Monday, 18 January 2016

Jerzy ILLG - "Mój znak"

Jerzy ILLG - "Mój znak"
UWAGA!! NIESAMOWITY MATERIAŁ POZNAWCZY!!
Jerzy Illg (ur. 1950), od 1992 r. redaktor naczelny wydawnictwa ZNAK, autor niedokończonego wywiadu rzeki z prof. Andrzejem Szczeklikiem, pisze, jak głosi podtytuł:
"...o noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach.."

I to jak wspaniale pisze!!! Pisze przede wszystkim o ludziach związanych z elitą inteligencji krakowskiej, a wymienić o kim nie sposób, bo lista nazwisk liczy stron jedenaście. Wyrzucony w 1982 roku z Uniwersytetu Ślaskiego znalazł schronienie w środowisku "Tygodnika Powszechnego" i ZNAK-u, nie dziw więc, że od ludzi tej enklawy zaczyna. Zwraca też uwagę na niepowtarzalną rolę "Tygodnika Powszechnego" Turowicza w podtrzymywaniu ducha polskości przez cały okres okupacji sowieckiej. Posłuchajcie, Państwo, barwnej opowieści Illga, o trzyletniej przerwie w wydawaniu "TP" przez właścicieli (s. 26):
"....Jak wiadomo, w latach 1953 – 1956 za odmowę zamieszczenia nekrologu Stalina 'Tygodnik Powszechny' był odebrany prawowitej redakcji, zaś jego 'podróbkę' z zachowaną winietą wydawali PAX-owscy kolaboranci. Gdy wraz ze zbliżającą się odwilżą wiały już nowe wiatry, stojący na czele PAX-u cyniczny stary lis Bolesław Piasecki zaprosił prawowitą redakcję na rozmowy, proponując kompromisowy 'mix' 'starej' i aktualnej redakcji pisma.. ..Rysujące się porozumienie.. ..storpedował.. ..Jacek Woźniakowski, oświadczając, niedyplomatycznie: 'Ale z kim my właściwie rozmawiamy? Pan Piasecki przed wojną trzymał z faszystami, teraz wysługuje się komunistom. Co my możemy mieć sobie do powiedzenia?' Rozmowy zostały zerwane, a w październiku 1956 roku pismo powróciło do prawowitych właścicieli bez upokarzających koncesji....".

Warto o tym pamiętać, bo było to j e d y n e pismo, które podtrzymywało nas na duchu i dlatego czytam je już 66 rok. A co u Illga? Nieprzerwany korowód anegdot, począwszy od żony Międzyrzeckiego - poety Juliana Hartwiga. Proszę Państwa, to się wspaniale czyta, jeśli nawet niektóre nazwiska są czytelnikowi obce, bo Illg jest świetnym gawędziarzem i wszystko podaje nie tylko dowcipnie, ale i klarownie.

Po pierwszej części zatytułowanej „Skąd się tutaj wziąłem?”, mamy drugą pt „Znakomitości” poświęconą wspomnieniom kontaktów z Miłoszem, Szymborską, Barańczakiem, Brodskim, Seamusem Heaneyem, ks. Tischnerem, ks. Twardowskim, Kołakowskim, Normanem Daviesem, Kapuścińskim, prof. Szczeklikiem i Bronisławem Majem. Uff!! Dużo tego, a wszystkich anegdot, i tak nikt nie spamięta.
Trzecia część pt „ 'NaGłos' i do rozpuku”. Autor wyjaśnia (s. 305):
„Po wprowadzeniu stanu wojennego...... ..Publiczne spotkania z niezależnymi autorami nie mogły się w tym czasie odbywać na terenie instytucji państwowych - świetnym rozwiązaniem okazał się szyld Sekcji Literackiej Klubu Inteligencji Katolickiej, pod którym zaczęto organizować wieczory 'pisma mówionego'. Rychło - jako 'NaGłos' właśnie - stało się ono najpopularniejszą sceną literackiego Krakowa....”.
Szczególnie dużo tu o Monice Żeromskiej i Marianie Stali. Czwarta część pt „W drodze”, to jak nie trudno się domyślić, wspomnienia z wielu podróży i spotkań w trakcie nich. Fascynująca lektura, a ja zamiast wymieniania odwiedzanych miejsc, przytoczę rozmowę autora ze starym Żydem w międzynarodowym Salonie Książki Żydowskiej w Paryżu (s. 354):
- By the way: are you a Jew?
- No, sorry.
- Well, nobody's perject - wyrozumiale pokiwał głową.

Przypominam, że „Nobody is perfect” to ostatnia sekwencja filmu „Pół żartem, pół serio” z Marylin Monroe. No i wreszcie dobrnąłem do ostatniej części pt „Kabaret Znak”, którego zawartość definiuje tytuł. A w ogóle: SZKODA GADAĆ, bo to trzeba samemu przeczytać!!