Saturday, 11 July 2015

Ian McEwan - "Na plaży Chesil"

Ian McEWAN - "Na plaży Chesil"
Uparty i uwikłany ten nasz Ian, a jak już nasz, to mówmy Jasio. Uparty, bo mimo ostrej mojej krytyki dalej pisze, a uwikłany to w seks, który jego bohaterom nie wychodzi. Bo jak nie wytrysk przedwczesny, to mąż w szafie albo podpatrująca 13-stka, a gdy wreszcie złuda spełnienia nadeszła, to w towarzystwie czterech kochanków.
Tym razem pan Jasio zajął się zgubnym wpływem angielskiego elitarnego wychowania na akt płciowy
Najtrafniejsza recenzja znalazła się na okładce: "A story of lives transfomed by a gesture not made or a word not spoken" /”Historia żywotów zmienionych przez niewykonane gesty lub niewypowiedziane słowa”/. Dwoje młodych ludzi rozchodzi się po nieskonsumowanej nocy poślubnej. Ach, czemuż, ach czemuż to ich spotkało? Jest to „...the tail end of a religious prohibition, their ENGLISHNESS and class...” . To ładne: “...konkluzja /wynik/ religijnych zakazów, ich /bohaterów/ angielskości i ich klasy”, które, wszystkie razem do kupy prowadzą do przysłowiowej angielskiej sztywności i uniemożliwiają wykonanie stosownego gestu czy też podjęcia w miarę szczerej rozmowy.
DZIEWIC i dziewica, oboje w wieku 24 lat /!!!/, spędzają poślubną noc w eleganckim, nadmorskim motelu. Ona, w dobrej wierze, bierze go za „fiuta” /tj penisa/, on ma natychmiast „EIACULATIO PRECOX”. Ona ubrudzona i ZNIESMACZONA ucieka na tytułową plażę, gdzie po ochłonięciu, w obawie przed skandalem, wysuwa propozycję kontynuacji małżeństwa, lecz bez seksu. Wskutek odmowy małżeństwo zostaje unieważnione, jako „non consummatum”. Po wielu, wielu latach nasz nieudacznik przyjeżdża na plażę, /czort wie po co?/ i dowiadujemy się, że on miał żonę i dzieci, a ona „oddała się” karierze skrzypaczki, a ściślej poruszaniu smyczkiem. Jedyny pozytyw książki to wykpiwanie ENGLISHNESS tj etykiety wyższej klasy angielskiej. Aby uatrakcyjnić niniejszą opowieść o zgubnych skutkach brania za „fiuta” wspomnę o jednej pani, która po wizycie w „ZACHĘCIE” opowiadała sąsiadce, że, tamże, niejaka Kociubińska WZIĘŁA KOSSAKA ZA FAŁATA. Sąsiadka spąsowiała i wydukała: „Jak to, tak publicznie? Ale świnia!”. Tak więc smyczek bezpieczniejszy.