Wednesday, 18 April 2018

Łukasz ORBITOWSKI - "Święty Wrocław"


To o wiele wcześniejszy (2009) Orbitowski (ur. 1977), niż recenzowane dotychczas przeze mnie "Widma" (2012 – 9 gwiazdek), "Szczęśliwa ziemia" (2013 – 9 gw.) czy "Inna dusza" (2015 też 9). Na LC słabo - 6,14 (291 ocen i 33 opinie), a często przeze mnie cytowany Jarosław Czechowicz pisze na:

"....tytułowa metaforyczna konstrukcja niesie w sobie zagadkę, z którą wiąże się wiele współczesnych fobii, lęków i uprzedzeń. „Święty Wrocław” jest poza tym dobrze skonstruowaną powieścią. To nic, że zlepioną z pozornych bzdur. Surrealizm Orbitowskiego idzie w parze z talentem literackim, który pozwala mu stworzyć naprawdę frapującą fabułę... ...W „Świętym Wrocławiu” przeczytamy o ośmiu cudach, o zbiorowej histerii, o jednostkowych dylematach i o tym, jak one wpływają na los zbiorowości. O tym, jak rodzi się kult świętości i o sposobach kwestionowania tej świętości. Orbitowski napisał o fobiach i niepokojach, tworząc książkę, która ma naprawdę klaustrofobiczny klimat. Chociaż cały czas ma się wrażenie, że to po prostu absurdalna opowieść, mająca w sobie cechy horroru i ballady, już nie tak absurdalne wydaje się to, co powieść w sobie kryje. I to mnie właśnie tak dotknęło...."

Te wyrwane z kontekstu zdania mają na celu skłonienie Państwa do przeczytania całej recenzji, ja natomiast dopowiem to, czego Czechowicz, jak przypuszczam, nie napisał, bo jemu nie wypada.

Może to i nadinterpretacja, lecz odbieram całą historię jako kpinę z polskiej pseudo - religijności, tak łatwo i beztrosko naruszającej granice między sacrum i profanum.......

Wielokropek , bo „mądrości” wielkie pisałem, a później wymazałem, jak Dariusz Nowacki wylał wiadro wody na moją „mądrą” głowę, pisząc na:

.....Nic tu nie jest pewne, na dobrą sprawę nie wiadomo, co się stało na osiedlu i dlaczego szerzy się kult Świętego Wrocławia. Zrazu jest to kult lokalny, ale od pewnego momentu uwielbienie wychodzi poza rogatki miasta i staje się kultem ogólnopolskim. Zewsząd przybywają pielgrzymi jak na Jasną Górę. Wielu chce, żeby Święty Wrocław ich pochłonął. Władze miasta zostają zmuszone do otoczenia osiedla kordonem policyjnym.
Narracja jest rozwijana z punktu widzenia tajemniczego kronikarza, który chce potomnym przekazać miejską legendę; niejako opracowuje ją na naszych oczach. Zbiera tylko poszlaki, dysponuje rozproszonymi świadectwami. Zarówno on, jak i czytelnicy powieści Orbitowskiego nigdy się nie dowiedzą, co zaszło na osiedlu. Może to quasi-religijna histeria, może zbiorowa halucynacja, a może działanie sił nadprzyrodzonych?....
..Orbitowski - zapewne świadomie - rezygnuje zarówno z warstwy problemowej powieści, jak i z czegoś, co zwykliśmy nazywać drugim dnem. W jakiejś mierze w wyborze bohaterów (wespół z ich dylematami, sposobami przeżywania świata) można rozpoznać adres czytelniczy.
W powieściach autora "Horror show" do głosu dochodzi czysta zdarzeniowość, przygoda goni przygodę, ale też - mówmy sobie prawdę - jedna bzdura walczy o lepsze z drugą bzdurą. Chcę przez to powiedzieć, że "Święty Wrocław" jest idealną propozycją dla czytelników raczej niewymagających, dla tych, którzy cenią sobie prostą literacką rozrywkę. Bez intelektualnych lub moralnych zobowiązań. Orbitowski - co w naszej prozie rzadko się zdarza i co należy docenić - potrafi odpowiedzieć na tak rozumiane potrzeby. Z wyczuciem i biegle.”

No właśnie, a ja się doszukiwałem „drugiego dna”, a jak go nie ma, to poprzestanę na 7 gwiazdkach.
PS Nowacki używa określenia „quasi – religijna histeria”, to może jednak „drugie dno” jest ??



No comments:

Post a comment