Saturday, 7 November 2015

Izabela SZOLC - "Ciotka małych dziewczynek"

Izabela SZOLC - "Ciotka małych dziewczynek"

Izabela Szolc (ur. 1974) podobno polska pisarka literatury przede wszystkim fantastycznej, debiutowała w 1997, omawiana książka jest z 2007, a użyłem określenia "podobno", bo o niej nie słyszałem, ale ja już stary i nie nadążam, i do wczoraj również nie słyszałem, że fantastyka a fantasy to wielka różnica, przeto nie wiem co mnie czeka w trakcie czytania tej książki; tak więc bezpieczniej nazywać wszystko fikcją.
To "podobno" nabiera innego znaczenia, po zerknięciu na LC, gdzie zarejestrowane jest 25 publikacji autorki z bardzo niskimi ocenami, wyjątkowo przekraczającymi 6. Trzeba dużej determinacji i głupiego uporu, żeby po tylu negatywnych ocenach mieć odwagę dalej cokolwiek publikować. Co najciekawsze w jej biografii na Filmweb pada stwierdzenie: "uczyła także kreatywnego pisania", które budzi poważne wątpliwości co do poziomu zdobytych umiejętności przez jej uczniów.
Lektura męczy mnie od pierwszej strony, nie tylko wskutek nasycenia ”hiszpańszczyzną” i „meksykańszczyzną”, ale głównie dziwnymi skojarzeniami. Np czytam, że mieszkańcy (s 10)
„....są pobudzeni jak fenki w norkach”

Z Wikipedii dowiaduję się:
"Fenek -....gatunek drapieżnego ssaka z rodziny psowatych.. ..Występuje na suchych i pustynnych terenach Półwyspu Arabskiego i północnej Afryki... ...uchodzi za największego ssaka drapieżnego Sahary.."
To czemu Meksykanie trzęsą się jak drapieżniki z Afryki ? Nie rozumiem! Nie starcza mnie też wyobraźni by stworzyć wizerunek na podstawie opisu (s. 12):
"...Babcia, gruba galerowatym tłuszczem, jakim czasem obkleja biedaków nędza..."
Specjalistka kreatywnego pisania, Szolc, kreuje obraz, nazwijmy to, mglisty.. Ale w ogóle, to wiatr wieje, a dziewczynki czy młode kobiety znikają, czyli jak teraz modnie się kombinuje: przechodzą na drugą stronę. Ale po co, nie wiem. Ja się zatrzymałem w rozwoju na etapie Minotaura, który pożerał i dziewczynki, i chłopców, aż Tezeusz w zespół z Ariadną tego nie ukrócił. I na tym etapie pozostanę, bo jak stan literatury fantasy pokazuje nie każdy może być Homerem czy Hezjodem.

Nie dość, że wracamy do prymitywnego strachu przed siłami natury, tutaj samczego wiatru porywającego młode kobiety, to mimo krótkiej 120 stronicowej fantasy, autorka dowala seks tatusia z córką na oczach matki i młodszej córki (s. 34):
" Ojciec.. ..kładł w niej swoje nasienie, wypełniał. Nie raz, nie dwa widziała to, kiedy tata przekradał się do krzywego pokoju dziewczynek, myśląc, że ta młodsza śpi. A młodsza udawała, że nie widzi, tak jak i matka. I jak Pedro.."

No to, do jasnego diabła, wiatr, reprezentujący zdrowe siły natury, winien porwać tatusia wraz z jego kreatorką Izabela Szolc.