Wednesday, 30 November 2016

Eric - Emmanuel SCHMITT---"Odette i inne historie miłosne"

Eric – Emmanuel SCHMITT - "Odette
i inne historie miłosne"

Schmitta (ur. 1950) recenzowałem negatywnie dwukrotnie, więc dzięki bibliotece w Toronto, do trzech razy sztuka. Jego książki są poczytne, toteż wynik dla omawianej 6,89 (2598 ocen i 184 opinie) mnie nie dziwi, choć jest w porównaniu z ocenami innych jego książek niski.

W „Posłowiu” Schmitt kokietuje opowiadając jak się poświęcał dla czytelników pisząc te opowiadania, bo on biedny nie ma czasu na pisanie, lecz z misji dziejowej przecież trudno mu zrezygnować. (s. 241):
„...podczas kręcenia i montowania filmu korzystałem z rzadkich wolnych chwil, by w ukryciu przed ekipą popracować gdzieś na brzegu stołu. Pisałem też rano przy śniadaniu i wieczorami w pokojach hotelowych - w ten sposób powstały niniejsze opowiadania…..”

Głęboko współczuję twórcy i czytelnikom, bo skłaniam się ku wierze, że w normalnych warunkach i bez takiego pośpiechu Schmitt napisałby coś lepszego. Oczywiście istniała druga opcja: nie poświęcać się i nie pisać, ale to wyjątkowa bezczelność o czymś takim mówić.

Opowiadanie I s. 29:
„..nigdy już nie skontaktowała się z Cesariem, zajęta doskonaleniem sztuki rozpusty...”
Opowiadanie II s. 39:
„...Zmieniając księcia z bajki co tydzień, nabrała w końcu odrazy do siebie i mężczyzn….”
Opowiadanie III - udziwniony, wydumany Alzheimer
Opowiadanie IV - kochanka porzucona po 25 latach związku z żonatym i dzieciatym gachem, z czego powstaje żenująco banalna historyjka z obrazem Picassa w tle
Opowiadanie V - odwrotka IV, mieszka z żoną, a z kochanką ma troje dzieci
Opowiadanie VI - po 15 latach od upojnej nocy aktora, trupa przyjeżdża ponownie do sycylijskiego miasteczka i podstarzały aktor szuka partnerki z tamtej nocy. Potworny banał.
Opowiadanie VII - Czterdziestoletnia wdowa Odette Jakkażda uwielbia książki Balthasara B, Gdy trafia pod jej dach dowartościowuje go i godzi z żoną. Tanie, ale miłe sentymentalne
Opowiadanie VIII - Kobiety w sowieckim więzieniu; opowiadanie nie pasujące do pozostałych

Tematycznie i językowo słabizna. Jedyne, które można wyróżnić to tytułowe „Odette Jakkażda” w którym obronę pisarstwa Balthasara Balsana odczytuję jako samoobronę autora (s. 211):
„..Uszczęśliwił tysiące ludzi. Może i są wśród nich nieznaczące sekretarki, pracownicy najemni jak ja, ale o to właśnie chodzi! To, że udaje mu się nas zainteresować i poruszyć - a my nie czytamy dużo i nie jesteśmy kulturalni jak wy! - jest właśnie dowodem, że ma większy talent niż inni! Dużo większy! Bo, proszę pani, może i Olaf Pims też pisze znakomite książki, ale ja potrzebuje encyklopedii i paru opakowań aspiryny, żeby zrozumieć, o co mu w ogóle chodzi. To snob zwracający się tylko do tych, którzy przeczytali tyle co on….”

Po takim dictum podnoszę ocenę do 5 gwiazdek!!