Thursday, 7 January 2016

Justin WHITELEY - "Śmierć generała Sikorskiego"

Justin WHITELEY - "Śmierć generała Sikorskiego"

Whiteley, wnuczek brygadiera, który zginął w katastrofie gibraltarskiej, przedstawia wyniki własnego śledztwa. Pisząc dla czytelnika angielskiego, zmuszony jest naszkicować obraz polityczny międzywojennej Polski. Istotne fakty zaczyna od 1920 roku, i wspomina rozstrzygające w bitwie o Warszawę uderzenie Sikorskiego z flanki, kończąc stwierdzeniem niezgodnym z dręczącym większość Polaków dylematem czy w bitwie warszawskiej zwyciężyliśmy dzięki Piłsudskiemu czy Matce Boskiej (s. 19):
"...Sowieci zostali rozgromieni przez wspaniałego i nieulękłego taktyka, jakim okazał się Sikorski. Nietrudno zrozumieć, dlaczego Sikorski zyskał miano wielkiego bohatera wojennego. To on obronił Warszawę i prawdopodobnie Polskę..."

Aby dokuczyć bezkrytycznym apologetom Piłsudskiego, przypomnę, że to samo, ino bardziej oględnie, podaje Norman Davies w "Bożym Igrzysku". Dla tematu książki jest to ważny fakt, gdyż rozpoczyna historię, nazwijmy to infantylnie, niechęci obozu piłsudczyków do Sikorskiego. Autor nie podaje, że na czele tego obozu stał m. in. Sosnkowski, następca Sikorskiego po katastrofie gibraltarskiej, który w 1918 roku został zwolniony z więzienia w Magdeburgu, razem z Piłsudskim.

Autor systematycznie analizuje wydarzenia polityczne w Polsce i podaje, że w zamachu stanu w 1926 r (s. 19) „zginęło około trzystu pięćdziesięciu osób” oraz, że Sikorski (s. 20):
„...po odseparowaniu się od Piłsudskiego wycofał się z aktywnego życia politycznego, lecz pozostał w centrum opozycji do władzy marszałka...”

Odnotujmy teraz dziwny twór językowy, jaki autor wkłada w usta Mołotowa, gdy on, we wrześniu 1939 roku, obdarza Polskę mianem (s. 20) „szkaradnego tworu traktatu wersalskiego”. W solidnych przypisach znajdujemy bardzo interesujące wyjaśnienie:
„Na posiedzeniu Rady Najwyższej ZSRR 31 października 1939 roku Mołotow określił Polskę mianem 'urodliwoje dietiszcze' traktatu wersalskiego. W wielu polskich źródłach określenie to przetłumaczone zostało na język polski jako 'bękart' lub 'płód' traktatu wersalskiego. Oba te tłumaczenia są niepoprawne, Słowo 'dietiszcze' użyte jest tu w znaczeniu przenośnym i znaczy 'twór'... ..Tak też funkcjonuje ono w tłumaczeniu na język angielski ('creature')...”.
Proszę Państwa, znaczy się, że kłamliwie lżą nas 'bękartami' zamiast 'szkaradnymi tworami'.

Autor też podkreśla, że gdy „Sikorski objął,, ,,stanowisko Wodza Naczelnego Polskich Sił Zbrojnych”, to „znajdujący się pod jego dowództwem oficerowie, z nielicznymi wyjątkami, byli zwolennikami sanacji”....
Przechodzimy do apogeum konfliktu, na którym zakończę swoją notkę, bo nie miejsce tu na prezentację mojego stanowiska w sprawie śmierci Sikorskiego, całkowicie odmiennego od forsowanego przez IPN czy też popularnego wśród większości Polaków. Jednak przed cytatem muszę podkreślić, że przebywających w Londynie piłsudczyków obchodził los Polaków więzionych w sowieckich łagrach, gułagach czy wywiezionych do Kazachstanu bądź na Syberię, mniej więcej tyle co Żydów amerykańskich los Żydów europejskich poddawanych Zagładzie tzn że mieli te trupy in spe, głęboko w dupie!! A teraz cytat (s, 25):
„Trzydziestego lipca 1941 rok, wbrew stanowisku powątpiewających w słuszność decyzji, Sikorski podpisał układ z odwiecznym wrogiem Polski. Sygnatariuszem owego porozumienia ze strony Sowietów był ambasador ZSRR w Londynie Iwan Majski, Na znak protestu polski minister spraw zagranicznych August Zaleski oraz dwaj inni ministrowie złożyli rezygnację z zajmowanych stanowisk. Jednym z warunków zawartego porozumienia było udzielenie amnestii przetrzymywanym na terenach ZSRR więźniom polskim...”

Rodziny uratowanych powinni po wsze czasy pamiętać postawę panów z Londynu. A bez tego paktu nie byłoby Monte Cassino i innych miejsc chwały polskiego oręża.
Proszę Państwa, lektura jest pasjonująca i to bez względu na wiek czytelnika, no i jest solidną lekcją historii udzielanej nam przez Anglika. Starałem się powyższymi uwagami zachęcić Państwa do lektury, bez zdradzania dalszego ciągu, jak zwykłem czynić w recenzjach książek sensacyjnych