Tuesday, 13 December 2016

Ursula K. Le Guin - "Miejsce początku"

Ursula K. Le Guin - "Miejsce początku”

Tak się złożyło że to pierwsza książka nestorki Le Guin (ur. 1929) recenzowana przeze mnie. Znajduję, że publikuje od 1968 roku, że największą popularność przyniósł jej cykl „Ziemiomorze” publikowany sukcesywnie od 1968 do 2001 roku (6 tytułów) i że ta omawiana powstała w 1980 r.. Na jej temat anglojęzyczna Wikipedia dużo podaje, a ja z tego zrozumiałem, że gatunkowo jest mieszaniną realizmu i fantasy, że jest porównywana C. S. Lewisa „Kronikami z Narni”, Lewisa Carrolla „Po drugiej stronie lustra” i Szekspira „Jak wam się podoba”. I jeszcze, że akcja skupia się na podróży dwojga głównych bohaterów z wieku dojrzewania do dojrzałości w dwóch alternatywnych światach: rzeczywistym i sielankowym Tembreabrezi..

Lektura pierwszych stron budzi zaciekawienie, bo nadopiekuńcza mamusia skłoniła już niejednego zdesperowanego syneczka do próby ucieczki, a pomysł tej jest oryginalny i sympatyczny. Co dalej nie powiem, a ocenię całość po dojściu do ostatniej strony.

No i dojechałem, właściwie zadowolony, że autorka zaniechała rozbudowania „fantasy” (którego ostatnio o wiele za wiele) na rzecz sympatycznego przekroczenia progu dojrzałości. Autorka podbudowuje psychicznie młodych czytelników, że każdego na to stać, skoro dokonał tego nawet spasiony maminsynek, do którego własna matka, sprawczyni jego psychicznego kalectwa, przemawia tak (s. 99):
„- Zabłądziłes w lesie? A po co poszedłeś do lasu? Jeśli ktoś jest taką ofermą, to głupota, głupota, głupota pchać się tam... ...Nie nadajesz się na harcerza. Co chcesz w ten sposób udowodnić?...”

I on, i ona mieli szczęście, ze znaleźli „miejsce początku” i wykorzystali szansę otwarcia na drugiego człowieka, dzięki czemu nie potrzebują już uciekać od rzeczywistosci (samotności, niespełnienia, niedowartościowania etc) przechodząc przez bramę czy na drugą stronę lustra. Osiągneli poczucie własnej wartości poprzez drugiego człowieka.

Muszę przyznać, że w trakcie lektury obawiałem się, że autorka zbłądzi i zrobi z Hugha - Zbawiciela, a z Ireny ofiarę na wzór akedy Izaaka. Szczęśliwie skończyło się na zabiciu smoka i wkroczeniu w dorosłe, dojrzałe życie.

Miłe, nieźle napisane opowiadanie, więc na początek znajomości z Le Guin dam gwiazdek 7.