Tuesday, 4 February 2014

Adam MICHNIK Diabeł naszego czasu




Adam  MICHNIK  -  “Diabeł  naszego  czasu”

Omawiany  IV  tom  „Dzieł  wybranych  Adama  Michnika”   to  wielotematyczna  publicystyka  z  lat  1985-1994,  przeto  dokładne  jej  omówienie  jest  niemożliwe  i  mija  się  z  celem.  Postanowiłem  więc  zasygnalizować  tylko  parę  atrakcyjnych  wątków,  by  potencjalnego  czytelnika  zachęcić  do   samodzielnej  lektury.

I  tak,  niech  barwna  postać  Antoniego  Macierewicza    uatrakcyjni  moją  recenzję  na  wstępie.  O  jego  tragedii  rodzinnej  napisałem  w  recenzji  tomu V,  a  tutaj  tylko  przypomnę,  że  Michnik  wielokrotnie  podkreślał   zasługi  „Antosia”   w  stworzeniu  KOR-u.  Po  wyjściu  z  więzienia,  Michnik  przejął  palmę  pierwszeństwa  w  Komitecie  Obrony  Robotników,  wskutek  czego  rozżalony  Macierewicz  odszedł,  a  poczucie  poniekąd  porażki  niewątpliwie  wpłynęło   na  rewizję  własnych  poglądów.  Czytając  ten  tom  dowiadujemy  się,  że  młody  Macierewicz  był  wielbicielem  Che  Guevary  i  przeciwnikiem  radykalnego  nacjonalizmu.

„...gdybyś  wtedy  powiedział  Antkowi,  że  kiedyś  stanie  się  wcieleniem  radykalnej  postendecji,  to  plunąłby  ci  w  twarz,  że  oszczercą  jesteś”.

 Niemniej  Michnik  wyczuwał  „w  Macierewiczu  fanatyka,  który  jest  kimś  między  Inkwizytorem  a  Dzierżyńskim”,  a  to  już  bardziej  nam  przybliża  jego  „wydanie”  obecne.

Drugim  „rozrywkowym”  wątkiem  jest  ironiczne  porównanie  życia  „przed”  i  „po”:

Cechą  SYSTEMU   KOMUNISTYCZNEGO  było  życie  w  BEZPIECZEŃSTWIE.  Było  to  życie  niewolnicze,  ale  bezpieczne.  Każdy  więzień  wiedział  dobrze,  gdzie  będzie  spał  i  co  będzie  jadł.  Życie  w  warunkach  WOLNOŚCI  jest  zarazem  życiem  w  RYZYKU.  Nasz  wczorajszy  więzień,  dziś  uwolniony,  cieszyć  się  może   światem  bez  krat,  ale  martwić  sie  musi  tym,  że  nie  wie,  gdzie  będzie  spał  i  co  będzie  jadł”. /podkr.moje/

Nie  na  próżno  mój  kochany  ks. Józef  TISCHNER  pisał  o  „nieszczęsnym  darze  wolności”.

Teraz  bardzo  wartościowa  tyrada  na  temat  „Solidarności”:

„”SOLIDARNOŚĆ”  była  po  pierwsze  ruchem  na  rzecz  wolności  obywatelskiej  i  demokracji  politycznej;  po  drugie  ruchem  na  rzecz  suwerenności  państwa  i  tożsamości  narodu;  po  trzecie  ruchem  na  rzecz  praw  świata  pracy  i  jego  emancypacji.  Każdy  z  tych  nurtów  rodził  swoje  patologie  i  krył  w  sobie  przyszłe  sprzeczności.  Ruch  /I/  wyradzał  się  w  inteligencki  elitaryzm,  /II/  degradował  się  w  ksenofobiczny  nacjonalizm  zespolony  z  religijnym  integryzmem,  ... /III/  degenerował  się  w  egoistyczny  populizm...   ...Dla  ludzi  mojej  formacji  osobistą  tragedią  stała  się  ewolucja  „Solidarności”  od  związku,  którego  symbolami  byli  działacze  formatu  Bujaka  czy  Frasyniuka,  do  związku  Zygmunta  Wrzodaka.  Jest  to  chyba  najgłębsze  z  moralnych  upokorzeń...     ..Od  syntezy  najlepszych  polskich  wartości  do  faszyzującego  bełkotu”.

Michnik  pisze  też  jotę  w  jotę  to  samo  co  HAVEL  o KOMPLEKSIE  ANTYDYSYDENCKIM,  że  wskutek  tego,  iż  większość  społeczeństwa  nie  była  ani  dysydencka,  ani  opozycyjna,  lecz  była  konformistycznie  przystosowana  do  ładu  dyktatury,  to  dysydenci  stali  sie  wyrzutem  sumienia.  Bo  to  oni  mieli  odwagę  i  protestowali  wśród  powszechnego  milczenia  i  konformizmu.  „Któż  zaś  lubi,  gdy  mu  się  przypomina  czas,  w  którym  nie  był  specjalnie  fotogeniczny ?”.


Skoro  padło  nazwisko  prezydenta  Havla,  to  przypomnijmy  /za  Michnikiem/,  że  w  czasie   obrad  polskiego  Okrągłego  Stołu  odbyła  się  w  Warszawie  premiera    jego   sztuki,  podczas  gdy  on  siedział  w  czechosłowackim  więzieniu,  i  na  premierę  demonstracyjnie  przyszedł  komunistyczny  premier  Mieczysław  Rakowski.  To  dowodzi,  że  świat  nie  jest  biało-czarny  i  że  ferowanie  lekkomyślnych  osądów  jest  /delikatnie  nazywając/  dziecinadą.