Saturday, 9 January 2016

J. M. COETZEE - "Chłopięce lata"

J. M. COETZEE - "Chłopię lata" Sceny z powincjonalnego życia

Coetzee (ur. 1940) napisał swoje arcydzieło "Hańbę" w 1999 r., bardzo dobrego "Mistrza z Petersburga" w 1995, a między nimi w 1997 podobno autobiograficzne "Chłopięce lata". Duża regularność w tworzeniu dobrej literatury. Od razu powiem, że w tym przypadku "autobiografia" jest jedynie formą, jest jedynie przykrywką do wyrażenia problemów i uczuć ogólnoludzkich. To taki, trochę infantylny parawanik.
Coetzee dostał Nagrodę Nobla w 2003 r, :
When awarding the prize, the Swedish Academy stated that Coetzee "in innumerable guises portrays the surprising involvement of the outsider"
(Przyznając nagrodę, Szwedzka Akademia uzasadniła ją tym, że Coetzee "w niezliczonych wersjach przedstawiał zadziwiające zawirowania życiowe outsidera")

I o tego outsidera mnie chodzi. Czytam niby autobiografię lat dziecięcych, lecz autor stosując formę osoby trzeciej, dystansuje się od samego siebie. To nie ma znaczenia, bo istotą są ciężkie chwile notorycznego outsidera. Chłopiec zaciekle walczy z zagrożeniem wyobcowania co przynosi efekty pozornie groteskowe i komiczne, bo w rzeczywistości melodramatyczne. Ta forma prowadzi do wypowiadania filozoficznych przemyśleń właściwych bardziej dla Coetzee, niż dla dojrzewajcego chłopca (s. 70):
"...Piękno jest niewinnością; niewinność jest niewiedzą; niewiedza jest nieznajomością rozkoszy; rozkosz jest winą; a więc i on jest winny..."
No comments, bo to tak, jak z definicją konia w pierwszej polskiej encyklopedii:
„KOŃ JAKI JEST, KAŻDY WIDZI” - napisał ksiądz Benedykt Chmielowski, redagując w roku 1746 pierwszą polską encyklopedię powszechną „Nowe Ateny”, nie widząc sensu rozwodzenia się nad oczywistościami.

Czyli: jakie to mądre, każdy widzi. Historię dzieciństwa w specyficznej atmosferze RPA, którego społeczność autor dzieli na: białych, Mulatów i tubylców, czyta się dobrze, nawet bardzo dobrze, póki autor nie zacznie filozofować, ale tak już często z Coetzee jest, że narzuca czytelnikowi własną interpretację zamiast pozostawić go w spokoju z własnym zrozumieniem.
Dla zaciekawienia Państwa, dodaję jeszcze szczyptę lokalnego, młodzieńczego humoru, że (s. 79)
„...czynność.. ..polegającą.. ..na ściągnięciu spodni i wysmarowaniu jaj pastą do butów..”,
- określa się czasownikiem 'borsel'. Kończę stwierdzeniem, że podtytuł „Sceny z prowincjonalnego życia” jest adekwatny.