Sunday, 15 November 2015

Hubert KLIMKO - DOBRZANIECKI - "Grecy umierają w domu"

Hubert KLIMKO – DOBRZANIECKI - "Grecy umierają w domu

Po raz pierwszy sięgam po książkę napisaną przez Huberta Klimko – Dobrzanieckiego (ur. 1967), o którym jedynie wiem, że prowadzi pełne przygód życie.
Zaintrygowany wysokimi ocenami przeczytałem książkę wyjątkowo uważnie. Pomijam ostatnią scenę, w której ponad pięćdziesięcioletni bohater dowiaduje się szokującej prawdy (???) o swoim ojcu, bo jestem estetą i jest ona dla mnie nie do przyjęcia.
W wielu recenzjach czytam o humorze, nostalgii i poszukiwaniu tożsamości. Niestety niczego takiego nie zauważyłem. Poznałem natomiast historię bezideowego samoluba, który ani od mądrego ojca ani od wzorowej katolicki - matki nie przejął żadnych wartości moralnych. Z chęcią, bez żadnych oporów przyjął od owdowiałej matki gigantyczną sumę jej oszczędności grubo przewyższającą ROCZNE zarobki inżyniera czy lekarza. Oczywiście, „uszanował” wolę matki i mimo dobrej swojej sytuacji materialnej w Grecji, pozwolił jej umrzeć w samotności na obczyźnie. Powrót jej do Grecji nie napotykałby żadnych trudności ze strony PRL-u. Nie wybiera się również na jej grób.

Wielokrotnie podkreślałem, że nie jestem praktykującym katolikiem, mimo to absolutnie nie mogę akceptować autora ani książki, w której znajduję takie infantylno – gówniaterskie sformułowania (s.132-3):
„Gdyby Jezus przyszedł na świat zrodzony z suki, a bóg by tak chciał, to co, nie byłby wtedy tym którym potem został?... ..jeżeli ten twój kawałek boga albo bóg w połowie skończył jak pies, skopany, wyśmiany i przybity do desek, to powinien się z suki urodzić... ..-Jezus umarł też za ciebie. -Za mnie? A kto go o to prosił? Jak się chce za kogoś umierać, to trzeba się go najpierw zapytać.. ..A Jezus i ten cały jego ojciec mogliby wreszcie wpaść na genialny pomysł, ze lepiej jest żyć dla czegoś, niż za coś umierać...”

Brednie i katastrofalna ignorancja!! Ale kto wybiera się do spowiedzi, winien przyznać się do czytania takich bezeceństw, bo nie sądzę, by musiał przyznawać się do wychwalania tej złej książki.
Reasumując przestrzegam i odradzam, bo jest to pozycja bezwartościowa, nic nie wnosząca, ani ni pozytywnego nie głosząca.