Saturday, 4 July 2015

William STYRON - "Wybór Zofii" wersja poprawiona (4.07.2015)

PAŁA ZA OPLUWANIE POLSKI
ZDUMIONY DO GŁĘBI INNYMI RECENZJAMI PODDAŁEM SWOJĄ WERYFIKACJI 4.07.2015, KORYGUJĄC PRZY OKAZJI BŁĘDY
20.12.2013, STYRON, “Sophie’s Choice”; 82 pozycja na liście Le Monde 100 Books of the Century. W ogóle nie powinno jej tam być. NIEWYPAŁ. De mortuis aut bene aut nihil. Nie mogę się do tego dostosować, a jedyną moją winą niech będzie fakt, że nie napisałem tej recenzji nim autor odszedł /2006/. Muszę zabrać głos, bo nikt dotąd nie zaprotestował przeciw bezkrytycznemu wychwalaniu książki, jednej z wielu, które zdobywają popularność przez żerowanie na stereotypie:
„.. the brute Polak/zbydlęconego Polaka/, przedstawiciela „nation which practically invented anti-Semitism” /narodu, który faktycznie wymyślił antysemityzm/ i „ghetto.. .originated” /zapoczątkował tworzenie gett/,/str.516/. Ponoć i ideę „final solution” kwestii żydowskiej mieliśmy wynależć wg Styrona na długo przed Hitlerem /str.300/.
Dyskutować z tak absurdalnymi twierdzeniami nie zamierzam, a zainteresowanym polecam przeczytanie rozprawy dr Danushy Gos/h/ki z Indiana University, Bloomington pt:
„BIEGANSKI: The Brute Polak Stereotype in Polish-Jewish Relations and American Popular Culture”.
Tak, tak to ten Biegański z „Sophie Choice”; ojciec Zofii, karykatura „endeka”, dzięki której Roman Dmowski przewraca się w grobie, a rodzina Giertychów zwija się w paroksyzmach śmiechu. Podkreślmy tu, że Styron tak bardzo nam – Polakom zaszkodził, że postać Biegańskiego stała się negatywnym archetypem Polaka w Ameryce /ku radości tutejszych Żydów/
Bo „endek” Biegański, chłopak z LUBLINA, w którym wraz z bratem Stanisławem /obecnie ułanem w stopniu pułkownika/, bronił Żydów przed kozackim pogromem, Polak-katolik, teraz jako profesor Uniwersytetu Jagielońskiego używa w domu głównie języka niemieckiego /żona , też prof.UJ, polska katoliczka z Łodzi/, do tego stopnia, że mała Zosia lepiej zna niemiecki niż polski i dlatego też bajki czyta po niemiecku!!! Nie stosując chronologii podam, ze Styron posunął się jeszcze dalej, bo syn Zofii i chłopaka z Brześcia, Jan, urodzony w 1933 jest „bilingual” i to nie rosyjsko-polski jak można by przypuszczać mając na względzie pochodzenie ojca – Kazimierza, lecz niemiecko-polski, choć „strasznego” dziadzia widział ostatni raz w wieku sześciu lat. Aha, dodajmy jeszcze, że w wychowaniu Jasia uczestniczy socjalista, pół-Niemiec, żołnierz AK, który wykonuje wyroki śmierci na „szmalcownikach”, a głupie Niemce podrzynają mu gardło rękami Ukraińców zamiast go wziąć na Pawiak lub na Szucha. O zniemczeniu polskiej „endecji” niech świadczy jeszcze fakt, że Biegański z polską arystokracją, w tym z księżną Czartoryską, rozmawia wyłącznie po niemiecku. A przecież „endecja” była antyniemiecka, a nasi arystokraci lubili paplać po francusku.
Teraz czas na Piłsudskiego. Prof. Biegański patologicznie nienawidził również Rosjan; można byłoby się spodziewać, że pokocha więc Piłsudskiego. O nie! Na str.87 czytamy:
„My father hated Pilsudski. He said he was a worse terror for Poland than Hitler, and drunk a whole lot of schnapps to celebrate the night Pilsudski died. He was a pacifist..” /podkr.moje/./Moj ojciec nienawidził Piłsudskiego. Mówił, że stworzył gorszy terror w Polsce niż Hitler, i wypił masę wódki celebrując noc śmierci Piłsudskiego. On był pacyfistą../
Te słowa dotyczą 1935 r. To o co Styronowi chodzi? Przecież Hitler do Polski wkroczył dopiero cztery lata póżniej, a Biegański nic nie zdążył wtedy powiedzieć bo go zabrali do obozu. Tenże Biegański miał jednocześnie być pacyfistą i propagować eksterminację Żydów? Na str 357 Styron przypisuje światowy fenomen „ghetto benches” /getta ławkowego/ okresowi po śmierci Marszałka, bo póki żył to „protected Jews” /ochraniał Żydów/. Absolutne kłamstwo: moj śp Ojciec (jak Piszczyk z „Zezowatego szczęścia”) doświadczył getta ławkowego w 1933 r. na Wydz. Historii Uniwersytetu Warszawskiego, a podobieństwo do Żyda było spowodowane podwójnymi soczewkami w okularach o sile -17 dioptrii. By zakończyć ten akapit wspomnę, że socjalistka z AK, przekazując broń Żydom z warszawskiego getta przestrzega ich przed kontaktami z podziemiem komunistycznym, bo Żydów zabijają. Antysemici byli wszędzie, ale nie odwracajmy kota ogonem, panie Styron.

