Wednesday, 1 July 2015

ks. Józef TISCHNER - "Miłość nas zrozumie"

ks. Józef TISCHNER - "Miłość nas rozumie"
Rok liturgiczny z księdzem Tischnerem

Wojciech Bonowicz, autor bardzo solidnej biografii Księdza Profesora, znalazł zgrabną formę, aby przedstawić gamę atrakcyjnych artykułów Tischnera, niepublikowanych, bądż publikowanych wcześniej w różnych tygodnikach, na przestrzeni ponad 30 lat, wzbogaconych rozmową z Januszem Poniewierskim na temat Mistrza Eckharta.
Dla starych wielbicieli książek Tischnera nic nie ma w tej książce odkrywczego, natomiast dla nowych - stwarza możliwość poznania nie tylko jego poglądów, często nieprzychylnie ocenianych przez konserwatywny Episkopat, ale i sposobu myślenia i analizy tego filozofa. Tischner, dość łopatologicznie, tłumaczy podstawowe doktryny i dogmaty chrześcijańskie, z reguły podawane i przyjmowane bezmyślnie, "na wiarę", wskutek braku przyzwoitej interpretacji. Obok "Tischner czyta katechizm", ta pozycja jest najcenniejsza, aby wejść na augustyńską drogę "przez rozum do prawdziwej wiary".
Wiele uwagi poświęcone jest poglądom Mistrza Eckharta, przedstawię więc go teraz (przy pomocy Wikipedii):
Eckhart von Hochheim (~ 1260- 1327/8), znany jako Mistrz Eckhart - niemiecki mistyk, filozof i teolog, dominikanin. Pozostawał w sporze z inkwizycją, postawiony przed jej trybunałem oskarżony o herezję. Zarzucano mu, że w swoich wizjach zjednoczenia z Bogiem, nawiązując do neoplatonizmu utożsamia Boga z Plotyna Jednią (czyli panteizm). Skazany w roku 1326, odwołał się do sądu papieża Jana XXII, który w bulli 'In agro dominico' potępił jego 17 tez, a 11 uznał za podejrzane. Mistrz miał szczęście umrzeć przed ogłoszeniem orzeczenia. Obecnie "rehabilitowany" jest jednym z najważniejszych teoretyków Kościoła. Poglądy Eckharta wywarły wpływ m. in. na Mikołaja z Kuzy i filozofię niemiecką (J. Fichte, F. W. Schelling, G. W. F. Hegel, E. Fromm).
Jako ciekawostkę dodam, że zwolennikami panenteizmu, wywodzącego się z panteizmu, deklarowali się abp J. Życiński i ks. prof. M. Heller. Ze względu na to, że, wskutek ogromu informacji, łatwo jest, przy pierwszym czytaniu, przeoczyć ciekawe stwierdzenia, pozwoliłem sobie ich kilka wynotować.
Zacznę od wypowiedzi Księdza Profesora bardzo istotnej wobec aktualnych kontrowersyjnych zachowań części Polaków wywierającej presję na całe społeczeństwo: (str. 91 i n.)
"...Żydzi mieli ogromne wyczucie tego, że wprowadzenie Bożego Imienia w ludzki kontekst językowy jest bardzo niebezpieczne. A jak to wygląda u nas ? Wprowadzamy Imię Boże także do konstytucji. Nie wiem, czy nie pociągnie to żadnych konsekwencji dla wiary."
i dalej, o sensie wieszania krzyży w urzędach:
"- Czy zawieszenie krzyża ma konsekwencje dla logiki tego urzędu, nie dla ludzi tam przychodzących, lecz dla samej instytucji ? Krzyż jest znakiem zbawienia. Powstaje pytanie, co on oznacza: czy t u masz szukać zbawienia, czy też to, że t y potrzebujesz zbawienia ?".
Konsekwentnie kontynuuje myśl, nawiązując do myśli przypisywanej Marksowi:
"W wieku XIX pojawił się problem religii jako opium ludu. To określenie, pochodzące od Marksa, wywołuje pytanie, o co nam naprawdę chodzi: o religię czy o Pana Boga ?.. ..Jeśli chodzi o religijność, to metafora 'opium ludu jest nadal aktualna. Opium to przede wszystkim sposób na znieczulenie. Znam staruszkę, która ma w swoim domu bardzo dużo pustych słoików i broni ich jako swego największego bogactwa. Troska o te słoiki jest dla niej ogromnie ważna. Ona ma w duszy głębsze troski - przede wszystkim lęk przed śmiercią - ale nie chce ich sobie uświadomić. W ten sposób troska o słoiki ZAGŁUSZA ten podstawowy BÓL UCIEKAJĄCEGO ŻYCIA.
Tak funkcjonuje opium ludu. Religijność, która jest znieczuleniem, narzuca człowiekowi mnóstwo małych bólów, napełnia jego wyobrażnię rozmaitymi słoikami.. A wszystko po to, żeby nie widzieć tego, co naprawdę grożne, np, GRZECHU ANTYSEMITYZMU, NIECHĘCI DO OBCYCH, SWOJEJ NIENAWIŚCI DO ŚWIATA, A W GRUNCIE RZECZY TAKŻE NIENAWIŚCI DO SAMEGO SIEBIE" (podk. moje)

