Friday, 24 March 2017

Teresa TORAŃSKA - "Dalej"

Teresa TORAŃSKA - "Dalej"

Trzy lata po śmierci Teresy Torańskiej (1944 – 2013) otrzymaliśmy piękny prezent: zbiór wywiadów prowadzonych przez nią wzbogacony sławnymi "Sądami" realizowanymi kiedyś w "Gazecie Wyborczej".
Wychwalać Torańskiej nie zamierzam, bo wystarczą moje dotychczasowe oceny jej książek: trzy razy 10 gwiazdek i raz 9. Absolutny szczyt; żaden pisarz jej nie dorówna. Przekonany jestem, że tak różnorodny zbiór równie mnie zachwyci. Jedyny problem, że będąc w połowie lektury nie mam pomysłu na recenzję. Do cytowania jest za dużo, a powtarzać notki redakcyjnej i innych recenzentów nie zamierzam. Zdecydowałem się tylko przepisać słowa Haliny Bortnowskiej z okładki:

"Teresa docierała do uniwersalnych prawd i wartości, doraźność nie interesowała jej bardziej niż jako pretekst, punkt wyjścia do pokazania tego, co jest głębiej. I to zostaje".

Po lekturze smutny jestem, bo rzeczywistość skłania do refleksji : to nie tak miało być. Dlaczego mając tylu mądrych ludzi - m. in. rozmówców Torańskiej, doprowadziliśmy do tragedii, której nawet autorka nie przewidziała. Mazowiecki proponował:
"Przeszłość odkreślamy grubą kreską"
Odrzuciliśmy propozycję nie bacząc, że w PRL konformizm był powszechny, że w PZPR było do 3 mln członków plus ponad pół miliona w satelickich ZSL i SD, stwarzając możliwość wybiórczego oskarżania niewygodnych konkurentów politycznych. Pierwszą ofiarą stał się rząd Olszewskiego, dający największe nadzieje na zapewnienie stabilności Państwa. A potem zaczęło się piekiełko, które po 28 latach wolnej Polski trwa nadal, a nawet przybiera na sile. Powstały podziały, a priorytetem jest wojna polsko-polska.

Ilość ciekawych rozmówców duża, różnorodność tematów też, postanowiłem więc skreślić parę uwag, bardziej dla siebie „ku pamięci”, niż dla Państwa, bo mój odbiór i wybór jest nadzwyczaj subiektywny.

Nie ulega wątpliwości, że perełką jest rozmowa z Mazowieckim, stanowiąca cenny materiał poznawczy. I ją każdy winien nadzwyczaj uważnie przeczytać i przemyśleć, przeto moje uwagi są zbędne. Niestety, więcej takich perełek nie zauważyłem. Są natomiast rozdziały najbardziej szokujące. Myślę tu o „Sądzie nad gabinetem” (s. 199), którego tematem jest aborcja oraz „Sąd nad obrazem” (s. 239) o obrazie eksponowanym w katedrze w Sandomierzu, zatytułowanym „Infanticiada”, przedstawiający fałszywy do absurdu żydowski mord rytualny chrześcijańskiego dziecka w celu uzyskania krwi na macę. W obu dyskusjach padają słowa rodem z najciemniejszego Średniowiecza, tak głupie, że nie będę ich powtarzał. Dodajmy, ze do Sandomierza przyjeżdżają wycieczki zagraniczne specjalnie w celu obejrzenia tego fenomenu zacofania w XXI wieku.

Ostatnie moje uwagi dotyczą oświadczeń, z których jedno wzbudza empatyczny uśmiech, a drugie - krytyczny rechot. Tak nieprzyjazną reakcję wzbudza uporczywe, permanentne powtarzanie przez Kieresa (s. 226), że „antysemityzm jest w Polsce zjawiskiem marginalnym”, natomiast prawdę pozytywnie przeze mnie przyjętą i wielokrotnie przeze mnie głoszoną, wypowiada tu Cimoszewicz (s. 301): „Ja w ogóle żadnego opozycjonisty do 1989 roku nie znałem”, mimo, że przeżyłem w PRL 45 lat. To ja, bo Cimoszewicz o siedem lat mniej.