Monday, 5 December 2016

Andrzej SAPKOWSKI - "Czas pogardy"

Andrzej SAPKOWSI - "Czas pogardy"

Znajomy z LC, symbol "zielnik", dał mnie namiary na ksążki Sapkowskiego:
http://www.mediafire.com/file/43nuuwirddrfnh0/Sapkowski.7z
więc pobrałem i .... ..do dzieła

s. 19,5: "...Biedaków nigdy nie stać na nic, dlatego właśnie są biedakami.
– Niesłychanie to logiczne. A odkrywcze, że aż dech zapiera...."

I mam to, na co czekałem, czyli kpienie ze wszystkiego (s. 31,6): „...– Zmarł na ostre zapalenie płuc, przebitych sztyletem…..”
Jak nie lubić Sapkowskiego za wyrażenie (s. 32,1): „….zachędożył się na śmierć”
Następną notkę robię dopiero do s. 272,4, kiedy to autor poszedł w poezję (ha!, ha!):
„Nad dachami mokrymi fruniesz
Między żółty nurkujesz grążel
Ale ja cię i tak zrozumiem
Oczywiście, jeżeli zdążę…"
Grążel - roślina wodna należąca do rodziny grzybieniowatych. Kwiaty żółte, otwierają sie tylko za dnia.
Znalazłem wreszcie coś znajomego, bo nawiązującego do np roku 1968, kiedy to nasz drogi tow. Wiesław poprosił Moskwę o pozwolenie na wkroczenie do zbuntowanej Czechosłowacji z "bratnią pomocą" (s. 401,6):
"... Zakarbować w pamięci sobie i żołnierzom, bo kto ten rozkaz złamie, pójdzie na stryk. Wojewoda z dziesięć razy to powtarzał: nie idziem, kurwa, z najazdem, ale z braterską pomocą! Czego zęby szczerzysz, Stahler? To rozkaz, psiamać!..."
A teraz proponuję stosowne przemówienie do naszych żołnierzy, gdyby nam się pomarzyło odzyskać Lwów czy Wilno, pozostające pod administracją naszych kochanych sąsiadów (s. 404)
".....– A cożeś myślał?... ...To nie będzie zwykła wojaczka, chłopy. Jakąś durnote nowoczesną wymyślili wielmożni. Jakieś wyzwalanie, czy coś takiego. Nie idziem wroga bić, ale na te, no, nasze odwieczne ziemie, z tą, jak jej tam, braterską pomocą...."
Trudno nie wspomnieć marca 1968 r., kiedy to na fabrycznych masówkach robotnicy potępiali swoje dzieci manifestujące na UW. Co trzeźwiejsi zauważali (s. 408,9)
„…..– Te dzieci umierają, Stokrotko. Umierają co dnia, giną w nierównej walce… ...To są nasze dzieci, nasza przyszłość! Nasza krew! A ty mi oznajmiasz, że mamy się od nich odciąć?….”
I na koniec, jako efekt wojny, bandy wszelkiego autoramentu, w tym rabunkowe, tragikomicznie często wkładane pod ochronny parasol „żołnierzy wyklętych”
Czytam Sapkowskiego, nie jako baśń, a jako bajkę, która winna zawierać alegorie. I zawiera, lecz drugi tom sagi sprawia wrażenie, że autorowi trochę amunicji zabrakło i dlatego spadek oceny do 7.