Friday, 9 December 2016

Witold GOMBROWICZ - "Dziennik 1967 - 1969"

Witold GOMBROWICZ - "Dziennik 1967 – 1969"

Problem w tym, że studiowałem Gombrowicza wiele lat temu i nie robiłem żadnych notatek na temat "Dziennika", ani tez nie pisałem recenzji. Obecnie, gdy przypomniałem sobie omawianą pozycję, mam trudny wybór o czym pisać, by nie powtarzać słów bardziej należnych innym książkom, tym bardziej, że trzon tej to powtórzenia z paryskiej "Kultury".
Czwarty tom "Dziennika" jest tworem sztucznym, acz cennym, opracowanym 23 lata po śmierci autora, przez Jana Błońskiego i Jerzego Jarzębskiego. Zawiera rozmowy z Dominikiem de Roux, przeplatane wynurzeniami Gombrowicza na wszystkie możliwe tematy, następnie wyimaginowany wywiad z samym sobą pt "Byłem pierwszym strukturalistą" i króciutką notkę z odpowiedziami na piętnaście najistotniejszych egzystencjalnych pytań, którą zamyka, oczywiście piętnaste (s. 180):
"15. Jakie są Pana plany na przyszłość?
- Grób."

I od tego zestawu pytań i odpowiedzi, zatytułowanego "Ostatni wywiad" (s. 178) radzę zacząć lekturę. A w niej: nieustanne poczucie niedowartościowania, egotyzm i megalomania. Ale do tej maniery Gombrowicza, czytelnicy jego "Dziennika" już się przyzwyczaili. Obecnie dochodzi odgrywanie się za biedę, jaką cierpiał przez większość życia. Objawia się ono mitomanią, a ściśle "szpanowaniem" swoim (wyimaginowanym) bogactwem, bo obiektywnie rzecz biorąc nigdy krezusem nie był.

Dla mnie najważniejsza jest rozmowa z de Roux, a ściśle recenzowanie przez Gombrowicza własnej twórczości. I tak wypisałem dla siebie i Państwa odpowiednie strony:
"Pamiętnik z okresu dojrzewania" (1933) s. 30 i nastepne
"Iwona, księżniczka Burgunda" s. 37 – 39
"Ferdydurke" s. 40 -42, 52, 69 i wiele innych, lecz na s. 52 - najcenniejsze (chyba):
"...A "Ferdydurke" stała się (zamiast tylko mnie służyć) groteskowym poematem o mękach człowieczych – słowa Schulza - na prokrustowanym łożu formy.."

"Kosmos" s. 65 – 66, 129 – 135
"Pornografia" s. 67 – 68, 117 – 121
"Ślub" s.78, 94 – 98
"Trans - Atlantyk" s. 99 – 104 i istotne zdanie (s. 99):
" - Mój Trans – Atlantyk to nie statek, a coś jak "poprzez Atlantyk". Powieść zwrócona z Argentyny ku Polsce..."
Kończy zaś wyznaniem (s. 104):
".....Otóż Trans - Atlantyk rodził mnie się poniekąd jako "Pan Tadeusz" a rebours. Ten poemat Mickiewicza, też na emigracji pisany sto lat temu z górą, arcydzieło naszej narodowej poezji, jest afirmacją polskości z tęsknoty poczętą. W "Trans – Atlantyku" pragnąłem przeciwstawić się Mickiewiczowi. Jak pan widzi, zawsze urządzam się tak by tworzyć w dobrym towarzystwie!".

Jeszcze "Operetka" s. 139 – 140.
Zwracam jeszcze uwagę na "Wstęp od wydawcy" Jerzego Jarzębskiego, który wyjaśnia prowokacje Gombrowicza w tym "krąglrogabsaośćwokrrogab":
"...Wniosek nasuwa się jeden: "prowokacje" nie są bynajmniej jakimś nieważnym i niepoważnym dodatkiem do istotnych rozważań zamieszczonych w "Rozmowach". W rzeczywistości Gombrowiczowi chodziło zapewne (jak zwykle) o wprowadzenie kontrapunktu: w "Rozmowach" bierze się za bary z poważnymi zagadnieniami, próbuje odszyfrować sens własnego życia - a jednocześnie w "prowokacjach" potyka się z "niższością", z czytelnikiem popularnym, a obok z tymi spośród intelektualistów, którzy w żaden sposób nie potrafili zrozumieć i zaakceptować jego postawy twórczej..."

Następne zdanie Jarzębskiego pasuje mnie na zakończenie recenzji:
"....Tom IV "Dziennika" to zatem nie ponowna, z lekka uzupełniona edycja "Rozmów", a dzieło oparte na nieco innej zasadzie, jak w pierwszej, czasopiśmienniczej edycji - powiązane z życiowymi przypadkami autora, z jego codziennymi potyczkami i walką o autentyczność..."