Monday, 9 November 2015

Swietłana ALEKSIJEWICZ - "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety"

Swietłana ALEKSIJEWICZ - "Wojna nie ma w sobie
nic z kobiety"

UWAGA! KSIĄŻKA JEST KONTROWERSYJNA, CZEGO WYRAZ DAJĘ W RECENZJI; NA PEWNO WARTO JĄ PRZECZYTAĆ, CO PODKREŚLAM 8 GWIAZDKAMI
„Przywykliśmy myśleć o kobiecie jako o matce i narzeczonej. Czy wreszcie: Pięknej Damie...” (s. 104)
Swietłana Aleksijewicz wypowiedziała temu przyzwyczajeniu wojnę przedstawiając kobietę jako pełnowartościowego żołnierza i gorącą patriotkę.

Stroniłem od tej autorki, aż przyszła "kryska" na mnie w najgorszym momencie, bo, po wręczeniu jej politycznego Nobla. Wpływa to poniekąd na moje negatywne nastawienie do niej. To wynik starości i rozczarowania przed laty, gdy z rodzicami i siostrą wyrywaliśmy sobie z rąk przemyconego od Giedroycia "Dr Żywago" Pasternaka, by po skończonej lekturze dziwić się werdyktowi noblowskiego jury. Pozytywem jest temat książki, w którym pokładam nadzieję na "good job", zmianę mego stanowiska i pokochanie przeze mnie autorki. Amen.
Ajajaj!! Na okładce Bratkowski nobilituje Aleksijewicz przez porównanie z Fallaci, a ja tej baby nie cierpię!!
Zauważmy jeszcze datę urodzenia autorki: 1948, to znaczy, że w chwili wygłoszenia słynnego przemówienia Chruszczowa, definitywnie kończącego stalinizm, miała 8 lat, a więc i wojnę, i zbrodniczą dyktaturę zna jedynie z opowiadań! Wspominam o tym, gdyż od pierwszych stron odczuwam jej malkontenctwo i jednostronne krytyczne nastawienie, które prowadzi autorkę do snucia absurdów: np. krasnoarmiejcy, gdy gwałcą i mordują to przestają być jej rodakami, jej ojcami i braćmi, a stają się kacapską dziczą, która nie oszczędzi i własnych żołnierek. A utyskiwanie na brak zrozumienia przez żołnierzy dla kobiecej menstruacji to wina Stalina czy poziomu cywilizacyjnego społeczeństwa?
Jeśli będzie dalej siała obłudny pacyfizm to nie doczytam do końca. Czemu ma służyć podstępne wyciąganie z ludzi najgorszych wspomnień? Bo jak na razie widzę tylko świadome działanie przeciw konstruktywnej propagandzie partii i państwa, starającej się przez stworzony bohaterski, zwycięski mit złagodzić ból po doznanych cierpieniach i stracie 20 mln bliskich.
Szczęśliwie dalej jest lepiej, zaczynam podziwiać upór i pracowitość autorki. Wiele lat gromadzenia materiału, tysiące rozmów z kobietami, które w 1941 roku miały 16 do 20 lat. Los ich różny, ale podobny. Za typowy przykład niech służą słowa podziwu nad własną dojrzałością, wymuszoną wojną (s. 67):
„..Miałam dziewiętnaście lat, kiedy dostałam medal 'Za odwagę'. Miałam dziewiętnaście lat, kiedy posiwiałam. Miałam dziewiętnaście lat w ostatnim starciu, kiedy przestrzelili mi oba płuca - druga kula przeszła między dwoma kręgami. Sparaliżowało mnie nogi. Tak, że wpisano mnie na listę zabitych.. Dziewiętnaście lat... Mam dzisiaj wnuczkę w tym wieku. Patrzę na nią i nie wierzę. To dziecko!”
Wszechobecny rosyjski patriotyzm uzasadniają wzruszająco proste słowa (s. 82):
„Wychowywano nas tak, ze Ojczyzna i my to jedno...”.
Aby nie zamęczyć czytelnika okropnościami wojny, Aleksijewicz daje mu złapać oddech wprowadzając element humorystyczny (s. 96)
"Pytasz, co na wojnie jest najstraszniejsze. Spodziewasz się... Wiem, czego się spodziewasz... Myślisz, że odpowiem: śmierć.... ..A ja ci powiem co innego... Dla mnie najstraszniejsze na wojnie było... noszenie męskich gaci. To właśnie było straszne. I to mi jakoś... Nie umiem tego wyrazić... No, po pierwsze, bardzo brzydkie... Jestem na wojnie, gotowa jestem polec za Ojczyznę, a na sobie mam męskie gacie. Wygląda się w tym śmiesznie. Niezgrabnie..."
Wot! Być kobietą!
Niestety, Aleksijewicz jest zwierzęciem politycznym i psuje własną książkę bzdurnymi dywagacjami. O przyczynach klęski Armii Czerwonej w 1941 roku pisze (s. 104):
„...mówią o Stalinie, który zlikwidował przed wojną najlepsze kadry dowódcze. Elitę wojskową.. ..O tym, że bez trzydziestego siódmego może nie byłoby nawet czterdziestego pierwszego. Nie cofalibyśmy się aż do Moskwy...”
Wśród likwidowanych jednym z pierwszych był Tuchaczewski, odpowiedzialny za klęskę w wojnie polsko – bolszewickiej 1920 roku, po której ZSRR jeszcze się nie podniósł. Słabość ZSRR, której sprzyjała nędza, wszechobecny głód, zacofanie i brak uzbrojenia plus masowa dezercja to są przyczyny klęski Armii Czerwonej w 1941 roku. A sformułowanie „nie cofalibyśmy się” jest infantylne, gdyż początkowe dobrowolne oddawanie się w niewolę zamieniło się wskutek głupoty Hitlera, w paniczną ucieczkę. Niewola wydawała się rosyjskim żołnierzom lepszym rozwiązaniem niż represje stalinowskie, a Hitler, odbierając im nadzieję na przeżycie, pozbawił ich możliwości wyboru.

