Tuesday, 21 March 2017

Trygve GULBRANSSEN - "A lasy wieczne śpiewają"

Trygve GULBRANSSEN - "A lasy wiecznie śpiewają"

I znowu zdziwienie, że do tej pory nie czytałem. Wprawdzie Wikipedia podaje jego tylko trzy pozycje, wydane nota bene w Polsce jako dwie, to Gulbranssen (1894 - 1962) jest szeroko znany i podziwiany. Książka napisana w 1933 r. zdobyła szeroką popularność, a w Polsce była wydana w 1938 r i w ostatnich latach wznawiana (np. 1996, 2013). Nie znalazłem wiadomości o jej wznawianiu we wczesnym PRL-u i to mogło się przyczynić do mojego przeoczenia. W latach 50. ubiegłego wieku odkryłem, nagrodzone Noblem (1920), „Błogosławieństwo ziemi” Knuta Hamsuna (1859 – 1952), jak i jego „Głód”, i tymi pozycjami się zachwycałem, a Gulbranssena nie spotkałem.

A teraz spotkałem, przeczytałem jednym tchem i mam: TO NORWESKA RODZIEWICZÓWNA!!!
Młodszy od niej o 30 lat Gulbranssen jedzie, jak ona, na „religijności, tradycji i kulcie przyrody”. To w cudzysłowie jest z Wikipedii na temat twórczości Rodziewiczówny.

Powstała piękna książka o miłości, której kiczowatość mnie nie razi, bo kocham „Trędowatą” i całą twórczość wspomnianej Rodziewiczówny. Nie wstydźmy się naszej miłości do kiczowatych opowieści o szlachetnych ludziach, o przemianie złych w dobrych, o miłosierdziu, a przede wszystkim o marzeniach o miłości i jej spełnieniu, bo odczuwamy brak tego wszystkiego w realu. A takie książki podtrzymują na duchu. Sursum corda! Gwiazdek 10.

Z obowiązku o minusach: 1. prymitywna katecheza (np. s. 50); 2. utożsamianie Kościoła z Bogiem i dostojewszczyzna dla ubogich (np. s. 77); 3. pozycja kobiet (s. 153): zakochana modli się do Boga, aby n a l e ż e ć do ukochanego.

Ale to nieistotne uwagi starego safanduły, który i tak poleca książkę wszystkim, jako łatwą, lekką i przyjemną.