Friday, 5 February 2016

Asa LARSSON - "W ofierze molochowi"

Asa LARSSON - "W ofierze molochowi"

Miałem już nieprzyjemność zawrzeć znajomość z Larsson poprzez lekturę jej nudnej chały pt "Krew, którą nasiąkła", obdarzonej przeze mnie pałą, a reklamowaną na okładce jako "Kryminał roku według Szwedzkiej Akademii Pisarzy Kryminalnych" . Tym razem na okładce napisano: "Najlepszy szwedzki kryminał 2012, Oficjalna Nagroda Szwedzkiej Akademii Kryminału".
Reklamy niewiele się różnią, podobnie jak i moje oceny. Tym razem zawiniła moja żona, której bezgranicznie ufam, dzięki czemu uwierzyłem, ze to się nieźle czyta. Niestety, ja jestem już stary, toteż męczyłem to 3 dni, przysnąłem w trakcie lektury 18 razy, kląłem na co najmniej dwukrotnie za dużą ilość stron, aż dojechałem do banalnego końca, który podważył sensowność moich wysiłków w uchwyceniu wszystkich wątków. Bo ciągnąć zawiłą akcję przez prawie 400 stron, by zakończyć truizmem, że "jak nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze", to odczuwam, jako lekceważenie czytelnika. Do tego jeszcze niesmaczne zabicie psa.
Nudząc się jak mops, zacząłem od 254 strony zwracać uwagę na kunszt tłumaczki, która na stu paru stronach uraczyła nas "kurwą" 6 razy (s.s.. 295, 304, 345, 346, 364, 382), "chujem" 3 razy (s.s.254, 300, 339,) "zasranym" raz (s.280) oraz "pieprzniętymi ciućmami" też raz (s.98). Plus - wzbogaciłem swoje słownictwo o „ciućmy”:
ciućma - kobieta, dziewczyna niezaradna, nierozgarnięta, pozbawiona energii; ślamazara, łamaga, fajtłapa, safanduła; także o mężczyźnie, chłopaku, z silniejszym zabarwieniem ekspresywnym
Tytułem też się nie zachwyciłem, bo tłumaczenie naciągane.