Friday, 11 November 2016

Otton Grass, Kazimierz Gryżewski - "Podróże w świecie znaczków"

Otton GRASS, Kazimierz GRYŻEWSKI - "Podróże w świecie znaczków"

Czytam wydanie z 1972 roku, kiedy to filatelistyka w Polsce była masowa, choć mój zloty okres to lata 1954 - 1960. Zbierał znaczki każdy, lecz nie każdy wiedział, które są wartościowe i jak je przechowywać, by ich nie uszkodzić. Miałem szczęście, że trafiłem na ul. Mysią 2 (w W-wie), gdzie w tygodniu rozgrywano turnieje brydżowe, a w niedziele lokal należał do filatelistów. Nie sposób opowiedzieć o przewalających się tam tłumach i o specjalistach od przekrętów. Miałem abonament na znaczki polskie i po przestudiowaniu cenników, byłem zachwycony potrójnym przebiciem nominalnej ceny, więc jako dwunastoletni frajer cieszyłem się z uzyskanych pieniędzy za edycję z jednego roku. Niestety, profesjonaliści uświadomili mnie tydzień później, że tylko za jedną serię z moich zbiorów mogłem uzyskać cenę dziesięciokrotnie wyższą od wziętej za całość. Opadły mnie gołębie skrzydła i uprawiałem dalej filatelistykę tylko dla towarzystwa, bo każdy to robił (obok wycinania zdjęć aktorek z ilustrowanych tygodników). Amatorzy filatelistyki cieszyli się z barwnych "trójkątów" (znaczków w kształcie trójkąta emitowanych głównie przez kolonie francuskie), a my - pseudo-znawcy, dumni właściciele cenników, nimi gardziliśmy uganiając się za szarymi, ale wartymi majątek, znaczkami brytyjskimi i niemieckimi. To se ne vrati, panie Havranek!

Zostały wspomnienia i sentyment do klaserów wiążących się tak ściśle z moją młodością. Dlatego czytam tę książkę z zadowoleniem i doceniam jej profesjonalizm, jak i umiejętność snucia ciekawej opowieści przeplatanej licznymi, zabawnymi anegdotami.
Dobra robota! Niestety, nie sądzę, by zainteresowała szerokie grono czytelników, gdy filatelistyka wyszła z mody, a i znaczki w wariackim tempie wychodzą z użycia. O! Jeszcze dodam: my geografii uczyliśmy się ze znaczków! O !!!!