Tuesday, 1 December 2015

Witold Gadomski, Przemysław Wojciechowski - "Tragarze śmierci"

Witold GADOWSKI, Przemysław WOJCIECHOWSKI - "Tragarze śmierci"
Trzy reportaże napisane przez Gadowskiego (ur.1964) i Wojciechowskiego (ur. 1972), zdolnych i wykształconych dziennikarzy śledczych. Mało tego, starali się, włożyli dużo pracy, a wynik mierny. U podstaw porażki chyba leży forma. Czytelnik oczekuje formy zbeletryzowanej, opartej na faktach i dokumentach, lecz bez ich szczegółowego przytaczania. Znaczna część książki winna znależć się w przypisach, do których zajrzą ci, którzy zechcą, a tak tekst staje się nieznośny. Druga sprawa, to jakaś nienawiść panów reporterów do PRL-u, która prowadzi do wręcz idiotycznych zarzutów wobec działań PRL wywiadu i kontrwywiadu. Sprawia to wrażenie jakby autorzy nie rozumieli podstawowej prawdy, że sieć szpiegowską buduje się przez dziesiątki lat, że funkcjonuje ona w pozornie w ekstremalnie absurdalnych koneksjach i że ulega zniszczeniu wskutek zmiany ustroju państwa tylko wśród dyletantów i amatorów.
Przejawem sposobu myślenia panów autorów jest stwierdzenie tak głupie, że ręce opadają (s. 57)
"W 1981 roku nikt w MSW (przynajmniej oficjalnie) nie podejrzewał istnienia agentury wrogiego wówczas Mossadu wewnątrz najbardziej elitarnych struktur służb specjalnych.."

Idiotyzm tego "przynajmniej oficjalnie" w sprawach wywiadu i kontrwywiadu każdy wyczuwa, lecz przymiotnika "wrogiego" nawet przy najlepszych chęciach nie jestem w stanie zrozumieć. Logika sugeruje, że gdyby Mossad nie był "wówczas wrogi", to mógłby funkcjonować "wewnątrz najbardziej elitarnych struktur służb specjalnych".
Trzy ciekawe tematy zmarnowane przez autorów, którzy skupili się na swojej własnej, obsesyjnej nienawiści, bo jak inaczej przyjąć sformułowanie ze wstępu (s. 9):
"Naszym zdaniem dziś przed międzynarodowym trybunałem obok Radovana Karadżicia powinni zasiadać żyjący jeszcze generałowie KGB, Wojciech Jaruzelski i ich pobratymcy zza grobu: Janos Kadar, Gustaw Husak, Nicolae Ceausescu, Todor Żiwkow, Erich Honecker, Leonid Breżniew, Josip Broz-Tito, Jurij Andropow."

Nie sposób zrozumieć czym kierowali się autorzy dokonując powyższego wyboru "zbrodniarzy", umieszczając np ze strony sowieckiej Andropowa (bliżej nieznanego, szczególnie młodym), a pomijając nadzorcę Stasi, tak lubianego obecnie w Polsce - Putina. Nie mogę też zrozumieć umieszczenia na liście zbrodniarzy bohatera Europy, który w PRL-u nosił miano "wściekłego psa imperializmu", jedynego człowieka, który potrafił nie tylko postawić się Stalinowi, ale i utrzymać pokój na Bałkanach przez ponad 40 lat, czyli Józefa Tito (tak go nazywaliśmy za życia).
Reasumując: niewypał, który można jednak przeczytać, ze względu na atrakcyjność tematów.