Friday, 25 November 2016

Anka GRUPIŃSKA - "12 opowieści żydowskich"

Anka GRUPIŃSKA - "12 opowieści żydowskich"

Anka Grupińska (ur. 1956, z domu Jakubowska) - publicystka i dziennikarka zajmująca się środowiskiem żydowskim. W latach 1991 – 1993 pracowała w Ambasadzie RP w Tel Awiwie.

Zgodnie z tytułem książkę tworzy 12 opowieści żydowskich, które powinien KAŻDY POLAK przeczytać bo skoro, jak wieść gminna niesie, antysemityzm "wypijamy z mlekiem matki", to warto wiedzieć przeciw komu jest on skierowany.

Grupińska podobno wybrała tych 12 opowieści z wielu, bardzo wielu, by zapewnić różnorodność, ale i tak wiele elementów systematycznie się powtarza. Z restrykcji to getto ławkowe i numerus clausus, które nasiliły się po śmierci Piłsudskiego. Z obyczajów - świętowanie Jom Kippur i Purim, a szczególnie drobiazgowe opisy potraw i ich koszernego przygotowywania. Wszystko to jest fajne i potrzebne dla czytelników, którzy nie czytali Martina Bubera (1878 -1965), w tym jego „Opowieści chasydzkich”, ani Icchoka Lejba Pereca (1852 – 1915) m. in. „Opowiadań”, ani Szolema Alejchema (1859 -1916) „Dziejów Tewji Mleczarza”, na podstawie którego powstał musical „Skrzypek na dachu” czy też „Kasrylewki”, ani Szymona An-skiego (1863 - 1920) „Dybuka”, ani Johoszui Perle (1988 - 1944) „Żydów dnia powszechnego”, ani Altera Kacyzne (1885 – 1941) „Starego miasta”, ani Szaloma Asza (1880 – 1957) „Boga zemsty”, ani też naszego cudownego noblisty Isaaca Bashevisa Singera (1902 – 1991) kilkunastu wspaniałych książek. Większość z ww recenzowałem na LC i muszę tu znowu przypomnieć o wielkich zasługach tłumacza z jidysz - Michała Friedmana (1913 - 2006), który dzięki antysemickiej czystce w LWP został w 1967 wyrzucony na zbity pysk i mógł poświęcić się tłumaczeniom z jidysz i hebrajskiego.

Żeby wszystko było jasne: jest to bardzo cenny zbiór wspomnień, który umożliwia poznanie naszych współobywateli, ich obyczajów i niepokojów. Tylko, że ja to wszystko znam, bo urodziłem się w klinice na ul. Złotej, tuż koło Warszawskiego Getta, poniekąd ze strachu, bo w dniu 27 kwietnia 1943 roku bombardowano je finalnie. Bo pamiętam pożegnanie na Dworcu Głównym zaprzyjaźnionej zacnej rodziny żydowskiej z Nowego Sącza w 1950 roku, udającej się do nowo powstałego państwa Izrael, bo pamiętam 1968 r, i wyjazd wielu przyjaciół oraz mojego dziekana, twórcę miesięcznika „Problemy” i programu TV „Eureka” prof. dr Józefa Hurwica, który swoim zainteresowaniem mobilizował mnie do ukończenia pracy magisterskiej, i… bo gdzieś od 50 lat walczę ze swoim antysemityzmem „wyssanym z mlekiem matki” i odnoszę pewne sukcesy.

A ponadto lubię się śmiać, a najlepsze do tego są żydowskie szmoncesy. Niestety opowieści przedstawione przez Grupińską są ponure i schematyczne. Najpierw długa lista rodzeństwa, ciotek, wujów i dalszej rodziny, następnie - ich wykształcenie i sposób zarobkowania i w końcu wyliczanka, kto zginął w którym obozie, a kto jednak przeżył. A na podstawie literatury, tekstów kabaretowych (np. Hemar czy Tuwim) i przyjaźni z wieloma Żydami twierdzę, ze mają oni rozbudowane poczucie humoru. I dlatego przytaczam przykłady znalezione w tej książce:

s. 144 (strony e-booka)
„...Chyba nazajutrz do Kowla wjechał jeden czołg radziecki. Ludzie otoczyli młodego czołgistę i pytali, jak u nich jest. On opowiadał, że u nich wszystko jest, że jest bardzo dobrze i w ogóle nadzwyczajnie. Pewien stary Żyd spytał go, jak jest z handlem, to on odpowiedział, że wszystko jest państwowe, więc handel też, i wszystko mają w wielkich ilościach. A ten Żyd spytał: „Słuchaj, a kto handluje pietruszką?”. „Jak to kto? Państwo!” Żyd się odwrócił i po żydowsku powiedział: „Co to za państwo, które handluje pietruszką?!”. Ludzie umierali ze śmiechu….”

Nim podam następne przykłady przypominam, że w opisie „oszukiwania” Pana Boga w szabas celował Singer, a służy ku temu również EJRUW
Wikipedia:
„Ejruw (właśc. erub, także druty sobotnie, szabasowe) – sposób na uchylenie zakazów religijnych wiążących się z nastaniem szabasu. Ejruw stanowiły sznury lub druty, które oplatając słupy lub domy podczas szabasu łączyły je w jedno symboliczne podwórko, w obrębie którego prawo talmudyczne zezwala Żydom na dokonywanie najprostszych czynności…..”
s. 207:
„..Ponieważ u Żydów nie wolno w sobotę zapalić światła, więc ojciec mojej babci (mama mi to mówiła) wołał dozorcę na kieliszek wódki. Dozorca przychodził, zapalał światło, bo trzeba zapalić, żeby wypić tę wódkę, tak? Jak był złośliwy, to wychodząc, gasił. I tak parę razy wracał, dopóki nie napił się, ile chciał...”

213,8
„...W Kazimierzu pierwszy raz widziałam, jak się robi tak zwany ejruw. W dawnych czasach w sobotę ortodoksyjna Żydówka to ona nie mogła nawet torebki wziąć do ręki, bo to jest praca. Więc się oszukiwało Pana Boga. Otaczało się okolicę drutem i się wmawiało Panu Bogu (tak jakby on mógł uwierzyć w to), że to jest mieszkanie, więc tu mogę nosić. I pierwszy raz widziałam w Kazimierzu, jak oni plac, gdzie jest synagoga, otaczali takimi drutami, żeby można było iść do synagogi z torebką. Dla mnie to wszystko była nowina, bo ja tego w Lublinie nie widziałam, mieszkając w polskiej dzielnicy..”

Ta książka ma niewątpliwie wartość kształceniową, więc korzystam z okazji i cytuję bardzo istotny fragment na całkiem inny temat (s. 261):
„...Młodzież w Polsce nie wie, jak było za komunizmu, przyjmuje tylko te sklepy z octem. Ale pracę miał każdy. „Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy”. Mieszkanie miał każdy. Na wczasy wyjeżdżałam, miesiąc miałam urlopu. Teraz się uważa, że Solidarność reaktywowała kapitalizm w Polsce. Solidarność chciała mieć komunizm z ludzką twarzą. Krzyczeli: „Socjalizm tak, wypaczenia nie”….”

Szczera prawda, tylko w przedostatnim zdaniu przejęzyczenie, bo winno być: socjalizm z ludzką twarzą.
Mimo, że polecam Państwu te wspomnienia, nie mogę dać więcej niż 6 gwiazdek za ponuractwo i czasami nudę.