Wednesday, 1 May 2019

Kate MORTON - „Córka zegarmistrza”


Z  radością  powitałem  nową  (2018)  książkę   Kate  Morton,  bo  ma  u  mnie  10/10  za  „Strażnika  tajemnic”  z  2012  roku,  o  którym  pisałem:
„..Przepiękna, przewidywalna SZMIRA. Cudowne czytadło, które przeczytałem rozemocjonowany do ostatniej 919 strony (e-book)…    …Oczywiście 10/10 w kategorii kiczów (jak "Znachor" czy "Trędowata"). Polecam.”
Teraz  jest  jeszcze  lepiej,  bo  jest  duch,  snujący  się  od  150  lat,  a  stron  prawie  tyle  samo.  Na  pierwszej  stronie  czytam:
NIEZWYKŁA HISTORIA O SKRYWANYM SEKRECIE, OKRUTNYM MORDERSTWIE, ZUCHWAŁEJ KRADZIEŻY, SZTUCE, MIŁOŚCI I STRACIE.
Rok  1862.  Wiktoriańska  Anglia.  Już  używana  w  każdym  anonsie  „wiktoriańska”  oddziałuje  na  czytelnika.  Grupa  młodych  artystów  w  malowniczym  Birchwood.   I….      Nie,  streszczenia  nie  będzie.  Wystarczy  duch  polerujący  „kości”  (s.34 z 468  pdf):
„….Odwraca moje myśli od zmurszałych kości przyzwyczajeń. Kości takich jak te…   … Są też inne kości. Te, które sama sobie zakazałam polerować…”
Mamy  też  błyskotliwe  „złote  myśli” (s.68):
 „Każdy zegar jest wyjątkowy (..) I tak jak twarz u człowieka, tarcza zegara, niezależnie od tego, czy jest ładna, czy nie, stanowi tylko maskę, za którą skrywa się mechanizm”.  
Podkreślić  muszę  też  specyficzne  piękno  języka (s.73):
„….ojciec powoli staczał się w mroczne odmęty smutku…”
A  że  to  wspomina  pozaczasowy  duch,   ulegam  fascynacji    opowieścią. 
Niestety,  szmira  sukcesywnie  zaczęła  tracić  swoją  szmirowatość,  na  rzecz  zwykłego  nieudacznictwa. Nuda  zaczęła  mnie  ogarniać  i  zacząłem  wspominać  jak  pięknie  cierpiał  ordynat  Michorowski,  łzy  rzęsiste  mnie  z  oczu  popłynęły,  lecz  brnąłem  dalej…
W  efekcie  poczułem  się  oszukany,  bo  chciałem  dać  10/10  za  wybitną  szmirowatość,  a  tu  okazało  się,  że  to  zwykła  przeciętna  lichota,  więc  ocena  3/10  niech  będzie  dla  autorki  przestrogą,  bo  dalej  wierzę,  że    jeszcze  na  wybitną  szmirę  stać


No comments:

Post a comment