Tuesday, 4 March 2014

Józef TISCHNER - NIESZCZĘSNY DAR WOLNOŚCI

Józef  TISCHNER   -  “Nieszczęsny  dar  wolności”

 Wiele  znaczący  tytuł,  który  natychmiast  przeszedł  do  powszechnego  obiegu,  to  prezent  od  losu,  burzący  spokój   człowieka,  naruszający  stabilność,  lepszego  lub  gorszego, ale  status  quo.

Tischner  odwołuje  się  do  Fromma i  Dostojewskiego,  ja  pozwalam  sobie  uzupełnić  ten  duet  Kruczkowskim  z  jego  „Pierwszym  dniem  wolności”.  Autor /str9/:

„Pamiętamy,  jak  pisał  Erich  Fromm:  ludzie  uciekają  od  wolności  i  sami,  bez  przymusu,  wybierają  sobie  Hitlera....      ....... Jeszcze  dosadniej  niż  Fromm  pisał  o  tym  Dostojewski  w  legendzie  o  Wielkim  Inkwizytorze:  „Ale  skończy  się  na  tym,  że  przyniosą  nam  swoją  wolność  do  naszych  nóg  i  powiedzą:  <weżcie  nas  raczej  w  niewolę  i  dajcie  nam  jeść..>”.  I  dalej:  „Powiadam  Ci,  zaiste  najbardziej  męczącą  troską  człowieka  jest  to:  znależć  kogoś,  komu  można  by  oddać  dar  wolności,  z  którym  ta  nieszczęsna  istota  się  rodzi...”   

Rozważania  Tischnera  dotyczą   przede  wszystkim  „homo  sovieticus”-a,  jakiego  w  polską  duszę,  przez  ponad  40  lat  indoktrynowano.

„Homo  sovieticus  jest  dzieckiem..   ..komunistycznej  negacji  własności  prywatnej....   ...to  pasożyt  komunizmu..”.

U  ukochanych  tischnerowskich  górali  dla  niego  miejsca  nie  stało,  bo  gdy  milicjant  jednego  z  nich  zatrzymał  i  grożnie  zapytał: „Gdzie?”, to  usłyszał:

Co  ci  chłopce  do  tego?  Koń  MÓJ,  dusa  MOJA,  jade  ka  kcem”.

Komunizm  nie  wybaczał  grzechu  prywatnego  posiadania,  więc  nauczył  używać  nie  posiadając.  Tischner  świetnie  się  czuje  w  stylu  gombrowiczowskim:

„....co  robić,  by  tak  posiadać,  żeby  nie  było  wiadomo,  że  się  posiada,  i  nie  posiadać  tak,  żeby  jednak  posiadać?  Rozwiązanie  sprawy  przyszło  natychmiast:  należy  u ż y w a ć.  W  końcu  ten,  kto  używa,  nie  posiada,  bo  przecież  tylko  używa,  ale  jednak  posiada,  bo  zaspokaja  potrzeby,  a  czyż  nie  o  to  chodzi  istocie,  która  wierzy,  że  jest  wielkim  zestawem  potrzeb?”.

Z  tego  wypływa  konkluzja:

„Społeczeństwa  liberalne,  aby  używać,  muszą  wpierw  mieć,  natomiast  społeczeństwa komunistyczne  mogły  nie  mieć,  a  jednak  używać”.

I  używały,  szczególnie  „w  najweselszym  baraku  obozu  KDL”  -  w  Polsce. Ale  też  się  cierpiało.  Gdy  nastała  wolność....

...skończyły  się  cierpienia  wynikające  z  prześladowań.  Nie  ma  już  cierpień  realnych.  Mimo  to  potrzeba  cierpień  pozostała.  Gdzie  jest  zapotrzebowanie  na  cierpienia,  a  nie  ma  rzeczywistego  cierpienia,  rośnie  cierpienie  iluzoryczne  -  iluzoryczny  krzyż.  Dlatego  krzyczy  sie  o  nowych  atakach  na  wiarę,  nowej  nienawiści,  nowym  „prześladowaniu”.  Miejsce  krzyża  realnego  zajmuje  krzyż  fikcyjny..”.

To  jak  miał  Tischnera  lubić  np  abp  Chrostowski  i  jego  ludzie.  A  ludziom  zasiać  „ból  fikcyjnego  krzyża”,  i   im  wmówić,  że  cierpią:..

Bo  największym  cierpieniem  cierpiętnika  jest  to,  że  mu  nikt  cierpień  nie  zadaje,  a  on  musi  żyć  na  tym  świecie  w  przekonaniu,  że  świat  go  nie  zauważa,  traktując  tak,  jakby  w ogóle  nie  istniał”

Myśl  Tischnera  rozwinął  w  2012 r.  Cezary  Michalski,  mówiąc /TP 40/2012/:

.”....wolność..    ...prowadzi  do  naszego  natychmiastowego  zdziecinnienia,  czego  przykładem  była  zarówno  „mocarstwowość  II RP,  tak  też  współczesna  nam  „posmoleńska  tromtradracja”,  reprodukująca  XIX-wieczne  rytuały  patriotyczne,  w  sytuacji  tak  bardzo  odmiennej,  że  to  naśladownictwo  staje  się  już  tylko  uciążliwą  groteską”.

 Aby  uwydatnić  otwartość  Tischnera,  czuję  się  w  obowiązku  zacytować  go,  na  temat  Ananiasza  i  Safiry /str.82/

„Czyż  nie  czytamy  w  Dziejach  Apostolskich,  że  w  pierwszych  gminach  chrześcijańskich  „wszystko  było  wspólne”?  Czyż  ŚW   PIOTR  NIE  UKARAŁ  ŚMIERCIĄ   ANANIASZA  WRAZ  Z  ŻONĄ  SAFIRĄ,  poniewaz  część  pieniędzy..  ..zachowali  dla  siebie?”.


Proponuję  zapytac  swego  księdza  proboszcza,  jak  interpretuje  to  morderstwo  opisane  w  DZ.5,1-11.  Amen