No i czas na Polski antysemityzm. Wyssałem go z mlekiem matki i wiedziałem, że Żydówki „mają w poprzek”, że „Żydzi zabijają polskie dzieci na macę” oraz, że należy ich „wysłać na Madagaskar”. Nie było w polskiej tradycji mowy o „final solution”, czyli eksterminacji Żydów, ani też o wielkich przyrodzeniach czy też rozwiązłości seksualnej /str.301/. Fantazje Zofii o zgwałceniu jej siostry przez żydowskiego rzeżnika jeszcze można zrozumieć, natomiast jej znajomość bzdur głoszonych przez obsesyjnego Juliusa Streichera /1886-1944/, notabene o najniższym IQ wśród sądzonych w Norymbergi, jest co najmniej dziwna. Ale o jej „kłamstwach” póżniej, a teraz skończmy z polskim antysemityzmem, którego czołowym populistycznym sloganem jest: „To Żydzi nam naszego Pana Jezusa zamordowali”. Nie będę się nad tym rozwodził, ino wspomnę, że winniśmy im wdzięczność, za wzięcie na swoje barki tej konieczności dziejowej. Przecież ktoś musiał Go ukrzyżować.

Ukazywaniu polskiego antysemityzmu towarzyszy paralelne przedstawianie rasizmu na południu St. Zjednoczonych. Wzmóc ma to porównanie purytanizmu drobnomieszczańskiego Krakowa z kalwińskim protestantyzmem Karoliny i sąsiednich stanów. Aberracja umysłowa autora. Na polski antysemityzm wpłynęły sytuacja geograficzno-socjalna oraz katolicyzm. Żydzi po pogromach w zachodniej Europie znależli swoją Ziemię Obiecaną w Europie Wschodniej. To tu powstała „Jerozolima Północy” - Wilno, to tu powstały „STETLE”/sztetle/, niespotykane nigdzie indziej osady i miasteczka żydowskie. To w Warszawie, Łodzi i innych polskich miastach Żydzi stanowili istotną tkankę organizmu miejskiego. W warstwach kupieckich, bankowych czy właścicieli nieruchomości Żydzi zaczęli dominować, co stało się pretekstem do krzewienia populistycznych ideologii nacjonalistycznych i antysemickich. Jednocześnie Kościół, i to od tysiąca lat, wciskał ciemnocie przekaz o zamordowaniu naszego Pana Jezusa przez Żydów. A jakie ideologiczne uzasadnienie rasizmu mają Amerykanie? Przecież Murzyni nikogo nie zamordowali, banków nie prowadzili, ani nie eksmitowali biedaków z kamienic. To co tu porównywać?

A i z tym purytanizmem Styronowi nie wyszło, bo u nas zawsze był i jest pozorny. Dominuje „moralność pani Dulskiej” i zamiatanie „pod dywan”, jednym słowem obłuda. Dowodem - choćby odwieczna kwestia „skrobanek”, obecnie zwanych aborcją. Wszyscy wiedzą, że Polki dokonują grubo ponad sto tysięcy rocznie, ale polskokatolicka „correctness” nakazuje twierdzić, że problemu nie ma. Natomiast protestancki purytanizm zbudowany został na bazie „etosu pracy” i etyki z niego wynikającej.

Styron zdecydowanie nas nie lubi. Wkłada w usta Zofii niby naszą samoocenę:
„...poor country and suffer from an inferiority complex” /biedny kraj cierpiący na kompleks niższości/ /str.85/.
Nie cierpię i nie podzielam takiej opinii. Jeżeli już, to mamy DWA kompleksy: niższości wobec Zachodu i wyższości wobec Wschodu Europy, ktore w pewnym sensie się rownoważą. A kompleksy winni mieć Amerykanie tak ze względu na swoją historię, jak i poziom Kultury /przez duże K/. Kraj marzeń biedoty całego świata poprzestał w dziedzinie masowej kultury na poziomie niższym od całej Europy.

