Monday, 25 January 2016

Aleksander KACZOROWSKI - "ballada o kapciach"

Aleksander KACZOROWSKI - "Ballada o kapciach"

Kaczorowski (ur. 1969) pisarz i dziennikarz; wydał zbiór esejów "Praski elementarz” (2001) , przekłady książek Hrabala, Skvoreckego, Bondy'ego oraz "Praskie Łowy”. "Balladę o kapciach" wydał w 2012, a w 2015 - "Havel. Zemsta bezsilnych" nominowaną do Nagrody Torańskiej.

Ze wstydem przyznaję się, że go nie znałem, lecz teraz postaram się to nadrobić, bo tą uroczą "balladą" mnie kupił. Jej walory literackie, jak i samą formę trudno przecenić, lecz posiada ona jeszcze wartość dodatkową wybiegającą poza treść; to dygresje intelektualne zawierające ciekawostki i cenne spostrzeżenia.
Już na str. 9 zauważa odnośnie "Nocy i dni":
"...Szynszel! W finale opowieści to właśnie on pomaga bohaterce w największej potrzebie, zabiera ją na swoją bryczkę czy kolaskę i wywozi z tłumu uciekinierów ze spalonego przez Niemców Kalińca. Jest w tej scenie cudowna dezynwoltura: Dąbrowska nie mogła już chyba wymowniej ukazać, jakie plagi egipskie spadły na jej bohaterkę, niż skazując ją na przyjęcie pomocy od Żyda”

Parę stron dalej (s. 23) Kaczorowski demitologizuje dworek w Żelazowej Woli:
„Wszystko, co podziwiają japońscy turyści i wszyscy inni przyjezdni w Żelazowej Woli, to lipa, pic na wodę, tyle ma wspólnego z Szopenem, co kot napłakał, całość wymyśliło paru gości z Sochaczewa i z Warszawy, towarzystwo patriotyczne i muzyczne. Odkupili grunt od chłopa, najęli architekta, żeby wyrysował Szopenowi dom, jaki należał się kompozytorowi od wdzięcznego narodu, a narodowi też coś się należało, od kompozytora, bo kto to widział, żeby największy polski kompozytor urodził się w chlewie....”
Faktem jest, że Szopenowie przenieśli się do Warszawy w połowie 1810 roku, gdy Frycek miał niecałe pół roku i nigdy do Żelazowej Woli nie wrócili.

Oj, podoba mnie się ten Kaczorowski, gdy prawi... (s. 39):
„....wiara w szlacheckie pochodzenie jest wśród rodaków równie rozpowszechniona jak ich przekonanie, że dziadkowie podczas okupacji ukrywali Żydów. Gdyby jedno i drugie było prawdą, nasz kraj byłby dziś istną Judeo – Polonią - 'z polską szlachtą polski Żyd'...”

Analizując sytuację społeczno – gospodarczą w Polsce w pierwszych latach XX wieku, autor pisze (s. 89):
„.....Józef Piłsudski zrozumiał, że socjalizm na ziemiach polskich musi się stać narodowym ruchem polskim - podobnie jak ruch ludowy, endecja czy ziemiaństwo. Inaczej skończy w żydowskim getcie lub w ciemnym kremlowskim zaułku.
Przystanek, na którym przyszły marszałek, wedle popularnej legendy, wysiadł z Czerwonego Tramwaju, nie nazywał się więc Niepodległość, lecz Nacjonalizm.”

Trafna, lecz przykra refleksja (s. 95):
„Robienie z siebie ofiary jest dziś popularnym zajęciem, wszyscy chcą być potomkami ofiar, bo lepiej samemu zgłaszać roszczenia i pretensje, niż wysłuchiwać czyichś spóźnionych żalów. Polska szlachta jest więc ofiarą z definicji - rozbiorów, represji popowstańczych, Pawiaka, Katynia (zwłaszcza Katynia), i ani myśli słuchać o tym, że przez wieki była warstwą uprzywilejowaną, traktującą przodków większości swoich współobywateli jak bydło...”

Kaczorowski to gawędziarz, a z tematów, które poruszyły mnie najbardziej to osoba Stanisława Rembka (1901 - 1985), dr Alfreda Fiderkiewicza (1886 – 1972) oraz sprawa stosunków społecznych w Żyrardowie i Grodzisku, w tym relacji polsko-żydowskich.
Duży talent interesującego opowiadania.