Monday, 14 November 2016

Christian INGRAO - "Wierzyć i niszczyć. Intelektualiści w machinie wojennej SS"

Christian INGRAO - "Wierzyć i niszczyć" Intelektualiści w machinie wojennej SS

Na okladce czytamy:
"Elita. Ekonomiści, prawnicy, lingwiści, filozofowie. Inteligentni, wykształceni, błyskotliwi.. ...Kiedy pojawiła się nadzieja na odrodzenie, włączyli się w proces budowy Tysiącletniej Rzeszy z entuzjazmem i wiarą, kładąc naukowe podwaliny nazistowskiej ideologii. Badali czystość ras, dowodzili wyższości narodu niemieckiego, reformowali prawo. I mimo że nie kierowali oddziałami zbrojnymi, nie trzymali broni w rękach, należą do największych zbrodniarzy II wojny światowej..."

Przyczynę napisania tej książki określa autor w ostatnim zdaniu "Wstępu" s. 15):
"Jednym słowem: próbowałem zrozumieć, co robili ci ludzie, aby wierzyć i żeby niszczyć"

Christian Ingrao (ur. 1970) - Francuski historyk, wykładowca, tłumacz, autor i współautor licznych artykułów oraz prac naukowych. Od 2008 roku dyrektor paryskiego Institut d’Histoire du Temps Présent. Badacz historii nazizmu i postaw żołnierzy niemieckich w czasie drugiej wojny światowej. Praca doktorska pt. "Intelektualiści w służbach wywiadowczych SS 1900–1945)", którą obronił w roku 2001, stała się punktem wyjścia dla tej książki.

Ten "punktem wyjścia" to taka figura stylistyczna, bo chociaż jego pracy doktorskiej nie czytałem, to odnoszę wrażenie, że jest po prostu skopiowana, a następnie rozszerzona, uzupełniona, rozbudowana (co kto woli) wtrętami, by sprawić wrażenie napisanej specjalnie dla szerokiego czytelnika. Szczegółowość cenna dla publikacji naukowej, zbędna jest w publikacji popularnej z odpowiednimi przypisami.

Pierwsze wrażenie to udowadnianie postawionej tezy przez dobór jednostkowych życiorysów potwierdzających ją. Tylko, że w ten sposób można udowodnić każdą tezę. Jakiś tam facet spod obecnego Piszu uciekł przed ruskimi w 1914 i wrócił po latach. Trauma ośmiolatka ma usprawiedliwiać jego zbrodnie w czasie II w. św.? N i e k u p u j ę tego!!

Po omówieniu traumatycznego dzieciństwa intelektualistów - zbrodniarzy, autor przechodzi do analizy zgubnych skutków studiowania na najlepszych Uniwersytetach, które nauczając brzydkich rzeczy, w brzydkiej atmosferze, przyczyniły się do uksztaltowania tych p o t w o r ó w.

Tylko, że traumatyczne dzieciństwo, jak i demoralizujące studia zaliczyło wielu, a nie każdy został zbrodniarzem. I na tym opiera się moje votum separatum w ocenie tej książki. Bo we wszystkich przeczytanych recenzjach widzę schemat, który przedstawiam cytując fragmenty trzech recenzji:

http://historia.org.pl/2013/11/28/wierzyc-i-niszczyc-intelektualisci-w-machinie-wojennej-ss-ch-ingrao-recenzja/
Patryk Janiak pisze:
"...Od razu muszę jednak ostrzec – nie jest to książka dla każdego. Wymaga pewnego poziomu wiedzy i orientacji w meandrach wewnętrznej polityki SS oraz Trzeciej Rzeszy jako takiej. Początkującym czytelnikom odradziłbym lekturę....
.....Ingrao używa nie tylko klasycznego aparatu naukowego historyka, ale także kulturoznawcy oraz antropologa. Efekt jest niezwykły i bardzo ciekawy, gdyż otrzymujemy nieco inną perspektywę w rozumieniu faszyzmu jako zjawiska społecznego. Sam rozdział o dojrzewaniu młodych ”Akademiker” do wstąpienia do SS jest doskonałą analizą i jednym z ciekawszych opisów kształtowania się hitleryzmu i jego popularności jako takiego...."

http://www.mojeopinie.pl/wierzyc_i_niszczyc_intelektualisci_w_machnie_wojennej_ss,3,1385467394
Anna Dzięciołowicz
"...To nie jest łatwa lektura i z całą pewnością nie dla każdego. Christian Ingrao w swojej książce bardzo dokładnie i szczegółowo analizuje kształtowanie, rozwój i przebieg kariery czterdziestu esesmanów-intelektualistów....
...Bardzo trudno uwierzyć, a jeszcze trudniej zrozumieć, jak inteligentni i wszechstronnie wykształceni ludzie mogli związać swe losy z jednym z najbardziej prymitywnych i nieludzkich totalitaryzmów w dziejach. Autor tłumaczy to jednak bardzo obszernie, wyjaśniając, jak przebiegała ewolucja pojmowania przez nich świata...."

