODRZUCA BOGA w ogóle: /str.109/

„Oczywiście nie wierzę w Boga. To zwykłe oszustwo, żeby ogłupiać lud. Wierzę jedynie w Marię Pannę. Dlatego też nie ożenię się”.

A to już bałwochwalstwo i infantylizm.

Reasumując, dobrze się czyta, lecz to tylko przedsmak „Blaszanego Bębenka”. Czyżby i Grass był autorem tylko jednego arcydzieła?