Wednesday, 19 February 2014

Kurt VONNEGUT - ŚNIADANIE MISTRZÓW

Kurt VONNEGUT - „ŚNIADANIE MISTRZÓW”


C, tylko C /a może aż C/ to SAMOOCENA Vonneguta tej NIEUDANEJ książki, opublikowanej w Polsce pt „Śniadanie mistrzów, czyli żegnaj, czarny poniedziałku” /w orig.: „Breakfast of Champions”/, przeto dziwię się tej niczym nieuzasadnionej idolatrii polskich czytelników, wyrażanej dużą ilością gwiazdek. Przeczytałem ją jednym tchem, a przed przyśnięciem chroniła mnie złość na autora budzącego mnie coraz bardziej imponujacymi rozmiarami PENISA. To po kilku razach przestało być zabawne, aż w końcu zakrawało na patologię.

Wracając do samooceny, Vonnegut przyznał sobie A+ za „Slaughterhouse-Five” /”Rzeżnię nr 5”/ i „Cat’s Craddle”; notę A - za cztery książki; notę B za dwie, jak i za dwie - C /obok omawianej, - „Palm Sunday”/ oraz D /za „Slapstick” i „Happy Birthday, Wanda”/.

„NOBLESSE OBLIGE”, dlatego też UZNANY PISARZ za swoje wpadki winien być ukarany /podobnie jak mój ulubiony Coetzee za „Dzieciństwo Jezusa”/ przez nadanie jego knotowi, góra, dwóch gwiazdek.

Doceniam innowacyjne poszukiwanie formy przez włączenie autora w tok akcji, lecz kończy się ono na czczej deklaracji o możliwości podejmowania ad hoc alternatywnych rozwiązań. Wydaje mnie się, że ten pomysł nie został dostatecznie wykorzystany.

Na okładce jakiś bardzo „mądry” Pan Redaktor pisze:

„Autor bezlitośnie demaskuje zakłamanie, głupotę i fałszywą dumę, ukazując całkowity brak szacunku dla symboli i rzeczy powszechnie uważanych za świętości, jak np. hymn narodowy”.

Takie zdanie Pana Redaktora mógłbym potraktować jako atak na mój POLSKI PATRIOTYZM, gdyż zwyczajowo śpiewam: „..dał nam przykład Bonaparte jak zwyciężać mamy..”., a z naszej POLSKIEJ „fałszywej dumy” oszczercy nieraz się naśmiewali.

Nie jestem praktykującym katolikiem, a mimo to czuję pewien dyskomfort czytając następujący fragment: /str.77/

„Prostytutki pracowały dla alfonsa. Był wspaniały i okrutny. Był ich bogiem. Pozbawił je wolnej woli, co im zupełnie nie przeszkadzało. I tak nie wiedziały, co z nią zrobić. Czuły się tak, jakby się oddały Jezusowi na przykład, żeby prowadzić życie pełne poświęcenia i ufności, tyle że oddały się alfonsowi, a nie Jezusowi”.

Kurt! Ty, amerykański prymitywie, dowiedz się, że najważniejszym dogmatem religii judeochrześcijańskiej jest WOLNA WOLA, jaką Bóg obdarzył człowieka.

A poza tym banał goni banał, wskutek czego udało mnie się wynotować tylko jedną „złotą” myśl, notabene też banalną: /str.180/ na pytanie „...czy boi sie przYszlości.. ...da odpowiedż... ..największym przerażeniem napawa mnie przEszłość”.

Nie przemawia do mnie również fragment nawiązujący do tytułu: /str.202/:

„Karbekian zamówił wytworne martini Beefeater ze skórką cytryny, więc Bonnie powiedziała:
- Śniadanie mistrzów.
- To samo powiedziała pani, przynosząc mi pierwsze martini – zauważył Karabekian.
- Mówię to zawsze, kiedy podaję komuś martini - odparła Bonnie.
- Czy to nie staje się nudne? – spytal Karabekian – A może ludzie po to właśnie zakładają miasta w takich zakazanych miejscach, żeby móc powtarzać w kółko te same dowcipy, dopóki Jasny Anioł Śmierci nie zasypie im ust popiołem”

Jak ktoś zrozumie, o co tu biega, to bardzo proszę o kontakt.

Książki, które czytam sa poniekąd wynikiem ograniczoności zbiorów biblioteki torontańskiej, i tylko to mnie tlumaczy.