http://www.polishhistory.pl/uploads/media/www.ap.krakow.pl/index.php?id=17&tx_ttnews%5Bpointer%5D=57&tx_ttnews%5Btt_news%5D=3560&tx_ttnews%5BbackPid%5D=12&cHas
M. W. pisze:
".....Osiemdziesięciu niemieckich intelektualistów – prawników, ekonomistów, lingwistów, historyków, filozofów, geografów, z których część rozwijała kariery akademickie – jest bohaterami książki Christiana Ingrao. Ich losy przecinały się w kilku momentach, z których pierwszym było dziecięce doświadczenie pierwszej wojny światowej, gdy jako młodsi bracia, synowie, siostrzeńcy pozostali w domach opuszczonych przez dorosłych mężczyzn. Miało to być fundamentalne przeżycie ich młodości. Ingrao przekonująco pokazuje, jak ich późniejsze wybory ścieżek edukacji akademickiej nosiły znamiona nauki zaangażowanej politycznie i usprawiedliwiającej ideologię volkistowską.
.......Blisko połowę objętości pracy stanowi wnikliwy opis stopniowego „wchodzenia w nazizm”: w sferze akademickiej, zawodowej, ideologicznej i prywatnej...."

Pomińmy śmiesznostkę jaką są zastrzeżenia recenzentów, że "nie jest to książka dla każdego", bo takich książek nie ma!!!! Kto nie wierzy niech przeczyta "Martina Edena". Ja sam, inżynier z zawodu, czytałem pierwsze książki "trudne" z pomocą słownika wyrazów obcych i encyklopedii (internetu jeszcze nie było), aż doszedłem do zrozumienia około 30% "Ulissesa" Joyce'a.

Główny problem tej książki to jakaś dziwna chęć do usprawiedliwienia zbrodniarzy, pod pretekstem analizy antropologicznej, socjologicznej, psychologicznej etc ich trudnego dzieciństwa i młodości. Większość recenzentów to kupiła i powtarzają te nieprzyzwoite banialuki. Mogę zrozumieć Francuza tak bredzącego, ale Polaka nie potrafię. Bo my nie tylko doświadczyliśmy nazizmu, lecz i drugiej zbrodniczej siły - bolszewizmu, czyli, jak to Hannah Arendt spopularyzowała - dwóch totalitaryzmów.

Oczywiście, wobec chóru wychwalających Ingrao i jego książkę, winienem się zamknąć, jak ten pijany, który nie wierzył w ocenę jego stanu upojenia przez jedną czy dwie osoby, lecz wobec zgodnego chóru, poszedł spać. Nie poddam się, nie pójdę spać, a zadam pytanie: jak wytłumaczyć zbrodnie naszych „wykształciuchów”. Proszę zauważyć zostawiam w spokoju zbrodniarzy Trumana, Oppenheimera i innych, a biorę się za „naszych”.

Akurat ukazała się książka Iwony Kienzler pt „Krwawa Luna”, której jeszcze nie czytałem, lecz wiem, że głównymi bohaterami są absolwenci trzech renomowanych uniwersytetów: lwowskiego Uniwersytetu im. Jana Kazimierza - dr filozofii Brystygerowa („Krwawa Luna”), UW - niepełny doktor prawa - Różański (prawdziwe. Goldberg) oraz UJ - dr prawa Polan – Haraszyn („krwawy Julek”). Jako ciekawostkę przypomnę, że rodzony brat Różańskiego - Borejsza zrealizował marzenie
Mickiewicza, wypowiedziane w epilogu „Pana Tadeusza” - „..aby.. ..księgi trafiły pod strzechy” i . zlikwidował analfabetyzm w Polsce. Ale do rzeczy: czy nasze uniwersytety są gorsze od niemieckich? Pewnie tak skoro, mimo wszystko nasi zbrodniarze nie dorównują niemieckim.

Zwracam się teraz do moich drogich znajomych z LC, którzy polemizują z moimi recenzjami. Co Wy na moje twierdzenie, że taka książka jest szkodliwa, bo te szperania w trudnym dzieciństwie czy młodości służą, mimo braku prawdopodobnie takich intencji ze strony autora, pomniejszeniu winy tych zbrodniarzy. I dlatego PAŁA!!!