Wednesday, 16 November 2016

Sylwia CHUTNIK - "Kieszokowy atlas kobiet"

Sylwia CHUTNIK - "Kieszonkowy atlas kobiet"

To jest debiut Chutnik (ur. 1979) z 2008 roku, a ja znam tylko jej drugą książkę pt "Dzidzia" z 2009 r., której dałem PAŁĘ.
Znajduję na LC:

Pani Akne:
„Naprawdę nie wiem dokąd zmierza współczesna polska literatura. Ten "debiut" nigdy nie powinien się ukazać. Straszny chłam i książka o niczym. Nie sięgnę więcej po bazgraninę tej pani."

Ania:
„….Bezlitośnie katuje swoich bohaterów, miesza ich z błotem, poniża. Po co? I co z tego, że robi to z ironią, ten nadmiar ironii, też jej nie służy.
Chutnik mówię pas. "

Katarzyna Wójcik:
".....Bardzo nie podoba mi się język i styl w jakim jest napisana ta powieść. Oczywiście, wraz z lekturą przestajemy zwracać uwagę na te wszystkie wulgaryzmy i przyzwyczajamy się do stylu pisarstwa Chutnik. Na chwilę....."

Calendula:
"...Wow. Dawno tak nachalnie moralizatorskiej, nudnej jak te przysłowiowe flaki z olejem książki nie czytałam. Nie wiem, co autorka chciała przekazać...."

Wystarczy, teraz ja, po przeczytaniu wielu recenzji, które skłaniają mnie do uzupelnienia powyższych wypowiedzi. Otóż recenzenci mają rację, że Chutnik usiłuje naśladować Masłowską, lecz wychodzi z tego żenujący pastisz. Masłowska jest niewątpliwie największym fenomenem polskiej literatury od czasów wielkiej "trójcy" tj Gombrowicza, Wtkacego i Schulza, i wszelkie próby jej naśladowania skazane są na porażkę. Np w zakresie wulgarności obowiązuje zasada: "co wolno wojewodzie, to nie tobie...", tzn, że trzeba wyczuwać co, gdzie i jak można powiedzieć.

Nie będę się znęcał nad osobą, która sama przyznaje, że pisarką nie jest, tym bardziej, że ma swoich życzliwych czytelników i niezłe oceny. De gustibus non est disputandum, a ja już nigdy nie wezmę jej produktu do ręki.