Monday, 11 January 2016

Waldemar ŁYSIAK - "Napoleoniada"

Waldemar ŁYSIAK - "Napoleoniada"

Zbiór najciekawszych jego publikacji i wywiadów. Świetne, ale zgodnie z deklaracją muszę zacząć w inny sposób:
Trzy poprzednie recenzje historycznych książek Łysiaka (niehistorycznych nie recenzuję i nie toleruję) zaczynałem słowami:
"Mój młodszy kolega szkolny (Szkoła nr 35 im Bolesława Prusa na Saskiej Kępie) Waldemar Łysiak (ur.1944) napoleonistą był, jest i będzie, a w ogóle to inteligent. Wiem również, że kolekcjonował ex-librisy. Nie czytuję jego książek zaangażowanych politycznie i żałuję, że odszedł od swojego powołania tj spraw architektury, historii i kultury."
I ten wstęp jest moim znakiem rozpoznawczym. Amen.

W "Przedmowie" pada zastanawiające pytanie (za Zbigniewem Świechem):
"Czy jest prawdą, że Bonaparte nie istniał, tylko Łysiak go wymyślił, żeby trochę zarobić?"

Niniejszym zapewniam, że Napoleon naprawdę istniał, a całe zamieszanie powstało wskutek zamiany młodzieńczego hobby Łysiaka, w profesję. Bo od małego teleturnieje o Napoleonie wygrywał, aż nagle mu odbiło i zaczął publikować. Właśnie ten zbiór uświadamia czytelnikowi, ile starań poczynił Łysiak, aby ktoś chciał chociaż najkrótszy jego artykulik zamieścić. Jednocześnie poziom tych publikatorów wymusił na autorze dostosowanie języka do masowego odbiorcy. Umieszczone, po każdym artykule, miejsce publikacji - żenuje: "Przekrój", "Stolica", "Kulisy", itd, itp. Przecież w tamtych latach Wojtek Młynarski śpiewał:
"...Inteligencie 'Przekrojowy' jak ciasno w twojej głowie..."
Na drugą część pytania odpowiem: "pecunia non olet", chociaż paradoksalnie chęć zysku kierowała Łysiakiem zawsze, POZA tematami związanymi z jego pasją. Początki jego kariery pisarskiej były trudne; nawet po wydaniu paru książek, utyskiwał, że nie chcą go do Związku Literatów przyjąć, a takiego Himilsbacha przyjęli...
Nie potrafię powstrzymać się od dygresji, że Janek zapytany w ZLP o swój dorobek pisarski, szczerze odpowiedział:
"Cztery sztuki: 'Monidło', 'Przepychanka', trzecia u Zdziśka w piwnicy, a czwartą podpieprzyli”.
I Himilsbacha przyjęli, a Łysiaka (wtedy) - nie.

Reasumując: wybór przemyślany, większość pozycji mnie nieznana, bo kto by dał radę czytać wszystkie te piśmidła, wszystko niezmiernie ciekawe i umiejętnie przedstawione, a że autor z tych, których osobę trzeba odróżniać od dzieła to nie pierwszy, ani ostatni przypadek.