ZSRR bez pomocy amerykańskiej, bez Lend Lease Act był bezbronny. W recenzji „World War II. The Chronicle” Eisenhowera pisałem:
„Stany Zjednoczone, w ramach the LEND-LEASE ACT zaczęły pomagać Stalinowi już 7 listopada 1941 r., śląc do 1945 r. towary wartości per saldo 11 mld $ /astronomiczna wówczas suma/. Sam Stalin, pod koniec wojny, podkreślił wartość tej pomocy: 
„LEND-LEASE is one of Franklin ROOSEVELT’s most remarkable and vital achievements in the formation of the anti-Hitler alliance” /LEND-LEASE to życiowe I zasługujące na najwyższe uznanie osiągnięcie FDR w tworzeniu antyhitlerowskiej koalicji/.....”

A w Wikipedii czytamy:
„Według aktualnych szacunków rosyjskich historyków, w ramach pomocy ZSRR otrzymał 427 tys. samochodów, 22 tys. samolotów, 13 tys. czołgów, 9 tys. traktorów, 2 tys. lokomotyw, 11 tys. wagonów, 3 mln t benzyny lotniczej, 350 tys. t materiałów wybuchowych, 15 mln par butów, 70 mln m kw. tkanin ubraniowych, 4 mln opon oraz 200 tys. km drutu telefonicznego ….”
Tak więc żadne zbrodnie Stalina nie miały jakiegokolwiek wpływu na zdolność bojową Czerwonej Armii. Warto przypomnieć, że mimo czterech lat amerykańskiej pomocy, polscy byli łagiernicy doszli z Armią Czerwoną do Berlina, uzbrojeni często tylko w sztylet i karabin bez amunicji.

Przez całą książkę ciągną się równolegle: wstrząsające wspomnienia uczestniczek Wojny wraz z opisem wpływu jej na „nowe” życie bohaterek po niej oraz politykierstwo autorki, umyślne choć zbędne. Ocena musi być więc wypadkową, a to jest proste 10 – 2 = 8.
Zakończyć muszę przykrą prawdą, że znacznej liczbie bohaterek nie udało się ułożyć prywatnego życia, a tym, którym się udało to i tak żyły w lęku, przed koszmarem wspomnień; by nie zatruły one powszednich dni.