Friday, 14 February 2014

Paul AUSTER - SUNSET PARK




Paul  AUSTER  -   “SUNSET   PARK”

Na  okładce  cytat:  „Paul  Auster  is  defnitely  a  genius”  -  Haruki  Murakami.

A  ja  jestem  zafascynowany  dwoma  geniuszami:  AUSTEREM  I   MURAKAMI,  z  tym,  że  ten  drugi  już  promocji  nie  potrzebuje,  podczas,  gdy  pierwszy  wciąż  jeszcze  nie  zdobył  takiej  popularności,  na  jaką  zasługuje.  Ma  wprawdzie  25  pozycji  na  „lubimy  czytać”,  lecz,  poza  „The  New  York  Trilogy”,   pozostałe  książki  są  niedocenione,  a  szczególnie  ulubiona  przeze  mnie  historia  Mr. Bones’a /GNATA/  pt  „TIMBUKTU”.

Zgodnie  z  moimi  oczekiwaniami  lektura  kolejnej  książki  Austera  pt „Sunset  Park”  była  wielką  przyjemnością,  która  skończyła  się,  wraz  z  ostatnią  stroną,  o  trzeciej  rano,  bo  nie  potrafiłem  się  od  niej  oderwać.

Powieść,  z  jednej  strony  opowiada  o  stosunkowo  młodych  ludziach,  którzy  zawierają „a  silent  pact  of  some  sort,  a  mutual  understanding  that  allows  them  to  share  their  loneliness  and  frustrations” /str.248/  /”swoistą  milczącą  umowę,  na  bazie  wzajemnego  zrozumienia,  która  pozwala  im  dzielić  swoje  osamotnienie  i  frustracje”/,  a  z  drugiej  - o  „harcie  ducha”  w  rozwiązywaniu  problemów   związanych    z  uporządkowaniem  własnego  życia  i  dostosowaniem  się  do  otaczającej  rzeczywistości.  Aby  uwypuklić  ten  temat  Auster  przypomina  kultowy  film  Wiliama  Wylera  z 1946 r  pt „The  Best  Years  of  Our  Lives”  /”Najlepsze  lata  naszego  życia”/,  o  którym wzmianki przewiją  się  przez  całą  powieść.   W  filmie  tym  trzej  weterani  II w.św.  wykazują  się  wspomnianym  właśnie  „hartem  ducha”,  w  pokonaniu  trudności  w  przejściu  do  stabilnego  /cywilnego/  życia.

Auster  zachwyca  umiejętnością  skondensowanego  opisu  życia  w  brooklynowskiej  rzeczywistości,  szczegółowym  przedstawieniem  panujących  stosunków  i  obyczajów,  w tym  przebiegu  uroczystości  pogrzebowych,  jak  i  roli  rozgrywek  baseballowych w  życiu  typowych  Amerykanów.  Zwróciłem  uwagę  na  zasady  współżycia  rodziców  i  dzieci,  których  sedno  tkwi  w  zdaniu: /rodzice/  „nie  mają  prawa  zmuszać  go  do  czegokolwiek  niezgodnego  z  jego  wolą”.  A  więc  nie  ingerować;  OK,  ale  serce  boli,  toteż  Morris  przez  siedem  lat  jeżdzi  po  całych  Stanach -  do  Chicago,  Arizony,  New  Hampshire,  na  Florydę,  by  dyskretnie  podejrzeć  jedynego  syna, czy  nie  jest  w  niebezpieczeństwie,  czy  nie  potrzebuje  pomocy. Tak  to  obowiązująca  „corectness”  przegrywa  z  tradycją  kulturową.

Umieszczenie  naszych  bohaterów  w  niezamieszkalej  ruderze  zapowiada  niechybny  koniec  pewnego  etapu  życia,  a  solidność  autora  nie  pozwala  na  „happy  end”.

  
.