Tischner nie przepada za przemądrzałą religijnością. Mówi o niej: (str. 72)
"Poważną chorobą współczesnej religijności jest to, że człowiek chce poszerzać władzę Boga nad światem. To nieporozumienie ! Po pierwsze, nie jesteśmy w stanie tego zrobić; po drugie, do końca nie rozumiemy, na czym polega istota władzy Boga nad światem. Jakże moglibyśmy poszerzać tę władzę, skoro jej nie rozumiemy ?! Stąd to: 'nie szukaj swego', bo w szukaniu swego kryje się WIELKA POKUSA WŁADZY, a u jej kresu PUŁAPKA PYCHY, którą zgrzeszyli aniołowie". (podk. moje)
Uzupełnia powyższe stwierdzeniem: (str. 77)
"Człowiek jest istotą skończoną, a to znaczy, że jeśli dotknie spraw Boskich, to je spartaczy"

O cierpieniu: (str.26)
"...cierpienie zawsze niszczy. Tym, co dżwiga, podnosi i wznosi ku górze, jest miłość".

O Słowie: (str. 29)
"Słowo stało się ciałem - to znaczy, że Słowo przyjęło na siebie ludzką kondycję. Istotę wcielenia ujmowaną z pewnego szczególnego punktu widzenia stanowi akt przyjęcia przez Słowo kondycji człowieka...."

O winie: (str. 31)
"Możemy sobie łatwo wyobrazić zrozpaczoną matkę, która po stracie dziecka oskarża nie tylko Heroda, lecz także.. Jezusa: 'Po co się urodziłeś? Dlaczego prowokowałeś zbrodniarza?' "
Wpisuje się to w przepowiednię: (str. 32)
"Nad Jordanem powiedziano Mu: jesteś Barankiem Bożym, jesteś żywym nosicielem ludzkich win. Będzie się o Nim powtarzać: 'Winy całego świata nosił' "
(str. 33) "...Z poczucia winy rodzi się w człowieku rozpacz lub tęsknota za ekspiacją. Jezus całym swym istnieniem będzie zmierzał w kierunku ekspiacji...".
Ekspiacja to przebłaganie, pokuta, zmazanie winy. Z powyższego cytatu o Jezusie wynika, że..: (str. 37)
"Śmierć w Jego życiu nie będzie przypadkiem. Trafnie zauważa Karl Jaspers, że istotnym rysem stosunku Jezusa do własnej śmierci była p r o w o k a c j a śmierci."

O ludzkiej miłości: (str.45)
"....człowiek zasadniczo nie wychodzi w miłości poza krąg samego siebie i gdy kocha, naprawdę siebie kocha, a nie innych. Kocha drugiego przy założeniu, że on sam jest tym p i e r w s z y m, o którego chodzi naprawdę...."
Do miłości Tischner wraca, jako do owocu pragnienia i to już brzmi przyjemniej: (str. 51-2)
"..Trzeba rozróżnić między 'potrzebą' a 'pragnieniem'. Za potrzebami stoi przymus, za pragnieniami stoi wspaniałomyślność, wolność. W sferze potrzeb wszystko dokonuje się pod presją, w sferze pragnień nie ma presji, lecz wspaniałomyślna wolność. Miłość jest właśnie owocem pragnienia, Nikt nikogo 'nie musi' kochać..."
Podobnie jak miłość, Tischner tłumaczy egoistyczną nadzieję, że nie jest egoistyczna: (str. 80)
"...nadzieja zawsze jest zakorzeniona w trosce człowieka o siebie samego, co jednak nie znaczy, że ta troska ma charakter egoistyczny. Człowiek pełen nadziei wychodzi poza siebie, ale w końcu czyni to także ze względu na siebie...". (cha, cha!)

Zakończmy nauczaniem o Trójcy: (str.127)
"....Duch jest miłością, którą Ojciec miłuje Syna i Syn Ojca, jest wspólnotą obydwu, w której obydwaj odnoszą się do siebie i wiążą ze sobą...."
A że jedynym Synem Boga jest Jego Słowo - Logos, to mamy miłość Stwórcy do Swego Dzieła i vice versa, a więc pierwowzór dla Pigmaliona, o którym wczoraj pisałem.