Nim przejdę do trójki głównych bohaterów, dwa słowa o wizerunku Rudolfa Hessa. Jaki to miły, kulturalny, wykształcony Niemiec. Lubi żonę, dzieci, konie, nawet do Żydów nic nie ma. On tylko jest zdyscyplinowanym wykonawcą „góry”. Nie lubi tylko Polaków, żle, on gardzi nimi:
„there in them an ingrated loutishness. Most of the women are merely ugly” /Jest w nich zakorzenione prostactwo. Większość kobiet jest po prostu brzydka/ /str.303/. Dziękuję, Mr. Styron.

Omówienie bohaterów zacznę od najmniej ciekawej postaci – alter ego Autora – tj 22-letniego onanisty, dziewica imieniem Stingo. To juz n-ta anglojęzyczna książka, w której znajduję ludzi wygłaszających mądrości na każdy temat, bez znajomosci podstawowej dziedziny w egzystencji człowieka tj „łóżka”. Tak ad hoc pamiętam celującego w „dziewicowatości” Iana McEvana /p. na blogu mój esej/. A ja ponad 70-letni starzec pozostaję pewien, że znacząca większość „normalnych” młodzieńców zaczyna życie płciowe przed ukończeniem 20-ego roku życia. Jego niewyżycie seksualne znajduje ujście w wyjątkowo brudnym dobieraniu się do kobiety swego „guru”, co gorsza sponsora. Po modnym /w pisarstwie/ „ejaculatio precox”, w końcu odnosi sukces, ktorego pewnie długo nie powtórzy, bo partnerka samobójstwo popełniła. A w ogóle najtrafniej określa go Nathan: „sneaky Southern shitass” /nieprzetłumaczalne/ /str.480/
Tą partnerka była Zofia, kobieta po przejściach, która czternaście lat wcześniej urodziła pierwsze dziecko /bo w 1943 r. Jan ma 10 lat – p.str.309/. I tu nie mogę się połapać. Styron podkreśla, że Zofia jest rówieśniczką wolnej Polski. Czyżby więc córka profesorska powiła w wieku 15 lat? Co więcej o niej wiemy? Jest bardzo ładna, więc nie odpowiada stereotypowi Polki, toteż autor przy każdej okazji robi z niej Szwedkę. W wieku 16 lat opanowała maszynopisanie i stenografię, czemu się zdziwiłem, bo toć córka profesorska, więc sztukami bardziej wzniosłymi wypadałoby się zajmować. W seksie jest przedsiębiorcza, a z Nathanem łączy ja ewidentny związek sado-macho. Poza tym notorycznie kłamie. Jak to Polka, chla jak szewc i szybko staje się zdeterminowaną alkoholiczką, nie liczącą sie z nikim i z niczym. Ujawnione w końcu książki wydarzenia na rampie, pobyt w obozie, potem w Szwecji i w końcu w Stanach, pozbierane razem, dają obraz schizofreniczki. Może się mylę, psychiatrą nie jestem, lecz trudno mnie się pogodzić, że Nathan nim jest, a ona nie.
Bo o chorobie Nathana dowiadujemy się dopiero od jego brata, a zdarzenia dotychczasowe świadczą bardziej o jego wrażliwości niż chorobie. Przeczytałem ponownie scenę, w której Nathan wyobrażając sobie Zofię jako Irmę Grese, piękną najmłodszą oprawczynię, skazaną w Norymberdze w wieku 22 lat, stwarza pretekst do sadystycznego seksu. Nie przekonuje mnie ta scena o chorobie; a może to jest wyrafinowana gra seksualna ?
Relacja między katem a ofiarą, problem obojętności Stanów Zjednoczonych, w tym lobby żydowskiego, wobec raportu Karskiego, wobec Holocaustu została opisana wiarygodnie w wieku książkach, i to przez ludzi, którzy lepiej rozumieją antysemityzm europejski, jak i pożogę wojenną, a Styron opiera się na autobiografii Hessa i publikacjach nielubianej przeze mnie Hannah Arendt, która przysłużyła się przede wszystkim mccarthysmowi. Cytaty nawet z Simone Weil nie uratują książki, gdy się nie wyczuwa, nie przyswaja specyfiki aury.
Co do tytułowego wyboru, to jest on tak wydumany, że aż niewiarygodny. Czy trzeba wymyślać sfiksowanego pijanego szwaba, by powiększać bezkresny ogrom ludzkich tragedii w Auschwitz-Birkenau ? Dla mnie pomysł wyimaginowanego wyboru alternatywnej śmierci dla własnych dzieci jest chory.
Tym, co jeszcze nie czytali książki, stanowczo odradzam

PS Czytając inne recenzje, doszedłem do wniosku że muszą istnieć dwie różne książki o tym samym tytule.